Rozmowy W TOKU

Ruszyło się to i owo, ktoś w końcu dostrzegł, że na skrzynce mailowej sterczy moje rozpaczliwe wołanie o pomoc w postaci CV. Temat wiadomości zawsze w tym samym stylu, np. ,,praca- idealna kandydatka” albo ,,praca!!!!!!!!”, świadczyć ma to o nadziejach, jakie sobie robię, czyli że ktoś mnie w końcu do serca przytuli i zatrudni. Oczywiście na sensownych zasadach. Dziś byłam np. na rozmowie, co do której mam jedną pewność: marzę o tym, by okazało się, że wypadłam kiepsko. Manager, który ze mną rozmawiał, wyglądał na klasycznego buca: błyszczący śliski garniaczek, chuda dupcia, solarium aż waliło po gałach, a figlarnie postawione na żel kłaki uderzały nienaturalną czernią… No i ta mina: ,,Jestem zajebisty”. Zrobiło mi się licho, chciałam się wycofać mrucząc, że popełniłam pomyłkę, ale stwierdziłam, że będę dzielna. Okazało się, że mogłam spokojnie zwiać, bo pan manager nie wiedział nawet, iż jest z kimkolwiek umówiony… No tak, dzwoniła do mnie jego sekretarka, to skąd niby miał wiedzieć?! Póki co zapisał coś tam na moim CV – nie wiem co, ale pewnie coś w rodzaju ,,za niska”, ,,niezła dupa” albo ,,ma obrączkę- nie dzwonić”. W każdym razie nie wiem, czy w ostateczności zostanę tym doradcą klienta biznesowego, czy nie, bo na kontakt mogę liczyć dopiero po 1 listopada. Nie szkodzi. Już w środę idę na kolejną rozmowę – do jakiejś agencji reklamowej, na stanowisko pracownika biurowego, czyli jak mniemam, telefonicznego naciągacza, którego zadaniem jest namawiać przedsiębiorców, by dali sobie założyć hipersuperjaskrawą stronę www.
Ludzie, słucham mojej ukochanej, piosenki Jamala, z czasów studenckich, z czasów, gdy Marcinek dał się pocałować po raz pierwszy, he he… Nie wierzę, że kiedyś byłam bezdzietna! Ale ja nie o tym….
Ja o rozmowach kwalifikacyjnych. W ubiegły piątek odbyłam budującą rozmowę na temat współpracy z teatrem dla dzieci – i chyba coś z tego będzie. Środa już zaznaczona w kalendarzu. W sobotę pędzę aż do Gdyni, gdyż o moją krwawicę upomniała się także cukiernia! Wysyłałam te CV w takie miejsca, że aż sama się dziwię. Cukiernia, w sumie nie aż tak tragicznie. Ciekawe, czy dałoby się coś tam przemycić na chatę. Trzeba patrzeć przyszłościowo, więc myślę także o tym. Jeśli mogłabym wybierać, jeśli ktoś spytałby mnie, co chcę robić i mi wtedy taką pracę zaproponował, chciałabym pracować w bibliotece lub księgarni, agencja reklamowa (o ile miałabym jakąkolwiek moc decyzyjną, a nie tylko klikała bezmyślnie w kompa i w telefon) też nie byłaby zła. Ale szczerze to powiem tak: przede wszystkim chciałabym pracować blisko domu- niestety nie mogę za bardzo wybierać, na razie to ja jestem wybierana- albo i nie.

Jedna myśl nt. „Rozmowy W TOKU

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>