Krecik

Dziecko u babci, więc mogę się literacko i macierzyńsko zrealizować na blogu. Właśnie wzięłam udział w expresowej ankiecie zatytułowanej ,,jak długo jest się dzieckiem?” 75 % ankietowanych odpowiedziało, że całe życie. Dziwne, jakoś tego podejścia w ogóle nie widać, ani na ulicy, ani w parku, ani w polskich domach. Przykład? Proszę bardzo. Byliśmy na rodzinnej wycieczce (tata, mama, ciocia i dziecko), m. in. w parku miejskim, pięknym jak marzenie, chyba już o nim wspominałam w poprzednich wpisach. Dorosła część wycieczki (niby liczebna większość, ale co z tego? I tak nie przełożyło się to na władzę wykonawczą) padała z nóg, bo wcześniej było ognisko, las, łażenie po górach z zepsutym wózkiem (urwane trzymadło…), kiełbaski, pilnowanie młodszej części. Natomiast niepełnoletni uczestnik okazywał swą radość, jaką dała mu swoboda (w lesie szkła, ogień i strome zbocza raczej nie sprzyjały niepodległości). No to co? Trzeba pogrzebać w kretowisku. My leżymy na kocu, dziecko 15 m dalej siedzi szczęśliwe i kopie. Czarne jak sadza, ale przynajmniej nieruchome. Przechodzi obok pani z dwójką kilkulatków i dyszy zachwycona: ,,zobaczcie, jak dzidzia puka do krecika! Jak ładnie chłopiec się bawi z krecikiem!”. Mój krecik niewiele sobie z tego zrobił, ale dzieci przystanęły z jawnym zainteresowaniem. Kobieta napaliła się jeszcze bardziej: ,,Chłopiec jest jeszcze malutki, powiedzcie chłopcu jakie tam mieszka zwierzątko!”. To wystarczyło. Dzieciaki przypadły do ziemi. I już, już rączka chłopca zbliżyła się do kreciej norki, kiedy w odruchu strachu musiała się cofnąć, jak poparzona: ,,Co ty robisz!? Przecież ręce pobrudzisz!”… Spojrzeliśmy z Marcinem i ciocią Justysią na siebie. Każdy pomyślał o tym samym, jak się potem okazało. Ale muszę przyznać, że zaświeciła mi się lampka wątpliwości: a może faktycznie nie powinnam dziecku pozwalać…? Zaraz jednak stłukłam ją jednym rzutem kamienia o nazwie logika – może i owszem, grzebanie w kretowisku nie jest najlepszym pomysłem, trzeba było walczyć z lenistwem i latać za malcem, by mu to nie przyszło do głowy, ale na Boga!- pokazywać dziecku najpierw, że coś jest fajne, a za 30 sekund besztać je, że postanowiło spróbować? To już w ogóle nie jest na moją głowę. Dlatego Feliś będzie drapał w ziemi ile zechce. A nuż na prawdę znajdzie jakieś robactwo i na chwilę się zachwyci, obrzydzi, zaciekawi, ucieszy, no nie wiem- ale poczuje cokolwiek, pomyśli. Do przeciwników takiego podejścia (którzy oczywiście fakt bycia DZIECKIEM całe życie deklarują w internetowych ankietach, w przerwie między robieniem w pracy jakiegoś projektu dotyczącego analizy rynku niemieckiego a piciem gorącego kubka) spieszę z ważną informacją: nie pozwalam dziecku nic brać do buzi, mały w słoneczne dni nosi kapelusik albo czapeczkę, zawsze mamy pieluchy, ubranko na przebranie, coś na ząb i picie ze sobą a po spacerku myjemy rączki, więc jestem normalną mamą. Jezu, i nawet je, jak również jest kładzony do łóżka o stałych porach, co za beton ze mnie! Tylko dlaczego płakać mi się chcę, gdy jestem świadkiem dialogów, jak ten: ,,Mamusiu, patrz, jaki super kijek znalazłem, akurat na procę! – Wyrzuć to w tej chwili, nie będziesz mi kijów do domu przynosił!” Dlaczego mina, bezbrzeżnie zawiedziona, tego chłopca natychmiast mi się udziela?… Może któreś całożyciowe dziecko mi kiedyś odpowie, zobaczymy.

Jedna myśl nt. „Krecik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>