Witam!

Blog ten jest historią mojego względnie świadomego macierzyństwa. Tzn. jestem świadoma nie tylko faktu, że mam dzieci (to i tak dobrze), ale że pewne działania mogą przyczynić się do tego czy owego. A inne wręcz przeciwnie. Proszę nie bulwersować się, że tyle tu o dzieciach i obruszać się z powodu monotematyczności, konwencja ta jest absolutnie celowa i służy głównie mnie. Zapraszam!

Pralka

W wakacje jedziemy na 12 dni w oklice Plymouth (południowo- zachodnia Anglia). Jak i rok temu, pakujemy namioty i ruszamy autokarem. Spać będziemy gdzie się da, po plażach i parkach. Jeść odgrzane na ognisku frykasy z marketu. Myć się w publicznych toaletach i morzu po zmroku. Wędrować z plecakami i zatrzymywać się gdzieś, bo ładnie. I pewnie znowu dzieciarnia cały rok będzie przeżywać i wspominać, a my razem z nimi.

Rok temu ruszyliśmy dzień po zrobieniu Guciutkowego testu ciążowego. Wszyscy w euforii, że jesteśmy w piątkę. Dzieci cieszyły się, że dzidziuś taki mały, a już kąpał się w morzu i wspinał po skałach. Ja walczyłam z jadłowstrętem, pochłaniając pizzę i zupki chińskie ze szpinakiem. Nie da się czegoś takiego zapomnieć.

W tym roku elementem dodatkowym będzie pięciomiesięczniak w nosidle. Nie wiem, czy nie za bardzo szarżujemy, ale z drugiej strony, jak nie teraz żyć, to kiedy? Martwiłam się jedynie, jak my się ogarniemy z praniem, bo choćby te pieluchy nieszczęsne co jakiś czas. Napisałam więc do 10 osób na couchsurfingu. Nikt długi czas nie odpisywał. Dziś patrzę- JEST. Odpowiedź pewnej starszej pani, która jak najbardziej zaprasza nas na zrobienie sobie prania i wzięcie prysznica, gdy będziemy tego potrzebować. O mój Boże, jak strasznie uradowała mnie ta wiadomość!!! Napełniła siłą!!! Mam ochotę piszczeć ze szczęścia! Nie chcemy u tej pani nocować, a jedynie skorzystać trochę z cywilizacji. Pralka jest dla mnie symbolem uzależnienia :)

Tak czy owak, nie mogę się doczekać wyjazdu i wiem, że będzie cudownie. Niesamowite, ile jest na tej Ziemi miejsc wartych zobaczenia, ilu ludzi o wielkich sercach, których trzeba tylko znaleźć, a oni zaoferują każdą pomoc. Wierzyć w to i ruszać w świat- a wtedy nawet pranie pieluch nie będzie straszne :)

 

Ojczyzna

Jutro wracam do domu po dwutygodniowym pobycie w Polsce. Nie ukrywam, że nastraszona niezbyt dobrym PR-em, jaki Polacy robią sami sobie, po prawie dwuletniej przerwie w odwiedzinach ojczyzny, trochę obawiałam się wizyty z niemowlakiem. A bo wiadomo, nieszczepione, niechrzczone, bez czapki no i cyca trzeba czasami wywalić :) Jednak rzeczywistość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Poza tą nieszczęsną czapką (faktycznie wszędzie gdzie byłam, brak czapki na główce Guciutka, bez względu na pogodę, budził poruszenie i komentarze zarówno wśród znajomych jak i obcych:D ) nie spotkałam się z ani jednym krzywym spojrzeniem. A nad naszym chustonoszeniem roztkliwiano się wszędzie, od kasy na stacji kolejowej, po sklepik na wiosce. Panie podziwiały wygodę i zrelaksowaną minę Guciutka. Tak trzymać!

Jedna kobieta, z pokolenia moich rodziców, na wieść o tym, że śpię z dzieckiem i wcale się z tym nie kryję, nie mogła wyjść nad tym z podziwu i rozpaczliwie wyrażała żal, że ,,człowiek tak się naużerał z tym odkładaniem do łóżeczka po nocach”.

Wysadzanie trzymiesięczniaka budziło ogólną sensację. Próbowano to wytłumaczyć na różne sposoby, ale nie spotkałam się z żadnym krytycyzmem na ten temat.

Niemal każda jedna mama, słysząc historię narodzin Gucia, przyznawała, że marzy o podobnym doświadczeniu. Nikt mnie nie opluł, że ryzykowałam życiem swoim i dziecka, a trochę się tego spodziewałam po tym, jak zobaczyłam komentarze pod polskim artykułem o porodach bez medycznej asysty.

Na nasze karmienie w miejscach publicznych nikt nie zwracał najmniejszej uwagi. Raz tylko zostałam potraktowana z wielką troską, bo pewna pani dowiedziawszy się, że nie jadam mięsa, bardzo się zmartwiła, że umrę z głodu, gdyż jako matka karmiąca powinnam się dobrze odżywiać. Było to jednak szczerze życzliwe i bardzo wzruszające. Szczególnie, że ze zdziwieniem przyznała, że bardzo dobrze wyglądam mimo tej karkołomnej diety :)

Edukacja domowa zdawała się być zagadnieniem tak abstrakcyjnym że z nielicznymi wyjątkami nikt nie ośmielił się zadawać nawet pytań na ten temat, udając że jest to absolutnie normalne :D

Jedyne co mnie zszokowało, to ceny. Jedzenie wypada drożej niż w Londynie, gdzie ludzie średnio zarabiają kilkanaście razy więcej :(

Jak to więc jest? Nie wiem, ale to, co zobaczyłam generalnie napełniło mnie radością. A teraz czas wracać do domu i rzucać się w wir naszych londyńskich aktywności. Trochę będzie mi głupio, że wszyscy mają w dupie, czy Gucio ma czapkę czy nie :)

 

 

Wieści dalsze

Minął miesiąc odkąd zaczęliśmy naszą przygodę z odczytywaniem Guciowych znaków związanych z potrzebą zrobienia siusiu lub kupy. Wiem, że nie każdy uwierzy w to, co napiszę i nie każdy poczuje potrzebę spróbowania tego wszystkiego u siebie, ale zapewniam, że warto. Wykorzystuję moment, że wszystkie dzieci śpią i piszę zamiast sama spać, bo naprawdę czuję potrzebę podzielenia się tym, głośnego zawołania: niemowlęta to ludzie! Inteligentni, świadomi ludzie w kontakcie ze swoim ciałem i pełni empatii wobec innych! Dlaczego o tym zapominamy, robimy z nich słodkich debili, pakujemy w śpioszki z idiotycznymi napisami, organizujemy im absurdalne sesje zdjęciowe w których ,,udają”, no nie wiem, policjantów? Nie potrafimy z pokorą uszanować ich prawdziwego jestestwa które onieśmiela… swoją niesmowicie prostą cudownością… To są ludzie, LUDZIE, a my traktujemy je jako coś pomiędzy psiakiem a lalką, z jednej strony tresując, z drugiej modelując pod swoje dziwaczne wizje, z trzeciej nie chcemy uznać, że wszystko co robią, jest nastawione na pełen miłości kontakt, fizyczny i emocjonalny. Guciutku, nie wiem jak ci dziękować, że pokazujesz mi światy o których pojęcia nie miałam!!!

Wypunktuję najbardziej niewiarygodne epizody z naszego życia z ostatniego miesiąca. Wierzenie w nie nie jest obowiązkowe:

1. Od ponad miesiąca tylko jedna (słownie JEDNA) kupa trafiła nie tam, gdzie powinna. Stało się tak, bo jechaliśmy długo autobusem i nie było możliwości załatwienia tego inaczej, więc zrobił (acz niechętnie) w pieluszkę. Mogę powiedzieć że wszystkie (słownie WSZYSTKIE) kupy Guciutka spotykają swoje przeznaczenie w toalecie albo krzaczkach.

2. Niedawno jadłam śniadanie i widziałam że Guciutek chce siusiu. Nie miał pieluchy. Poprosiłam go spokojnie żeby wytrzymał jeszcze kilka minut bo jestem bardzo głodna i muszę się najeść. Gdy skończyłam, pobiegłam z nim nad zlew. Nasikał od razu, sporą ilość. Marcin był świadkiem!!! I powiedział, że nasz synek jest bardzo uprzejmy…

3. Wiem dokładnie kiedy dwumiesięczne niemowlę chce siku czy kupę. Czasami z siusiami nie zdążę, ale wiem zawsze. Odkąd zaczęłam to praktykować, moje zdolności do skupiania się na czymś innym niż dziecko jeszcze bardziej się cofnęły. Zapominam i gubię ważne rzeczy, nie wiem czasami jak się nazywam. Mózg rozwinął się w kierunku niewerbalnej komunikacji zaniedbując resztę totalnie. Ale wystarczy że spojrzę na twarz Guciutka i wiem dokładnie czego chce. I niegdy się nie mylę. NIe wpadam w samozachwyt bo przy okazji zgubiłam raz starszaki w pociągu (z happy endem) i straciłam fajny aparat… Taki etap. Nowość dla mnie. Nieznane lądy do odkrycia, piękne.

4. Czytałam o tym kiedyś i Ljiljana mówiła to samo, że wysadzane dzieci przestają bardzo szybko siusiać w nocy i podczas noszenia. Taki instynkt, wrodzona mądrość. Nie chcą zamoczyć legowiska, nosidła ani opiekuna. Tzn ich ciało nie chce, bo na poziomie intelektualnym nie zastanawiają się nad tym za wiele… Już wiele suchych nocy za nami. Po prostu dziecko idzie spać i chociaż budzi się na jedzenie, nie moczy pieluchy. Czasami 9 godzin. Nad ranem często kręci się na kupę, robi ją i idzie dalej spać. Ma 2 miesiące.

Muszę kończyć, bo Guciutek się budzi.