Za rączkę

Dziś znacznie lepiej. Byłam padnięta, ale zdecydowałam, że pozwolę malcowi trochę polatać, pozbierać kapsle i pomierzyć się z krawężnikami. Plaster sera w dłoń i dalej. Postanowiłam też zmienić nieco taktykę. Najpierw urządziłam mu pogadankę (dosłownie- pogadałam se), kiedy jeszcze tkwił we wózku, o tym, dlaczego ucieczki i brak reakcji na wołanie to zachowania niewłaściwe. Potem go wypuściłam. Od razu pognał za blok. Mimo ogólnego zdechnięcia, gdy nie wracał na wołanie, poszłam po niego. Wzięłam za rączkę (protest) i zaprowadziłam TAM, GDZIE WOLNO. Udzieliłam ostrzeżenia. Uwolnione dziecko natychmiast spyliło i tyle je widziałam. Wzięłam głęboki oddech, poszłam po niego, złapałam, ujęłam za rączkę (ostry protest) i powiedziałam, że za karę idziemy do domu – tak też się stało. Dziecko nie było zachwycone, ale też jakoś szczególnie nie histeryzowało. Obyło się bez klapsa, jestem z siebie dumna.
Przed naszą klatką znów musiałam go wyjąć z wózka, gdyż podjazdu nie mamy, a wózek + Feliks+ zakupy to dla mnie już za duży ciężar. Zanim postawił swoje małe pytki w sandałkach na chodniku, powiedziałam, że nie ma uciekać za daleko. Ledwo poczuł grunt pod nóżkami, ruszył. Musiałam zająć się chwilowo wózkiem, więc spojrzałam tylko na kierunek, który Feliksik obrał, żeby go potem jak najszybciej capnąć. Gdy już szłam go capnąć, okazało się, że nie uciekł. Schował się dla żartu za najbliższym krzaczkiem. Gdy mnie zobaczył, roześmiany pognał w me objęcia i poszliśmy do domu.

Jedna myśl nt. „Za rączkę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>