Żłobki, katary, nocne mary…

Dawno nie pisałam. Wybaczcie, odcięli nam internet z powodu zbyt późno zapłaconego rachunku. Cóż, skleroza i lenistwo to takie przypadłości, które nie bolą – dlatego tak łatwo je bagatelizować. A przez ten czas na prawdę się wydarzyło. Przede wszystkim – szukam pracy. Dosyć na poważnie, na razie zarejestrowałam się jako bezrobotna, dostałam skierowanie na staż. czyli niewolnictwo kontrolowane i sankcjonowane prawnie. Przez 3 miesiące być może będę siedzieć w biurze, 6 godz. dziennie (to i tak dobrze, poprzedni staż, który nie wypalił, miał być na 8 godz. dziennie…) i dostawać za to ok. 500 zł stypendium. Ale za to zdobędę doświadczenie! Obycie! Kontakty! Ehhh… W każdej chwili, o ile zdobędę pracę w oparciu o umowę, będę mogła zrezygnować, ale na to się na razie nie zanosi, bo wysłałam chyba już z 200 CV.
Zapisaliśmy Feliksa do żłobka. Znaleźliśmy przytulny, niewielki, nie bardzo daleki od domu i racjonalnie drogi, czyli dość tani, w porównaniu do innych prywatnych. Na państwowy nie ma szans przez najbliższy rok. Feliksowi wszystko jedno, był już tam kilka razy w ramach ,,aklimatyzacji” i cały czas (najdłużej został ok. 2 godz.) ryczał w niebogłosy. Panie (nazywane tam ciociami) martwią się, że Felusia nie interesują ani zabawki, ani inne dzieci, ani one same, ani bajki w TV, a gdy tylko drzwi się otwierają, dostaje histerii, bo to nie mama. Mama, czyli ja, ma już trochę dość, bo wszyscy, z którymi gadałam, tzn. pracownice żłobka, koleżanki, sąsiadki oraz inne kobiety na forach internetowych, są przekonani (w sumie przekonane), że dziecko histeryzuje tylko na początku. Moje histeryzuje strasznie cały czas. Chyba złożę reklamację.
Dziś na szczęście, mój mąż miał wolne. Ja z gorączką i bez życia leżałam cały dzień w łóżku. Teraz, na wieczór, nieco mi się poprawiło. Moje zasmarkane słoneczko już śpi, następne żłobkowanie czeka go w czwartek albo dopiero w poniedziałek, bo jeszcze trochę sapie, a jak się niechybnie rozbeczy, będzie sapało jeszcze bardziej. Nosa nie da sobie wytrzeć. Ani podciągnąć spodni. Ostatnio podobno zjadł nawet pół jogurtu i już się ucieszyłam, że zaufał cioci, że jest progres. Ale wczoraj było gorzej niż na początku, Feliś darł się bite 1,5 godz. Cóż, ja jestem twarda, co mi pozostało?

Jedna myśl nt. „Żłobki, katary, nocne mary…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>