Witam!

Blog ten jest historią mojego względnie świadomego macierzyństwa. Tzn. jestem świadoma nie tylko faktu, że mam dzieci (to i tak dobrze), ale że pewne działania mogą przyczynić się do tego czy owego. A inne wręcz przeciwnie. Proszę nie bulwersować się, że tyle tu o dzieciach i obruszać się z powodu monotematyczności, konwencja ta jest absolutnie celowa i służy głównie mnie. Zapraszam!

Olśniło mnie

Spojrzałam dzisiaj na na namiot rozstawiony w ogrodzie (okazyjnie co jakiś czas ktoś w nim śpi) i poczułam w dole brzucha rozlewający się dreszcz fizycznej przyjemności. Perfekcyjne miejsce na drugą fazę porodu! Fakt, będzie to luty, ale nasze namioty świetnie trzymają ciepło, poza tym podciągnę sobie farelkę na przedłużaczu… Tyle razy paliliśmy sobie lampy, także zimą, podczas ognisk, więc doskonale wiem, że jest to możliwe! W razie gdyby okazało się to niemożliwe, kupię sobie wcześniej ze dwa, trzy dodatkowe termofory- po fakcie rozdam je przyjaciółkom jako pamiątki…

Nie mam jakiegoś pędu do ,,udziwnień”, ale rzeczywiście wizja ,,nory” w której mogłabym spokojnie wydać na świat swoje szczenię wydała mi się tak potężnie pociągająca, że nie potrafię się jej oprzeć. Marcinek jest zadowolony z tego pomysłu i już zastanawia się jak zapewnić w środku lutego ogrzewanie w namiocie. Póki co stanęło na systemie jaki używa się dla gadów w terrarium…

Uwielbiam być sama i nie odmówię sobie przyjemności podążenia chociaż raz w życiu za swoim fizjologiczno- duchowym pragnieniem. Nie sposób też dostrzec dodatkowegu plusu ,,tent birth”- chociaż ja będę miała w nim komfort kucania i czołgania się na czworakach, nie zmieści się tam już żadna położna :)

 

 

 

Współpraca

Doulowałam wczoraj przy porodzie. Pierwszy dzidziuś, wzruszająca para, wszystko pięknie naturalne. W szczegóły nie chcę się zagłębiać ze względu na prywatność tej rodziny, chciałam jedynie opisać pewien proces z mojej perspektywy.

Trochę się obawiałam tego porodu ze względu na swoje samopoczucie ostatnimi czasy. Jednocześnie WIEDZIAŁAM, że jeśli to ja przy nim będę (bo tak na prawdę byłam doulą na zastępstwo, przez 10 dni wyjazdu ,,głównej” douli) a BĘDĘ, bo wyczułam to na ostatnim spotkaniu i nawet Marcinowi powiedziałam, że jestem pewna, że będę, bo wydawało mi sie, że mamie zależy właśnie na mnie- potem sama mi to wyznała, więc wszystko się potwierdziło, to stanie się coś, dzięki czemu będę miała siłę i możliwość wspierać tę wspaniałą rodzinę najlepiej jak się da. Nachodziły mnie jednak negatywne myśli: Co jeśli poród odbędzie się w nocy? I od razu anielska kontra: Jeśli to JA mam tam być, nie może być w nocy. Co jeśli będzie się przedłużał? Bywałam już przy poroach trwających 3 doby! Anioły na to: Nie może być to długi poród jeśli ty masz być przy nim doulą, bo jesteś w ciąży i bez odpoczynku nie dasz rady. Prawda.

Mama napisała mi przedwczoraj  bardzo późnym wieczorem (około północy) SMS-a, że czuje, że się coś zaczyna. Byłam po ciężkim dniu, wymiotowałam, popołudniowa drzemka przeciągnęła się do prawie 5 godzin… Zmroziło mnie. Postanowiłam na spokojnie zadziałać już wtedy i odpisałam jej: ,,Idź spać. Słodkich snów” z pewnością, że jeśli ona to zrobi, to obie wyśpimy się do rana i z nową energią powitamy nowego człowieka. Co się stało? Mama poszła spać. Zadzwoniła rano, że ma silne skurcze co 5 minut………..

Ja cudownie wyspana, szczęśliwa, jadę. Wzięłam sobie nawet ciuchy na zmianę jakby co, bo spodziewałam się, że poród pierwszej dzieciny, jak to bywało w moim doulowaniu wcześniej może potrwać. Jednocześnie w jakiejś absurdalnej pewności zakładałam, że pójdzie szybko. Mama robiła wizualizacje, pozbyła się strachu, szła do porodu pewna siebie i swojego ciała, co ją miało blokować- mówiłam sobie.

Poród postępował ekspresem i już po 4 godzinach od mojego przyjazdu światu objawiła się czarna czuprynka :) Potem cała reszta. Piękne, łzy, jak zawsze, ulga, oksytocyna.

Wracałam do domu zupełnie spokojna, że to co się zdarzyło to żaden cud. Po prostu ten poród miał być piękny, a ja miałam przy nim doulować. A ponieważ jestem w ciąży, nie mógł być ciężki ani długi. Zadbał o to cały wszechświat, zadbały nasze bobaski, które przecież uwielbiają oksytocynę :)

Dlaczego nie chcę znać płci dziecka przed porodem?

Za nami jedno, pierwsze i ostatnie USG. Więcej podglądania Dzidzia nie będzie. Obecnie normą jest ,,poznanie płci dziecka” przed jego narodzinami i oczywiście zarówno Felcia jak i Lilę również w tym celu demaskowaliśmy w okolicach osiemnastego tygodnia ciąży. Nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów czy niesmaku. Jednak tym razem postanowiliśmy inaczej. Nie chcemy znać płci dziecka zanim się urodzi. Dlaczego?

1. Bo szanujemy prawo według którego przez X lat istnienia gatunku ludzkiego nie było w 100 % wiarygodnej metody by wiedzieć czy narodzi się chłopiec czy dziewczynka. Matki bazowały na swojej intuicji, na momencie poczęcia, ale ostatecznie nie dało się tego idealnie przewidzieć. Działo się tak z jakiegoś powodu, którego my nie znamy, ale nie chcemy z nim polemizować. Gdyby na wieść o chłopcu w macicy na czole matki wyskakiwałaby zielona kropka, wszystko byłoby jasne. Ale tak się nie dzieje. Jest w tym zamysł, który postanowiliśmy uświęcić.

2. Bo nie chcemy się nastawiać mentalnie ani na chłopca ani na dziewczynkę. Nie chcemy determinować sposobu życia i funkcjonowania naszego Dzidzia w społeczeństwie zanim się jeszcze urodzi. Przecież wiadomo, że jak tylko ogłosimy, że szykuje się panienka, zostaniemy zasypani toną seksualnie określonych gadżetów i ubranek. I nawet jeśli będą to tylko śpioszki w różowe muchomorki, słodkie i niewinne, NIE CHCEMY tego określenia teraz, gdy ono sobie tam niewinnie hopsa na pępowinie i ma gdzieś swoją własną płeć. Nie chcę tego Dzidziowi odbierać, nie chcę zaburzać energii bezwarunkowej miłości którą my go darzymy bez względu na to, czy jest chłopcem czy dziewczynką.

3. Nie chcę mieć żadnych dodatkowych USG ponieważ nie wierzę w jego 100 % bezpieczeństwo. Marcinek też nie.

4. Bo chcę tę ciążę przejść skupiając się na porodzie, oksytocynowym haju i wizji idealnego ciałka które pojawi się z kosmatą główką a nie na snuciu domysłów jak Dzidzio będzie wyglądało za 10 lat i ,,kim będzie w przyszłości”.

5. Bo chcemy poczuć, jak to jest odkryć płeć dziecka po porodzie. Chyba trudno o większą ekscytację! I chociaż są tylko dwie możliwości do wyboru, nie wiem, co mogłoby być piękniejszą niespodzianką niż chłopiec albo dziewczynka, któreś z tych dwóch zmaterializowane nagle z platońskiej jaskini, w której było po prostu Dzidziem!

6. Bo jest mi doskonale wszystko jedno. Tak bardzo wszystko jedno już dawno mi nie było. I to jest cudowne. To jest tak cudowne, że w milszych momentach potrafi mi nawet osłodzić rzyganie kwaśnymi jeżynami!