Miesięczne archiwum: Kwiecień 2010

Jedziemy do Lwowa :)

Już jutro stanie się to,za co większość matek polskich i niepolskich zabiłoby mnie! Z zazdrości,czy litości nad moim nieszczęsnym dzieckiem?? Nie wiem, wolę akurat tego nie wiedzieć… W każdym razie JUTRO Felunia zabiera dziadzia i mamusia odbierze go dopiero w środę, tj. po 5 DNIACH. Zagryźcie mnie… Jedziemy do Lwowa świętować naszą imponującą rocznicę, trzecią rocznicę bycia razem! Dla wszystkich spieszących z poradami, że rodzicielstwo to poświęcenie, ewentualnie namawiających nas do zabrania malca ze sobą, mam swoje kontrargumenty. Rodzicielstwo to poświęcenie- ale czasem trzeba i to poświęcić, by się w pewnym momencie nie okazało, że grozi któremuś z odpowiedzialnych i poświęcających się rodziców, hmm- samotne rodzicielstwo, a dziecku brak jednego z tej wspaniałej dwójki. Chyba nie wolno zapominać, z kim się to dziecko zrobiło, a przyznam, że niemowlę często robi wszystko, by umożliwić takie luki w pamięci… I wtedy jest smutno, mąż zatroskany kupuje węża, żeby mieć w domu jakiekolwiek towarzystwo, matka wypłakuje w poduszkę troski, że już jest stara i brzydka, bo mąż nie chce z nią spać- a mąż zasnął przed komputerem, czytając na forum o tym, jakie modliszki można trzymać w mieszkaniu w bloku. Dlaczego nie zabrać dziecka, by ,,wypocząć” razem? Wszystkim mającym tego rodzaju rozterki polecam rozród jako źródło praktycznej wiedzy, gdyż ktokolwiek, kto uważa, że 17 godzinna jazda pociągiem z przesiadką o świcie, potem podróż PKS- em i w końcu nocleg w jakimś schronisku lub u ludzi dobrej woli, sprawią, iż niespełna roczny brzdąc wypocznie, prawdopodobnie dzieci widział tylko z daleka albo w filmie i to nie była ,,Superniania”. Natomiast ten, kto uważa, że takie przygody spowodują, iż wypoczną rodzice, w ogóle niech zarejestrują się na jakimś portalu randkowym, ale niech od razu inwestują w porządną antykoncepcję. Mądry Polak po szkodzie (??!) hi, hi…

Piaskownice, zjeżdżalnie, dziadki i wnusie

Zaczyna się nowy etap kształtowania interpersonalnych zdolności! I to zarówno dla mnie, jak i dla mojego syna. Dziś po raz pierwszy trafiliśmy do piaskownicy (po raz trzeci w ogóle w życiu), kiedy bawiły się tam inne dzieci, a ich opiekunowie (w różnym wieku, płci i statusie) wymieniali się doświadczeniami i poradami. Do Felcia niemal od razu ,,przyczepił się” kilkuletni Bartuś, który na siłę próbował przekonać całe otoczenie,że Feliś złośliwie przeszkadza mu w zabawie- a to stojąc na trasie jego koparki, a to starając się ją dotknąć (nic dziwnego, gdyż Bartuś niemalże wjechał na paluszki Felisia swoim ,,sprzętem”), w końcu wrzasnął mu wprost do uszka, aż moje małe rozpłakało się- on nie zna takich zachowań, nikt do niego ani na niego nie krzyczy. Przerażona babunia zareagowała, kazała dzidziusia przeprosić i wybrać inny sposób zabawy, Bartuś przeprosił, ale najpierw przysięgał,że nie krzyknął do dzidziusia, tylko po prostu akurat w tym momencie zaryczał silnik koparki…Kocham dzieci i ich kreatywność!
Z kolei dziadziuś Martynki, 19-miesięcznej piaskownicowej sąsiadki Feliniego, wziął się za uświadamianie mnie, że to moja wina,że dziecko jeszcze nie chodzi,bo powinnam pomagać mu wstawać tak jak on Martynce. Wyraził też zdziwienie, że pozwalam maluchowi tak hasać, bo Martynka jest nauczona,że ma siedzieć na postawionym do góry dnem wiaderku,żeby się nie przeziębić i nie pobrudzić. Oczywiście on ją nauczył. Wierzę w to,gdyż byłam świadkiem gniewu dziadzi, gdy Martynka przez nieuwagę dotknęła piasku skrawkiem ślicznych spodenek. Dziadzia był jednak bardzo dumny z wnusi, gdy wykazała się w pewnym momencie sprawnością fizyczną większą niż mój niespełna roczny synek- pięknie bowiem nałożyła piasku do wiaderka, a jeszcze piękniej zaprezentowała umiejętność chodzenia. Na moje sugestie,że Feliś ma jeszcze czas, bo nie ma nawet roczku, dziadek rzucił celną ripostę: ,,No,ta też jest mała, ma dopiero 19 miesięcy!”
Oliwka z kolei pożyczyła od Felcia wszystkie foremki i porozrzucała po całej ogromnej piaskownicy. To oczywiście nie wzbudziło moich negatywnych uczuć, ta piaskownicowa komuna nawet mi odpowiada. Dopiero, gdy chciałam już wrócić do domu i poszłam na poszukiwanie Felciowych skarbów, poczułam na sobie spojrzenia oburzonych matek i babek- jak to,kradnę innym dzieciom foremki dla swojego bachora?! Obyło się bez konfrontacji…
Odchodząc, usłyszałam jeszcze fragment rozmowy dziadzi Martynki i czyjejś babci (albo póóóóźnej mamuni). Otóż Martynka rzewnie zamiauczała gdy Oliwka chciała i od niej pożyczyć plastikowego żółwika. Na to wspomniana starsza pani: ,,To ona wychowuje się bez innych dzieci?” Jeśli tak, to może są powody,by jej zazdrościć!:)

Pierwsze kroczki

No i były! Pierwsze trzy niezdarne, rozkraczone, kaczuszkowate kroczki! Feliś stał oparty o fotel i coś kombinował. Ja czytałam broszurkę o dzieciach. Chciałam mu pokazać dzidzię na zdjęciu, więc zawołałam: ,,Feliś, patrz, jaka ładna dzidzia!”. Magiczne słowo- DZIDZIA obudziło w moim dziecku chęć walki, optymizm, poczucie bezgranicznego zaufania do świata. Bez namysłu odwrócił się w moją stronę i jakby zapominając się, po protu… poszedł do mnie. Byłam blisko, więc już po 2 kroczkach padł w moje objęcia, a ja mało się nie po… ze szczęścia i gratulacji mojemu cukierusiowi! Postanowiłam kontynuować trening. Oparłam stojące dziecko o fotel i powtórzyłam manewr. Tym razem mały persching zrobił kroczki trzy, po czym uznał że woli jednak chodzić na czworakach i już więcej (jak dotychczas, a od tego czasu minęły 3 godziny) nie dał się nabrać. Na każde ,,No chodź do mamy” spieszy radosny na czterech… No, chyba, że akurat woli zamanifestować swoją niezależność i na wołanie ,,chodź do mamy” odwraca się, dostaje przyspieszenia i spiernicza tam, gdzie mu nie wolno.