Targi, telefony, minuty i dni

Witam po niedługiej przerwie. Co tam słychać u was w tę nadzwyczajnie ciepłą jesień? W Gdańsku było wczoraj 13 stopni, dzisiaj podobnie. Cieszymy się brakiem konieczności zakładania rękawiczek. Zjeżdżalnie są suche, a liście szeleszczą pod kopniakami małych bucików. Kombinezon wisi na razie nieużywany. Wczoraj wybraliśmy się 2 rodzinkami (oprócz nas jeszcze Maksio z rodzicami) na Targi Przedszkolaka. Świetna impreza. Z założenia grupą docelową były dzieci od 2 do 6 lat oraz ich opiekunowie, jednak bobasów w stylu naszego też nie brakło. Liczne animatorki umilały czas maluchom, tańczyły, uczyły kolorować, pokazywały autka. Feliks zszokował swoją mamę- gdy coś go zainteresowało, szedł tam, siadał koło pani na krzesełku, co jakiś czas upewniał się czy jest mama lub tata w pobliżu,ale generalnie bez krępacji. Zrobił bam- pani podniosła- ok, fajnie. Chciał ijo-ijo, ok, już drewniana karetka z rąk pani wędruje do łapek krasnala. Oniemiałam. Czy to aby to samo dziecko, które 2 miesiące temu histeryzowało na każdy przejaw zainteresowania ze strony kogoś innego niż mama,tata, dziadzia albo babcia?? A może podmienili mi moje wrzeszczące i niesubordynowane społecznie maleństwo na grzeczne, towarzyskie, ogarnięte, urocze…? Wręcz naocznie mądre. Bystrością i rozgadaniem zwracające uwagę nawet obcych. Wcześniej Feliks nie był głupi tylko nie zależało mu na objawianiu swoich cnót i zalet- darł się bez powodu, kurczowo wspinał na matkę, uciekał, rzucał czym popadnie. Wiek? Żłobek? Dlaczego wydaje mi się, że jednak to drugie…?

Z innej beczki: równo tydzień temu rozpoczęłam pracę w portalu. Dziś pierwszy wymierny sukces- chyba namówiłam na współpracę właścicielkę cukierni z Kalisza. Kosztowało mnie to wiele, bo aż 6 minut dłużej byłam przez to w pracy. Dobrze mi szła gadka, a w oczach łzy, bo widzę, że magiczna 16.30 wybija na monitorze. Jestem przerażona- co będzie potem? Nie,nie zamierzam odstawiać tego, co mam w zerowym poważaniu. Nie będę dłużej zostawać, żeby więcej sprzedać. Nie interesują mnie procenty ani premie. Nie mam w ogóle kasy, więc co za różnica? Już mniej mieć nie będę, w tym mi punktualne wychodzenie z biura nie zaszkodzi na pewno. A że nie będę mieć więcej? Co z tego, wszak i tak nie mam, więc czuję, że nie wiem, co tracę! Zakręcone? Nie. Bo wiem, co mogę stracić, gdybym przypadkiem się zapomniała. Tu nie chodzi o to, że Feliks pobył aż 8 minut dłużej z dziećmi, chociaż trochę też. Nie mogę, powtarzam- nie mogę dopuścić do sytuacji, w której z jakiegokolwiek powodu będę wolała być dłużej w pracy niż z własnym dzieckiem. Jestem mu to winna, czuję się odpowiedzialna za to, co powołałam do życia, jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało. Jego osobowość, jego nowe słowa, jego powiedziane dziś słodko ,,moja mama”- być może na to wszystko wpływ ma fakt, iż każdą minutę z nim cenię wyżej niż skarb. Przepraszam Cię Felciu za te 8 minut. Przepraszam w imieniu dorosłych wszystkie dzieci, które muszą czekać na to, żeby w końcu pod wieczór z pyzatym uśmiechem wyszeptać ,,moja mama”.

A jednak cieszę się, że pracuję. Zyskuje na tym związek, bo już nie mam upierdliwego poczucia krzywdy, że Marcin nie przykłada się do wychowywania. Teraz Feliksik ma rodziców po równo, mój mąż zaczyna widzieć, jaka to radość, a jednocześnie jak ciężko potrafi być. Widzę, że nasza relacja jest bardziej symetryczna. Dajemy z siebie tyle samo- on zaprowadza, ja odbieram, on gotuje, potem ja, dbamy oboje o pieluchy, picie do żłobka, o ciepłe ubranie na wietrzny dzień, o to, żeby wózek nie zmókł. A gdy idziemy razem, choćby na te Targi Przedszkolaka, Marcinek wyprzedza mnie, pakując herbatniki (bo może marudzić), podając czapeczkę, przypominając sobie i mnie, gdzie zostały rzucone butki. To wszystko dla mnie ma ogromne znaczenie, bo bardzo się bałam, że gdy pójdę do pracy, wybuchnę jak wulkan z nadmiaru obowiązków. Nie przerażało mnie fizyczne obciążenie (paradoksalnie, odkąd pracuję, tzn. powiedzmy od początku stażu, jestem dużo mniej zmęczona fizycznie!!!) tylko właśnie to cholerne PAMIĘTANIE o wszystkim – o płaceniu rachunków, robieniu kanapek, kupowaniu mleka i zabieraniu obiadków do żłobka. Jest dobrze. Jest mniej więcej po równo.

Jedna myśl nt. „Targi, telefony, minuty i dni

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>