Rozstrój nerwowy- brak smoczka…

Ratunku… Serce mi pęka. Wczoraj Feliksik przegryzł smoczek. Nie kupiliśmy nowego. O dziwo, maluch zasnął dość bezproblemowo,ale dziś- maskra. Ok. 12 zaczął się słaniać, więc co?- do łóżeczka. Jest 14.20. Feliks nie śpi. Próbowaliśmy wszystkiego. Picie, jedzenie, śpiewanie, tulenie, tłumaczenie, mociek ma ała i nie ma. Feliksik nie śpi. Czerwony i półprzytomny wije się i rzuca na leżąco w łóżeczku z przymkniętymi oczkami. Jak to możliwe, żeby dziecko było aż tak FIZYCZNIE uzależnione od kawałka gumy w buzi? Przecież on ma normalne objawy głodu narkotykowego. Widać, że strasznie cierpi, ale jesteśmy twardzi. Nikt do apteki otwartej w niedzielę przez zamieć snieżną pół miasta nie biegnie. Wspieramy się w tym oboje nawzajem, bo nie jest lekko nasłuchiwać tego koszmarnego ryku przez ścianę. Nic nie pomaga obecność któregoś z nas przy łóżeczku- wręcz przeciwnie. Ooo,ucichło. Może coś z tego będzie…?

Generalnie nie mam nic przeciwko smoczkom, uważam nawet, że to rozkoszny atrybut malusiej łysej dzidzi i miło wspominam okres, gdy Felunio budził się rano z moćkiem w buzi i nie wypuszczając swojego skarbu mruczał ,,Mmammoa”. Ale skoro na tym etapie zdarzyło się to, co się zdarzyło i żadnego w zastępstwie smoczka nie mamy, to powiedzieliśmy ,,dość”, bo i tak kiedyś by było trzeba. Wiadomo- higiena zębów, zgryz, skórka wokół usteczek. Wszystko wymaga ukrócenia smoczkowego procederu. Myślałam,że moje dziecko ma jednak większe przystosowawcze zdolności, w wózku czy w samochodzie zasypiał bez wspomagaczy. Okazuje się jednak, że spanie w łóżku ma swoje prawa.

Proszę państwa, w pokoju, w którym stoi śliczne zielone łóżeczko dziecięce jest już całkiem cichutko. Nie chwali się dnia przed zachodem słońca. Oczywiście problem się nie skończy, bo do NIEDAWANIA dziecku smoczka trzeba przekonać także moją mamę i ciocie w żłobku, czyli administratorów spania w innych miejscach niż dom rodzinny. No nie wierzę, znowu on tam piszczy… Co za siła nałogu! Przy okazji dowiedziałam się także, jak słabe mam nerwy, bo czuję, że albo sie poryczę razem z nim, albo wybiegnę zaraz na dwór, żeby tego nie słyszeć!!! Ratunku… Tata do niego poszedł i ryk się wzmógł. A dziś mnie jeszcze czeka odpowiedzialne zadanie, bo będę Śnieżynką po przedstawieniu dla dzieci (współpraca z teatrem, o której wspominałam!) i zarobię 50 zł. Fajnie, co?

Jeszcze tylko jeden wniosek z tej całej masakry: rodzice powinni być razem. Jako samotna matka dałabym mu ten smoczek, zamówiłabym taksówkę, żeby mi go dowiozła jak najszybciej. Marcinek mnie wspiera, bo widzi, że się po mału robię zielona. Tata aktywnie uczestniczący w wychowywaniu hamujący histerię zbyt egzaltowanej mamy to klucz do sukcesu. Marcinek mówi: ,,a pamiętasz, jak w żłobku płakał na początku cały czas, a teraz nawet papa nie mówi, tylko leci do dzieci”. Pamiętam, a jakże. I dlatego będę twarda!

Jedna myśl nt. „Rozstrój nerwowy- brak smoczka…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>