Witam!

Blog ten jest historią mojego względnie świadomego macierzyństwa. Tzn. jestem świadoma nie tylko faktu, że mam dzieci (to i tak dobrze), ale że pewne działania mogą przyczynić się do tego czy owego. A inne wręcz przeciwnie. Proszę nie bulwersować się, że tyle tu o dzieciach i obruszać się z powodu monotematyczności, konwencja ta jest absolutnie celowa i służy głównie mnie. Zapraszam!

Krótka notka o tym jak powinno wyglądać spotkanie z położną

Wczoraj miałam pierwsze spotkanie z położną. Najpierw zadzwoniła i zapytała, czy pasuje mi wtorek a mi pasował. Wtorek przyszedł a wraz z umówioną godziną pojawiła się w naszych progach młoda rezolutna osoba z torbą w seledynowe kwiaty. Ponieważ bałagan w mieszkaniu błagał o prywatność, od razu zawlekłam gościa na kanapę pod drzewo w ogrodzie a Marcinek przyrządził nam owocowe napoje.

Oczywiście Lila nie mogła przegapić tak fascynującego zdarzenia więc usadowiła się między nami z książeczką z naklejkami i świadokowała milcząco, chłonąc informacje o tym, jak do cholipy powinna wyglądać opieka nad kobietą ciężarną w cywilizowanym świecie.

Jakie to inne niż moje doświadczenia z Polski! Ble! Dziewczyny, walczcie o swoje prawa, ale nie jednostronnie. Wypisując hasła na transparentach o wolności i godności reprodukcyjnej weźcie pod uwagę że wasze prawa nie są szanowane nie tylko gdy nie chcecie rodzić ale przede wszystkim gdy CHCECIE!!! Ale ja nie o tym.

Położna wypytywała mnie o moją zdrowotną historię i opowiadała, jakie badania mogę zrobić jeśli chcę. Ja na to, że nie chcę żadncyh poza jednym USG a ona, że w porządku. Spytała przepraszającym tonem, czy może pobrać mi krew i czy byłabym skłonna nasikać do pudełeczka. W sumie- myślę sobie- czemu nie? Mam nie ruszać się z kanapy (no dobra, do nasikania chyba muszę) i wszystko odbywa się na moich zasadach, w obecności wyluzowanego dziecka i śpiewających ptaszków a ja mam na sobie piżamę- to po co mam się upierać przeciwko pobraniu krwi? Gdy zakładałam brak badań w ciąży do głowy mi nie przyszło, że MOŻNA je robić poza dusznym gabinetem w którym zawsze dostawałam zawrotów głowy albo musiałam się położyć- wczoraj wyssanie ze mnie 4 fiolek nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia. Nie poczułam nic. 

Babeczka nie straszyła. Nie mówiła, że ,,będzie mi wolno” urodzić w domu, jeśli wszystko będzie w porządku i będę grzeczna przez całą ciążę, tak jakby prawo do wyboru miejsca porodu było jakąś nagrodą. Nawet mój mąż nie mógł uwierzyć w to co zaszło: ,,Ale co, ona ci tu tę krew pobrała? Na kanapie?! To czemu wszędzie się tak nie robi?”. NO WŁAŚNIE?

Zrobiła swoje i pojechała. Dała mi termin wizyty USG, który za mnie wcześniej umówiła. Powiedziała, że w planie dla mnie jest tyle a tyle wizyt ale jeśli będę chciała więcej lub mniej, to one, położne z Homebirth Team, dostosują się i będzie ok.

Piszę o tym wszystkim i mam mieszane uczucia. Część mojego serca wciąż jest w kraju ojczystym, gdzie wciąż mieszkają bliskie mi osoby, dziewczyny z rodziny i przyjaciółki. I smutno mi, że standardy opieki okołoporodowej coraz mocniej ocierają się o kpinę, tak jakby zamiast iść do przodu ten kraj cofał się i to wielkimi krokami! Z drugiej strony taki komfort mi daje poczucie, że MOJE WŁASNE prawa są szanowane chociaż zdaję sobie sprawę że aby o nich w ogóle się dowiedzieć, spędziłam sporo czasu na dokształcaniu się na temat dostępnych możliwości długo jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Dlatego to jest apel do wszystkich przyszłych mam- zróbcie research. Nie zawsze to co na odczepnego powiedzą w przychodni czy szpitalu jest zgodne z prawem. Nie trzeba się zgadzać na zasady jakie wam nie pasują. I wciąż zasługujecie na opiekę nawet jeśli pewne jej aspekty wam nie odpowiadają!!!

 No to się rozpisałam. Ale wierzę, że warto. Dla mnie jest to mega cenne doświadczenie, jako mamy i douli. Dziękuję losowi, że mnie tu postawił. I to co cenne chcę podawać dalej.

 

Z położną czy bez?

Dziękuję za wszystkie gratulacje i wyrazy życzliwości- serce rośnie że tyle osób cieszy się razem z nami z powiększenia rodziny! Aż przyjemniej się wymiotuje co godzinę gdy człowiek wie po co to wszystko :)

Ponieważ wielu moich znajomych o to pyta, ustosunkuję się do pewnego zagadnienia już teraz. Oczywiście poród domowy, ale czy zamierzamy dzwonić w ogóle po położną? Wybrnę z tego dyplomatycznie: na dzień dzisiejszy nie widzę zupełnie potrzeby przepełniania naszego niewielkiego lokum dodatkowymi dwiema osobami (bo w UK do porodów domowych z reguły przyjeżdżają dwie położne), a nawet jedną- ale kto wie czego mi się zachce gdy nadejdzie ten moment? Dzień porodu wymarzyłam sobie jako sesję w spa- robię coś dla siebie- RODZĘ w bezpiecznym otoczeniu- a obecne osoby mi sprzyjają. Nie gadają do mnie, nie proszą o nic, nie zadają pytań, nie są w pracy, nie szeleszczą papierami i nie brzęczą sprzętem. Przynoszą frytki i lód do ssania wyłącznie gdy o to poproszę. Dają mi monopol na laptopa (muzyka!) i SPOKÓJ.

Tym razem, z trzecim dzieckiem, mam ogromną potrzebę niezależności, decyzyjności, samostanowienia. Z doświadczenia wiem, że to one dają najwięcej korzyści, także ,,hormonalnych” a to właśne hormonalne korzyści przyczyniają się do bezpiecznego porodu. Czuję, że pójdzie szybko i sprawnie- nie zamierzam tracić sił na szamotanie się podczas rodzenia, bo wiem, że będą mi one potrzebne na początki POTRÓJNEGO macierzyństwa.

Wracając do pytania- z położną czy bez- powiem wprost: nie wiem. I nie czuję się w obowiązku wiedzieć teraz. Być może zaistnieją okoliczności, w których poczuję, że przydałaby się dodatkowa para rąk i głowa i wtedy zadzwonimy. Na pewno damy znać, jak tylko urodzę dziecko, być może jeszcze przed pojawieniem się łożyska. Ale nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek będzie (w dobrej wierze) zaglądał mi w krocze celem oceny stanu/ zaszycia gdy ja będę witała maleństwo i świętowała pierwsze karmienie piersią. Nie zakładam w ogóle takiej możliwości, że podczas tych świętych chwil będę musiała odpowiadać na jakiekolwiek pytania. JAKIEKOLWIEK. Dlatego idealną dla mnie sytuacją byłby poród bez medycznej asysty i zaproszenie położnej po fakcie, gdy dziecinka z łożyskiem będą już bezpiecznie leżeć obok mnie a moja rodzina (mąż i dzieci) zyskają szansę na zapoznanie się z nowym jej członkiem. Wtedy niech sobie położna przyjedzie, wypełni swoje papiery i odfajkuje co trzeba :)

Takie mam marzenia. Jak będzie? Będzie dobrze. Wiem, że gdyby to miały być bliźnięta albo poród pośladkowy, mogłabym poczuć potrzebę obecności położnej podczas porodu domowego dlatego nie jestem niewolnikiem żadnej idei. Po prostu zdaję się na swoję intuicję. Od dawna mnie nie zawiodła.

Drużyna rośnie w siłę

Kto wie, ten wie, a kto nie wie, to się zaraz dowie, że na przełomie lutego i marca do naszej rodziny dołączy nowy człowiek. Nie wiemy o nim za dużo jeszcze poza tym, że nie lubi gdy mama za bardzo się obje albo jest głodna i oznajmia to natychmiastowym rozkazem pozbycia się treści żołądka. Co niestety nie ułatwia mamie życia ani opieki nad jego starszym rodzeństwem.

Bardzo serdecznie tego człowieka zapraszaliśmy od około roku i cieszymy się, że zdecydował się pozytywnie odpowiedzieć na nasze zaproszenie. Teraz trudno mi jakoś poddawać się ekscytacji bo fizycznie jestem do niczego, ale każdy dzień, już to wiem, zbliża mnie do lepszego samopoczucia oraz oczywiście do końca i początku czyli porodu.

Nie rezygnuję całkowicie z opieki prenatalnej, ale wybrałam lokalny Homebirth Team-  położna będzie przychodzić do mnie do domu a ja mogę wyrazić lub nie zgodę na jakiekolwiek zabiegi/ badania. Planuję skorzystać z jednego USG żeby potwierdzić orientacyjną datę porodu- z Lileczką, jak niektórzy pamiętają, jej ustalenie wiązało się z dość mocnym stresem i zachodem. Jestem spokojna i pewna siebie, ufam swojemu ciału i temu dziecięciu w 200% i cokolwiek się nie stanie, mam na to pełną zgodę w sobie. Powiem tylko że bardzo fajnie być w ciąży z takim podejściem i umila ono nawet regularne wizyty w toalecie oraz całodobowe mdłości. Będę oczywiście na bieżąco zdawać relację co i jak :)