Czym by tu pomyśleć? Zależy o czym…

Tytuł niech Was nie zwiedzie, nie popadam w filozoficzno- lingwistyczno- fejsbukowy ton. Po prostu zdałam sobie sprawę dzisiaj z moje prawdziwej natury. Od jakiegoś czasu źle się czuję. Na tyle źle, żeby zacząć marudzić. Marcinek: zrób test ciążowy. Szkoda mi było kasy i stresów, ale w drodze z pracy zaszłam do apteki. Nie musiałam pędzić do żłobka, bo już od kilku godzin moje moje było w domku. Tata go odebrał, bo pani dzwoniła z informacją, że wymiotuje i ma stan podgorączkowy, więc szybka akcja- na chatę. Tam Feliś wyzdrowiał, najadł się i bawił setnie aż do wieczora, kiedy poszedł spać. Ale ja nie o tym. Kupiłam ten test ciążowy i nagle oszalałam. Myślę sobie o tym, komu najpierw napiszę, że Feliś będzie miał rodzeństwo, sama się do siebie śmieję, ludzie się gapią, a ja w motylkach i skowronkach, bo już widzę oczami duszy jak szykujemy pokoje na nadejście nowego mieszkańca, uszłam 400 metrów i targał mną dylemat: co lepsze, chłopiec, czy dziewczynka? Chłopiec! Feliksik będzie miał kompana do zabawy, ja trzech rojbrów… Dziewczynka! Słodka kruszynka w falbankach, ale wychowywana na dzielną kobietę, śliczna ale znająca także inne swoje atuty! Idę dalej, wybierając imiona. Serce mi skacze, bo myślę sobie, że każda sekunda to dramat czekania na wysłanie się SMS-a, gdy pragnie się podzielić TAKĄ nowiną. Komu najpierw? Mamie? Siostrze? No oczywiście, Marcinkowi,ale komu potem?! Naturalnie wielki napis na fejsie, na naszej klasie, Caps Lock przy pisaniu na blogu. Przyspieszam, a przez moją głowę przemyka myśl, żeby wysikać się za śmietnikiem i zrobić ten test, bo aż 5 minut mam do domu, o Boże, jak długo.

Chwila otrzeźwienia: że co?! Przecież ledwo wiążemy koniec z końcem, chcieliśmy jechać na wakacje na stopa tego lata, przecież tak na prawdę istnieje minimalna szansa albo żadna na TO, a zresztą jak to, przecież na zleceniu nic mi nie przysługuje, przecież nie mogę nawet iść na zwolnienie, tzn. niby mogę, ale nie dostanę kasy, a przecież, a przecież, no PRZECIEŻ!!! Czym ja myślę? Jaka część mojego ciała labo świadomości sprawia, że odlatuję gdy tylko pomyślę o możliwości tulenia znowu małej, ciepłej, bezbronnej żabki?

Dobiegłam do domu, ucałowałam Felcia i do łazienki! Tam okazało się, że na razie nasz synuś rodzeństwa mieć nie będzie.Co poczułam? Nie uwierzycie. Totalną ulgę!! Uff, dobrze, bo przecież nie stać nas na Kalinkę czy Grzesia, ogarnę się w pracy, pojedziemy do Bośni! I bardzo się ucieszyłam, że jednak nie jestem w ciąży. Powiedzcie mi, czy ja mam schizofrenię? Jak to możliwe, że można w tym samym momencie tak bardzo pragnąć dzidzi i jej nie pragnąć, które pragnienie to jest to ,,prawdziwe”?

Z innej beczki: Feliks zrobił dziś siusiu na nocnik. Z pełną świadomością sikania, noszenia nocnika po całym domu, kopania go jak piłkę oraz siadania na nim. Pluszowa krówka zrobiła siusiu, to i Feliksik zrobił. Tak mu się spodobało, tak bardzo cieszył się z zachwytu rodziców, że potem 20 min jeździł na nocniku i nie chciał zejść. Ja do niego: ,,Rybka, chodź już spać, ubierzemy piżamkę?” Odpowiedź: ,,Nie”. ,,A co będziesz robił?” Mój syn na to: ,,Siusiu”. Jakie to wszystko jest proste.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>