Sanki

Sanki to temat ideologiczny. Biologiczny, psychologiczny i egzystencjonalny. Nie wystarczy absolutnie powiedzieć, że dziecko jeździ na saneczkach zimą, gdy sytuacja wygląda następująco- codzienne wyprawy i powroty z półtorarocznym malcem to nie odskocznia a mus. Żłobek mamy półtora dzielnicy od siebie. Aktualnie pogoda w Gdańsku wygląda tak, że śniegu jest dość dużo. Samochody łamią podwozia na zmrożonych bryłach, którymi usiane są parkingi i osiedlowe ,,drogi”, odśnieżarka gładzi lodowe góry, z czego one sobie nic nie robią, a mróz powoduje,że zamarza momentalnie oddech, każde wypowiedziane słowo. Jest na prawdę ciężko. Jakiś czas temu, gdy zapłakana z wysiłku (niesienie brzdąca w kombinezonie łącznie prawie kilometr, nieporęczne toto w tych fałdach z polaru i skaju, a wierzga się i piszczy kiedy tylko może, czyli w sumie ciągle; walka o wejście do tramwaju i wolne siedzenie dla matki z dzieckiem, ale o tym jeszcze napomknę) przewalałam internet w poszukiwaniu sanek w Gdańsku, dotarła do mnie smutna prawda- w całym Trójmieście sanki są wyprzedane, mnie pozostaje zamawiać i czekać, a w międzyczasie zdechnąć albo szukać innych źródeł. No i znalazłam… Moja mama kupiła sanki w żelaznym sklepie u siebie na wsi i nawet nie kazała oddawać kasy. Sanki zmieniły jakość naszego życia. Wkrótce ciocia Kasia (narzeczona mojego brata) zapytała, o czym pod choinką marzy nasz syn. A że podczas poszukiwań sanek, natrafiłam na towar typu śpiworek na sanki dla dziecka, sama zdecydowałam, o zcym toto marzy. No i okazało się, że marzyło, bo śpiworkiem jest zachwycone. Teraz jedynym problemem są nierówności w zaspach. Marcin bierze sanki na ręce i przenosi, czasem kilkanaście metrów, co daje obraz tego, jak wygląda centrum miasta w Unii Europejskiej zimą. Ale ja nie daję sobie z tym rady. Skutkiem tej mojej niepełnosprawności, mającej genezę w mej wadze (52) i wzroście (1,63) jest fakt, iż maluch często wypada z sanek, ma przymusowe gwałtowne hamowanie lub wędrówkę okrężną drogą. Każdy powrót ze żłobka z Feliksem o tej porze roku i w tych warunkach skłania mnie do przemyśleń nad losem świata. Nad wyższością społeczeństw pierwotnych wobec naszej zachodnioeuropejskiej kultury. Nie masz samochodu, a masz dziecko- patrzą na ciebie z politowaniem, z niechęcią, czasem ze współczuciem. Masz samochód- grzęźniesz w śniegu i klniesz, na czym świat stoi, a twoje przypięte do fotelika dziecko płacze z zimna, ze zmęczenia, z bezsilności- bo udziela mu się nastrój sfrustrowanego rodzica i NIC nie może zrobić. NIC.

Dziecko na sankach, którego matka udaje konia, bo to wesołe, może np. nie piszczeć i to bardzo pomaga. Może mruknąć w swoim zasmarkaniu ,,tak”, gdy mama u kresu sił pyta : ,,lubisz swój śpiworek?”, aby go nieco przerzucić na inne tory, kiedy widzi, że zaczyna się najgorsze- znudzenie. Mój mały nie marznie w swoim śpiworku, gdy go wyjmuję, jest cieplutki, mięciutki i suchy, bo śpiworek solidny, nieprzemakalny, gruuuby i ładny. Dziecko na sankach cieszy się, gdy lata w kosmos (raczej z tatą, a z mamą tylko w ekstremalnych przypadkach) i to sprawia, że przestaje się myśleć o palącej potrzebie zrobienia prawa jazdy i kupna samochodu. A propos, na 10.01 mam wyznaczony pierwszy termin egzaminu, nie liczę na cud, ale przynajmniej coś robię w TYM kierunku.

Każdy powrót ze żłobka to dla mnie okazja do dokonywania obserwacji psychologicznych. Powala mnie, jak stereotypowe jest myślenie ludzkie. Niegdyś narzekałam, że współpasażerowie nie rzucają mi się na pomoc, gdy pakuję się z wózkiem. Ale zmieniam zdanie w 100 %ach- kobieta z wózkiem traktowana jest jak królowa w porównaniu z tym, co musi przejść (a i dosłownie…) kobieta z sankami. Sanki na ogół kojarzą się z tym fajnym zimowym sportem, z przyjemnością. Rzadko kiedy są one utożsamiane z obowiązkiem, chociaż to oczywiste, że zimą zastępują (bo muszą) zniesławiony we wszelkiej maści feministyczno- macierzyńskich felietonach wózek. Zatem, gdy pakuję się do zapchanego tramwaju,nawet nie liczę, że ktoś mi pomoże, chociaż jest mi nawet trudniej niż z wózkiem- pod jedną pachą mam dziecko, pod drugą sanki, nie starcza mi już kondycji błędnika na utrzymywanie równowagi, nie widzę zupełnie co jest przede mną. Ustąpić miejsca? A po co? Nie szkodzi, podchodzę do siedzenia i tonem nie znoszącym sprzeciwu ,,proszę” o zwolnienie miejsca. Po drodze tramwaj trochę gubi pasażerów, więc wychodzenie nie jest już aż taką katorgą. W każdym razie, o ile pomoc przy wózku często ktoś tam jednak deklaruje, o tyle przy sankach nie- zdarzyła mi się jeden raz taka miła niespodzianka, byłam w takim szoku, że odmówiłam. Następnym razem się ogarnę w porę, jeśli się oczywiście następny raz zdarzy.

Ale nie byłabym sobą, gdybym nie opisała tego, co miłe. Siedzimy z Felisiem w tramwaju (nie ma opcji, żebyśmy nie siedzieli- sorry,ale nie ma opcji) i patrzymy przez okienko. Co jakiś czas Feliks chce a)pochodzić sobie po tramwaju b) usiąść gdzieś indziej c) siedzieć ,,siam”, a więc spycha mamę d) robić coś jeszcze innego, co zagraża bezpieczeństwu lub jest niemożliwe. Mówię mu: ,,Posłuchaj, bo mama ci coś powie (magiczny zwrot- nie zdarzyło się, by Feliks nie zareagował na to natychmiastowym uspokojeniem się). Posłuchaj, mama mówi- tramwaj jedzie i ma za mało krzesełek. Zobacz. Nie wszyscy siedzą, a bardzo by chcieli. Musimy się cieszyć, że siedzimy, a nie wstawać”. Efekt- siedzi na dupie. ,,Posłuchaj, mama mówi. Po tramwaju można chodzić tylko, gdy jest nasz przystanek i będziemy wychodzić. Inaczej można zrobić ała, bo się przewrócimy i wypadniemy z tramwaju.”. Efekt: siedzi, a gdy widzi jakiegoś delikwenta wędrującego po pojeździe, krzyczy ze współczuciem lub oburzeniem: ,,ała, ała!”, na co słyszy: ,,Posłuchaj, Feliks, bo mama ci coś powie.Pan szuka krzesełka. My mamy i nie musimy chodzić”. Mina mojego dziecka zdradza wówczas autentyczne zadowolenie z faktu, że się udało- siedzimy. Odwraca się w naszą stronę starszy pan i mówi: ,,Podziwiam panią. Rodzicom tak często brakuje cierpliwości. Na prawdę panią podziwiam”. I czuję pod puchową kurtką, jak ze skostniałych ramion wyrastają mi skrzydła.

Jedna myśl nt. „Sanki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>