Witam!

Blog ten jest historią mojego względnie świadomego macierzyństwa. Tzn. jestem świadoma nie tylko faktu, że mam dzieci (to i tak dobrze), ale że pewne działania mogą przyczynić się do tego czy owego. A inne wręcz przeciwnie. Proszę nie bulwersować się, że tyle tu o dzieciach i obruszać się z powodu monotematyczności, konwencja ta jest absolutnie celowa i służy głównie mnie. Zapraszam!

Lila myje naczynia

Ci, co mnie znają, wiedzą, że nie jestem pedantką. Owszem, lubię ładne wnętrza, ale tylko lubię- nie uważam, że są warte każdej ceny, a na pewno nie relacji z najbliższymi. Nie użalam się nad sobą, gdy decyduję się na porządki, nie poświęcam czasu dla rodziny dla pucowania i mycie tego czy tamtego. To oczywiście skutkuje tym, że bałagan ,,robi się” momentami niedorzeczny, trudny do zniesienia, ale wiadomo, że on nigdy nie robi się sam, tylko powstaje na skutek aktywności dzieci. Normalnej aktywności dzieci, czyli zabawy, nauki, życia. No bo to jest właśnie życie i nie zamierzam z tym walczyć. Nigdy.

Gdy niekiedy czuję potrzebę ogarnięcia, np. przed przyjazdem gości czy po prostu, żeby nic nie wyrosło na środku salonu, zawsze informuję dzieci dlaczego i po co tak się robi, tłumaczę im czynności, ZAWSZE pozwalam na ,,pomaganie”, nawet jeśli wiem, że tak, jak np. w przypadku mycia okien może to przynieść efekt raczej przeciwny do zamierzonego… Ale nie poddaję się. Wierzę, że kilkulatek umyje okno beznadziejnie 15 razy ale widzi rezultat, widzi też rezultat gdy robię to ja (powiedzmy że nieco bardziej zamierzony…) i zacznie się zastanawiać, co może robić lepiej. I za 16-tym razem już umyje dobrze, porządnie. Tak jak Lila ostatnio.

Nigdy nie obarczam ich poczuciem winy, że to, czym się zajmują, generuje syf. Jeśli syf ma szansę stać się przytłaczający, proszę o kontynuowanie zabawy w ogródku. Po to go mamy.

A dzisiaj wróciłyśmy z Lilą z basenu do pustego mieszkania. Miałyśmy za sobą dość długą trasę pod górkę więc gdy dotarłyśmy, ja musiałam odsapnąć. Lila powiedziała, że ona umyje naczynia a ja mam wypić sobie kawkę. Sama z siebie. Ani słowem nie jęknęłam na temat straszącej góry naczyń. Ona je sama zauważyła i postanowiła się z nimi rozprawić.

I myje, już ponad 15 minut co jak na nią jest hiper długo. Gdy tam zajrzałam, zobaczyłam, że używa tylko lodowatej wody a jej łapki zrobiły się czerwone. Pokazałam jej zatem że łatwiej robić to z użyciem wody ciepłej i na tym moja rola się zakończyła. W takich chwilach kocham być mamą i czuję autentyczny sens tego wszystkiego. Prostotę, logikę. Konsekwencję.

Odsapnęłam, więc idę robią kotleciki jaglane. Lileczka zapewne nie omieszka mi pomóc :) Ukradła właśnie ciastko oreo z szafki (zostało z jaglanego ciasta o smaku oreo, które niedawno, także razem, robiliśmy) na rozruch ale nie mam serca nawet zwrócić na to uwagi. Jest tyle rzeczy które można robić zamiast zwracania uwagi na pierdoły!

 

Dzień obrony

Odwiedziły nas wirusy. Z nosów leci, oczy jakieś małe, w nocy męczą kaszle wszelkiego rodzaju. Akurat w dobry czas, bo dzieci jakoś zafascynowane chorobami- co pozwala mi rozwinąć homeschoolingowe skrzydła, jako że temat należy do moich ulubionych :D

Mówimy sobie o tym, że kaszel to nie choroba, a mechanizm obronny organizmu który za jego pomocą nie dopuszcza zarazków głębiej, do płuc. Mówimy, że katar, chociaż uciążliwy, to wspaniała broń ciała przeciwko uporczywym drobnoustrojom, które są w dość niedelikatny sposób wypraszane na zewnątrz. Pytają, czy podobnie jest z gorączką i wysypką. A pewnie!

Więc przy kolejnym kichnięciu Lileczka, zamiast ubolewać nad tym, że dopadła ją choroba, mówi butnie: ,,Mam dzisiaj dzień oblony!” Jakże to zmienia perspektywę!

Bo trzeba uwierzyć w to, że nasze ciała są silne i mądre. Że chwilowa pozorna niedyspozycja to dowód na ich nieomylne działanie. Wystarczy im zaufać i… przeczekać. Nie walczyć, nie buntować się, a jedynie nauczyć się doceniać to, co dane nam jest za darmo i bez ślęczenia godzinami w poczekalniach przychodni- obronne mechanizmy naszego ciała- nawet jeśli momentami wydaje się, że to właśnie one nam szkodzą.

Plan porodu

Zainspirowana wczorajszą wizytą położnej postanowiłam przyłożyć się do stworzenia mojego planu porodu. Do tego czasu nie sądziłam, że jest on czymś istotnym w przypadku porodu domowego, ale pani położna pięknie wytłumaczyła, jak ważne jest to, żeby na każdym etapie szanowane było nasze zdanie a plan porodu spisany na kartce i dostępny dla wszystkich uczestników wydarzenia bardzo w tym pomaga. Więc usiadłam sobie sama po pracy i postanowiłam…. nie być kreatywna. Po prostu napisałam to tak, jak chcę, żeby było. Zamieszczam go tutaj bo z doświadczenia wiem, że spisanie planu porodu bywa traktowane jak upierdliwe zadanie domowe z fizyki i często traktowane na ,,odwal”. A nuż kogoś zachęcę do zmiany podejścia? :)

Imię, nazwisko. Plan porodu.

Miejsce porodu: mój dom (adres)

Osoby obecne przy porodzie: mój mąż Marcin, moja doula Kasia, moje dzieci – 7,5 oraz 5 letnie.

* Nie zgadzam się na obecnść drugiej położnej w jakimkolwiek momencie porodu. Jest to świadoma decyzja.

* Nie zgadzam się na przyjazd karetki pogotowia jeśli sytuacja nie będzie zagrażająca życiu. Jest to świadoma decyzja.

Preferuję raczej być sama więc proszę za mną nie chodzić ani nie zadawać pytań jeśli nie inicjuję kontaktu. Proszę nie dyscyplinować dzieci jeśli sama o to nie poproszę.

Pierwszy etap porodu:

Jeśli zadzwonię do Położnej by powiedzieć, że poród się zaczął, nie oczekuję jej natychmiastowego przyjazdu. Proszę czekać na kolejny telefon.

Drugi etap porodu:

* Proszę nie oferować mi badania wewnętrznego jeśli sama o nie nie poproszę.

* Proszę szanować moją prywatność- nie życzę sobie badania tętna płodu co 5 ani co 15 minut.

* Nie potrzebuję rad w kwestii parcia i oddychania. Wierzę, że moje ciało samo wie co ma robić.

* Proszę o wolność w kwestii wyboru pozycji oraz miejsca gdzie narodzi się dziecko.

* Proszę nie mierzyć czasu i dawać mi jakiegokolwiek ‚deadline’u’. Moje ciało będzie działało w swoim własnym rytmie.

* Nie zgadzam się na epizjotomię.

* Chcę sama złapać moje dziecko. Jeśli nie będzie to możliwe, chcę by zrobił to mój mąż. Nie chcę żeby ktokolwiek spoza rodziny dotykał dziecka po porodzie.

* Sama chcę odkryć płeć dziecka. Może to także zrobić mój mąż albo starsze dzieci.

* Po narodzinach dziecko będzie ze mną przez cały czas.

Trzeci etap porodu:

* Chcę urodzić łożysko naturalnie. Proszę nie dawać mi rad, jak zrobić to szybciej.

* Pępowina nie będzie przecięta przynajmniej kilka godzin po porodzie. Ostateczna decyzja, kiedy to zrobić, zostanie podjęta po tym czasie.

* Nie potrzebuję żadnych rad w kwestii karmienia piersią.

* W przypadku pęknięcia krocza preferuję naturalne gojenie zamiast zakładania szwów (chyba że będzie bardzo poważne). Po porodzie zadecyduję czy chcę, by Położna oceniała stan pęknięcia krocza. Przedmiot do późniejszej dyskusji.

Interwencje:

* Nie zgadzam się na podawanie dziecku witaminy K po porodzie w jakiejkolwiek formie.

* Jeśli z jakiegokolwiek powodu będę musiała iść do szpitala w trakcie lub po porodzie, mój mąż (a potem dziecko) mają być ze mną cały czas.

* Jeśli z jakiegokolwiek powodu nie będę w stanie karmić piersią lub odciągać mleka w szpitalu, NIE ZGADZAM SIĘ NA PODAWANIE DZIECKU SZTUCZNEGO MLEKA DLA NIEMOWLĄT. Proszę potraktować to poważnie. Akceptuję podanie dziecku ludzkiego mleka od dawczyń.

* Jeśli będę wymagała cesarskiego cięcia, chcę być cały czas przytomna. Dziecko ma być ze mną od początku przez cały czas, tak jak i mój mąż. Inne decyzje dotyczące pobytu i leczenia w szpitalu zostaną podjęte jeśli taka sytuacja zaistnieje.

Potwierdzam, że wszystkie moje decyzje są świadome.