Ku pokrzepieniu (wątpliwemu) serc…

Piszę teraz codziennie,ale temat wartki to i codziennie trzeba aktualizować. Wczoraj dziecko w dzień nie spało wcale, wieczorem był problem, ostatecznie mama moja skarżyła się, iż dopiero ok 21 dał się uśpić, jak to określiła babcia Ilonka- werbalnie. Dziś piszczał i piszczał, marudził i żądał zabawek, którymi już od dawna się nie bawił, aż na końcu usnął ok. 14.30- zaznaczam, że normalną porą na jego dzienną drzemkę była 11-12… Więc są zmiany, problemy, piski i nerwy już trzeci dzień.

Aktualnie maluch jest u nas, w swoim łóżeczku. Długo się bawił, ale w końcu (udawał, że nie chce, a ślepka w ukryciu tarł) dał się zanieść do sypialenki i ubrać w piżamkę (znowu jedna okazała się za mała… dziecko rośnie, szkoda, że nie wpływy finansowe!). Chciał, żebym mu śpiewała- no to śpiewałam. Tata hałasował wiertarką, co mały skrupulatnie komentował. Tata dostał opiernicz od mamy i poszedł do piwnicy. Mama dała buźki i poszła pisać na blogu. Chwilę było cicho i już się ucieszyłam, ale teraz znowu słyszę przerywane pojękiwania. Zrobię mu kaszkę, może się zapcha i łatwiej uśnie? Dobra, idę do kuchni, momento…

Kaszka wypita, trochę naczyń pomytych. Dziecko nie śpi,ale gdy pytam: ,,Miś już śpi?’, słyszę ,,tak” z przekonaniem. Nie płacze. jest znaczny postęp. Generalnie wczoraj miałam już doła. Bałam się, że skoro nie śpi tak długo, a zawsze jednak spał, to wpłynie jakoś na jego system nerwowy, rozwój emocjonalny, ogólnie psychikę… Nadal nie jestem w 100 %- ach pewna, czy takie radykalne kroki pomogą, czy zaszkodzą. A z drugiej strony- po co dorabiać ideologię do kawałka silikonu? Przecież dziecko się z tym w buzi nie rodzi, smoczek ktoś starszy i mądrzejszy mu daje, żeby samemu mieć spokój, oszukać malucha od pierwszych chwil życia spragnionego bliskości, muszącego zaspokoić potrzebę ssania. Bo ssanie to przecież nie tylko pokarm, który w sumie można zastąpić mlekiem w proszku, to przecież pierwsza i najważniejsza potrzeba nawiązania relacji z bliską istotą- mamą. Ale my o noworodkach, a kwestia smoczka, a raczej jego odstawiania, dotyczy półtorarocznego młodzieńca. W tym wieku dziecko już nie ma właściwie odruchu ssania. Histeryczna tęsknota za smoczkiem to efekt nawyku, który niczemu nie służy, nawet nie daje świętego spokoju, bo np. moje dziecko za dnia smoczka w ogóle nie używało, jedynie do spania, nigdy podczas zabawy, spaceru itd.

Proszę państwa, u dziecka CICHOSZA. Zjadł kaszkę i …usnął?! Idę sprawdzić, bo aż mi serce tańczy, gdy nasłuchuję i… i nic! No,już jestem. Moja kijanka leży i zasypia. Oczki zamknięte. Jeszcze powiedział cichutko ,,mama”, gdy wyczuł moją obecność w pokoju. Jeszcze zdążył usłyszeć ,,kocham cię” . A teraz śpi.

Jedna myśl nt. „Ku pokrzepieniu (wątpliwemu) serc…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>