Gerberki

Kiedy moje małe było jeszcze mniejsze, często przy różnych okazjach musiałam tłumaczyć się z tego, czym je karmię. A to ciężarnej koleżance, a to osobom z bliższej czy dalszej rodziny, a to czasem nawet babinom w sklepie. Nie czułam zażenowania, chociaż gdy podawałam przykłady ulubionych ,,potraw” mojego półroczniaka, niektórzy łapali się za głowę. Bo jak uwierzyć w to, że smyk z lubością pałaszuje płatki owsiane na wodzie z utartym surowym buraczkiem, gniecione cukinie z otrębami albo płatki gryczane wymieszane z marchwiową papką? Oczywiście uzupełnieniem tej diety, jakże przecież zdrowej były pełnowartościowe obiadki, pasteryzowane w słoiczkach przez moją mamę-a to rosołek, a to warzywka z kaczką, a to botwinka z cielęcinką, jak również co jakiś czas jajko, zawsze co najmniej 3 na dobę posiłki mleczne, a czasem jakieś umilacze typu flipsy bez cukru i soli. O ile pozycje od słoiczków wzwyż przechodziły, o tyle moje autorskie pomysły nie wzbudzały aplauzu- ,,i on ci to je?!!”- to sakramentalne pytanie słyszałam z tysiąc razy. Owszem, jadł mi to bez żadnych zastrzeżeń, ale przestał w okolicach roczku, gdy w ogóle przestawił się z trybu współpracująco- zależnego na samodzielny, co w pełni uszanowałam, chociaż musiałam więcej myśleć, nad tym, co mu dać, żeby zjadł, mało tego- żeby dał radę mniej więcej zjeść sam. Ale to inna historia.

Do czego piję? Dziś wybuchła w mediach afera. Gerber do swoich słoiczków dodaje w dużej ilości tzw. MOM- mięso oddzielone mechanicznie, najgorsze ścierwo, którym wypełnia się tanie parówki, żeby można było ich jak najwięcej naprodukować. Co poczułam, gdy się o tym dowiedziałam? Satysfakcję, ale i żal, bo tyle biednych matek na wieść o tym pewno dostało zawału. A o dzieciach faszerowanych śmieciami od- uwaga- 6 miesiąca życia nawet szkoda mi wspominać. I one wam to jedzą?- chciałabym zapytać w tym momencie mam, którym brakuje czasu i fantazji, za to na pewno nie pieniążków, bo obliczyłam, że karmienie malucha gotowcami kosztuje 2,5 raza więcej niż karmienie, jak już je nazwałam- autorskie. Obliczyłam to, gdy Feliks miał ok. 8 miesięcy i przechodziłam mały kryzys samopoczucia. Moje obliczenia natychmiast poprawiły mi nastrój, a uśmiechnięta najedzona mordka tylko go utwierdziła. Ano- jedzą, jeśli powrócić do wcześniej zadanego pytania. Co mają robić, jeśli są głodne? Prawda jest taka, że zdrowe dziecko generalnie je, bo ma potrzebę, organizm chce rosnąć, być coraz silniejszy, sprawniejszy. Dostaje buraki i czuje, że to wartościowe, bo ma takie a takie witaminy, żelazo itd. Płatki owsiane- wiadomo, błonnik, cenna energia. Otręby, mięsko, jogurt, jabłko, cukinia, gruszka, kartofelki, marchewka – mniam mniam, jak to określało moje dziecko już mając kilka miesięcy. Dostanie MOM- też zje, skąd ma wiedzieć, że właśnie na łyżeczce powędrowała do buzi substancja, która kosztuje w hurtowni 1 zł za kilo. Słoiczek wypełniony tym gównem w 30 %-ach- ponad 3 zł, a ma 100 gram, czy jakoś tak. Teraz to ja się łapię za głowę…

Taka mądra jestem, a nie napiszę co je moje dziecko teraz, w wieku niejadkowstwa, które wielu rodzicom spędza sen z powiek. Już nie jest tak ultra zdrowo, bo nie mam już tak dalekosiężnej mocy decyzyjnej, ale nie boję się skonfrontować rzeczywistości z opinią czytelników mojego bloga. Śniadanie- dość gęsty kleik ryżowy na mleku pasteryzowanym 2 albo 3,2%. Drugie śniadanie- różnie. Jada je w żłobku, ale tam przynosi się własne jedzonko. Jest to zatem czasem jabłko albo wafelki bez cukru, bywa, że jogurt naturalny(zawsze z otrębami lub płatkami, które pakuję osobno), kanapka z serem i szynką, jajko na twardo czy omlet. Obiadek- też zależy jak leży, kilka ostatnich obiadków to: kotlecik z serem plus kaszka kuskus, pierś z indyka gotowana plus ziemniaki, potrawka z kurczaka, naleśniki z jakimś nadzieniem, ryba z ryżem itd. Podwieczorek to z reguły kaszka na słodko albo inny tego typu wynalazek, np. budyń. Picie- nigdy słodzone. Zgadzam się, że trochę mało witamin, ale wierzcie mi, że moje dziecko owoce raczy jadać wyłącznie w żłobku, a akurat owoce są sponsorowane, tzn. opłacone z czesnego, jak mniemam. Feliks przy innych dzieciach wsuwa banany i pomarańcze, na które w domu nie chce nawet spojrzeć. Pogodziłam się z różnymi zastanawiającymi etapami w życiu mojego gzuba, godzę się i z tym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>