No to teraz… Jazda.

Nie mam prawa do zasiłku (nie przepracowałam roku w oparciu umowy o pracę), nie dostałam propozycji stażu – z moim wykształceniem mogę się pocałować w dupę. Dupa, dupa. Lubię to słowo. Jak Gomrowicz, ale ja wybieram współczesną, uniegrzecznioną wersję. Jest tak samo infantylna, a jednak kryje w sobie zalążek negatywnych emocji, w dodatku podsyconych erotyzmem! Rozmyślania godne tego prawie jesiennego, deszczowego wieczoru. Cóż, pozostało mi bowiem rozmyślać. Feliks już śpi. Marcin jeszcze w pracy.
Tak na prawdę to zazdroszczę kobietom, które mają już starsze dzieci. W wieku szkolnym. widziałam je dzisiaj rano, jak pełne dumy prowadziły swoje latorośle wzdłuż chodników tej części miasta, która jest za biedna i za brzydka, by aspirować do miana centrum, więc wymyślono dla niej inne : ZAROŚLAK. Dużo krzaków, zielono, ładnie, ale jednocześnie korki te same, co 500 m dalej. Zresztą, nieważne. Matki szły ubrane w letnie rzeczy. Miały na sobie obcisłe, nawet powiedziałabym: opięte cienkie biodrówki, błyszczące paski, jaskrawe przykrótkie sweterki. Fryzury- proste, kruczoczarne. Szły, przesadnie gestykulując, zajęte rozmową ze sobą nawzajem (utworzyły się tam bowiem grupki tych szczęśliwych kobiet) bądź poprawianiem różnych części garderoby swoich dzieci. Mijały je zestresowane matki w rolach szoferów, także zajmujące się przekazywaniem swoich dzieci do szkół. Te szkoły zapewne były dalej od domu, skoro samochód okazał się nieodzowny. Może prywatne? Reklamowane jako najlepsze, bo skazujące dzieci na lekcje angielskiego, niemieckiego, greckiego z elementami łaciny, fińskiego z elementami kultury skandynawskiej, zajęcia kulinarne, balet, kółko narciarskie i rowerowe, a może nawet tenisowe? Matki w samochodach, ubrane w aseksualne garsonki i niewygodne spódnice z podszewkami ocierały pot z czoła, spoglądały nerwowo na komórki i pewnie zazdrościły szczebioczącym cycatym kolorowym mamuśkom, które z kolei zazdrościły im – pracy, pozycji, samochodu, tej zas…ej prywatnej szkoły dla ich dzieci.
Ubieram się raczej na sportowo, bluza, spodnie po siostrze, adidasy kupione na rabat pracowniczy w sklepie, gdzie kiedyś pracował mój Marcin. Nie mam samochodu, nie mam nawet prawa jazdy. Nie mam pracy, chociaż skończyłam studia ze świetnym wynikiem – w dodatku w trybie dziennym na państwowej uczelni. Nie czuję się w najmniejszym stopniu ani lepsza ani gorsza od atrakcyjnych pań idących pieszo i tych mniej atrakcyjnych wiozących swoje dzieci autem na lekcje japońskiego pod drugi koniec miasta. Moje życie to raczej pasmo wspaniałych chwil, no chyba że czekam na swoją kolejkę w urzędzie pracy, miętoląc wydany przez maszynę numerek, jakby to była przepustka do raju. Apeluję do wszystkich dotkniętych niską samooceną oraz wyrzutami sumienia mam: główki do góry! Uczmy się radości od naszych dzieci! Czy w ich słowniku figuruje pojęcie ,,bezrobocie? ,,Zasiłek”? Nie? Bierzmy przykład, kochane…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>