Sierpień, wrzesień, a potem…

No i tak. To, na co tak histerycznie czekaliśmy, skończyło się w mgnieniu oka. Z jednej trony BEZ SENSUUU!!! Ale z drugiej- o ile bardziej cieszy mnie macierzyństwo, gdy temperatura wynosi mniej niż 20 stopni. Powiedzmy, że 25 to maksymalne maksimum. 37 st. to pogoda odbierająca cały miód bycia matką, żoną i kochanką. W czasie tego lata wydarzyło się sporo. Byliśmy w wielu miejscach, obskoczyliśmy aż dwa wesela. Feliksik autentycznie urósł. Wiosną, gdy jeszcze tak nie paliło, zakładałam mu długie spodenki, które spakowałam na ostatni wyjazd (pięciodniowy pobyt w drewnianym domku na Kaszubach) tak na WSZELKI WYPADEK- w chwili, gdy wyjeżdżaliśmy, było jeszcze ciepło, więc jechaliśmy w tzw. gołych nogach. Już następnego dnia okazało się, że pogoda płata figle. Było zimno, jak cholera. A spodenki okazały się przykrótkie! W trzy miesiące Feliksikowi skoczył jeden cały rozmiar. Za tydzień idziemy na szczepienie, zobaczymy, jak tam z wagą, ale powiem tak: czuć tego klopsa na rękach aż za bardzo. Dziwne, bo wygląda szczuplutko, ma troszkę sadełka na dupsku, reszta chucherkowata, prawie jak ja przed ciążą…
Aktualnie Feliks jest u babci i dziadzi. Zabrali mi go na jedną noc, bo jutro mój wielki dzień- idę się rejestrować jako bezrobotna. Nie chodzi o to, że poddałam się w walce o pracę. Nie. Ja tej walki w ogóle nie chcę podejmować. Nie chcę pracować, chcę wychowywać moje dziecko, chcę uczyć je mimiki ludzkiej, a nie reakcji komputera, chcę pokazać mu ważną prawdę- człowiek może być zły albo wesoły, czasem się smuci, a czasem boli go głowa. Gdy drugi człowiek jest smutny, zadaniem pierwszego jest go pocieszyć, gdy ten drugi jest mały, to ten duży karmi go, przewija i śpiewa mu durne piosenki- a wszystko to robi z miłością, bo mały to dziecko, a duży to jego mama. Opiekunka nie jest w stanie tego nauczyć, bo mamą nie jest, nigdy tak dziecka nie pokocha – ona głaszcze i daje tarte jabłuszko, bo przyjdzie potem jej pracodawca i jej za to zapłaci. Nie zależy jej, żeby dziecko było szczęśliwe tylko żeby nie miało na co skarżyć rodzicom, gdy już nauczy się mówić. W żłobku jest to samo z tą różnicą, że maluch ma więcej towarzyszy niedoli i przynajmniej widzi, czuje,że nie on jeden został bez mamy i taty. Podobno przysługuje mi zasiłek, bo jestem absolwentką, podobno dobre kilkaset. Takie kilkaset pozwoli mi narazie nie pracować, chociaż nie pozwoli mi na inne szaleństwa. Nieważne, Feliks pół roku dłużej będzie zagłębiał tajniki wiedzy na temat normalnych międzyludzkich relacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>