Mama pracująco- kochająca

Umiejętność wyżalania się na blogu uważam za przydatną. Trzeba się tak użalać, by ludzie chcieli pocieszać. Jednocześnie nie można popaść z zbyt patetyczny ton, warto udawać, że opisywane problemy traktuje się z lekkim, literackim przymrużeniem oka. Należy pamiętać o poprawnej formie, ortografii, stylu. To w końcu ma ktoś czytać, tego kogoś trzeba szanować. Dotychczas rozpisywałam się o dokonaniach mojego syna, zaświadczałam także o uczuciach, które mi- matce- towarzyszą, podczas gdy Feliks nie chce spać, drze się, wyrzuca jabłka przez okno, epatuje miłością do obcych piesków, czy lgnie do mojego obiadu. Od niedawna skupiam się głównie na swoich perypetiach związanych z poszukiwaniem pracy. Jest to temat, który mnie aktualnie mocno zajmuje, chociaż oczywiście nie najmocniej. Wciąż moje zainteresowania krążą uparcie wokół zachowań syna. Z tą różnicą, że jedyne, co mogę począć, to wypytać dokładnie o to panie w żłobku lub mojego Męża.
Męża- z dużej litery, bo tak jak On nie stara się chyba nikt na świecie. Dostrzegłam mojego partnera życiowego w zupełnie nowej, nieznanej mi dotychczas z oczywistych względów roli- roli ojca dziecka, którego matka postanowiła opuszczać domostwo w celach zarobkowych. Jestem przeszczęśliwa, bo taki Mąż to wygrana na loterii. Bez szemrania zaprowadzi malca do żłobka, odbierze go, pójdzie na plac zabaw, wykąpie, ugotuje i położy spać. Mało tego!!!!!! Marcin należy do tych nielicznych mężczyzn, którzy -UWAGA, TO PRAWDA – wiedzą, jak dziecko ubrać w zależności od pogody! Niewiarygodne, prawda? Ostatnio Feliks wymiotował w żłobku – podejrzewamy, że zaszkodziły mu banany – kto się urwał prędzej z pracy, by ulżyć mu (oraz paniom…) w cierpieniu? TATA. Tak, to on ma z pracy o wiele bliżej po Felcia, niż ja, ale chodzi o sam fakt- Marcin musiał zadzwonić do szefa (który nota bene potrafi zaleźć za skórę), zwolnić się, usprawiedliwić, pójść, zabrać, zadbać. Ideał.
Takie o, dygresje na temat taty Feliksa, a więc mojego kochanego Męża. Co do mnie, wciąż czuję lekkie rozdarcie. Chciałabym wychowywać dziecko, chciałabym być znowu w ciąży, chciałabym, chciała… Tylko kasiory brak. Na szczęście jestem coraz bardziej zadowolona ze żłobka – maluch już nie ryczy, gdy tam idzie, śpi tam super i je, bawi się świetnie, daje sobie radę wśród dzieci. Jego nową pasją jest oglądanie filmików na jutubie z dziećmi w roli głównej. Ja się uspokajam. Mam mimo wszystko coraz mniej wyrzutów sumienia, bo widzę i wiem, że moje dziecko jest szczęśliwe. A to jest ważniejsze niż moje ambicje i lekka zazdrość o uczucia mojego milusia. Ważniejsze niż urojenia, które budują stereotypy społeczne na temat żłobków. Mój żłobkowicz robi się coraz bardziej pewny siebie, odważny, cywilizowany. Niestety jest też troszkę tam fizycznie zaniedbywany – dowodem są lekkie odparzenia na dupsku po całym dniu w żłobku. W duszy mamy czai się gniew- ,,Co za idiotki!!jak mogły!!??”, w końcu podświadomie wciąż uważam że moje i tylko moje dziecko to ósmy cud świata, któremu należy się traktowanie specjalne…

Jedna myśl nt. „Mama pracująco- kochająca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>