Przemyślenia letnie

Witam po dłuższej przerwie. Patrzę na ilość wyświetleń, ktoś jednak to czyta. Młode mamy, jeśli myślicie podobnie albo wręcz przeciwnie, odezwijcie się w księdze gości albo za pomocą dodania komentarza, przesuwacie się jak widma po tych moich wypocinach, wiem, że jesteście, ale śladu po sobie nie zostawiacie… No, zresztą, ważne, że w ogóle ktoś zajrzy raz na jakiś czas. Ja w końcu też zajrzałam. Skończyła się zła passa, mam więcej czasu. Oddałam już magisterkę do dziekanatu, wiele nerwów i przygód mnie to kosztowało. Felisia zaniedbywałam, parę razy puściły mi hamulce, efekt: jeden mały klaps, kilka krzyknięć, a potem depresja. Przeszło mi, gdy odkryłam niebywałą zależność: im bardziej ja byłam zestresowana, tym bardziej dziecko nieznośne. Postanowiłam więc bardziej się kontrolować, racjonalizować emocje, szukać odprężenia, poświęcać uwagę maluchowi – nawet gdy było to nieco udawane, bo moje myśli uparcie krążyły wokół pojęć takich, jak obrona, dziekanat, wersja elektroniczna, poprawki, komputer, drukowanie. Teraz już jest dobrze. Niebawem wybieramy się na festiwal rzeźb z piasku, może nawet uda się przekonać Felisia do kąpieli w morzu -niedawno dał sobie zamoczyć czubki paluchów u nóżek.
Upały trochę nas męczą, ale dajemy radę. Co jakiś czas tylko Feliś zaczepia obcych ludzi żałosnym ,,mniam mniam”, wskutek czego zwracają mi uwagę, że chyba głodzę dziecko albo muszę bronić swoich argumentów w starciu z leciwą damą, twierdzącą, że niezależnie od pogody maluch powinien być w skarpetach. Chadzamy na trójmiejskie imprezy plenerowe, których jest na prawdę dużo. Feliksa zachwycają pszczoły i dziecięce koncerty szopenowskie. Objada się ciastem na organizowanych w ogrodzie urodzinkach u cioci, ogryza udko z kurczaka na obiedzie u babci, pluje i płacze, gdy usiłuję go przekonać, że warzywna zupka w jego plastikowej miseczce to najlepsza rzecz pod słońcem. Okazuje zniecierpliwienie, gdy za długo stoję w kolejce na targowisku, rzucając czapką na imponujące odległości. Mruczy z rozkoszą ,,brum brum”, gdy tata kupi mu autko za napiwek od klienta. Fascynuje go świat motoryzacji, odróżnia autobus od tramwaju i wie doskonale, iż ten drugi nie ma nic wspólnego z ,,brum brum”. Czasem jednak napotyka trudności w zakwalifikowaniu roweru – raz jest to ,,brum brum”, raz nie.
Biegamy boso, słuchamy ptaków, wiemy, jak robi wrona. Ja od dawna, a mój synek… Jeszcze rok temu trudno było go posądzić o wiedzę na jakikolwiek temat. Teraz jest kompanem, członkiem rodziny, częścią społeczeństwa i… chyba gaworzy w łóżeczku, więc koniec pisania, początek wariowania!

Jedna myśl nt. „Przemyślenia letnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>