Na kanapie bez zmian

Wszystkim, którym udało się dotrzeć do mojego nowego bloga, skomentować to i owo oraz przez telefon lub fejsa zapewnić, że zmiana adresu nie oznacza zerwania czytelniczych relacji, na prawdę dziękuję z serca. Teraz jestem w domu, bo w pracy jakoś się nie widzę, obolałej do granic wytrzymania, zagorączkowanej i obłożonej lekami. Kolega dał dziś nowy pomysł, mówił, że jemu pomagało na zatoki- okłady z kapusty na głowie… Cóż, jeśli się nie sprawdzi, to zawsze można zrobić bigos. Wbrew moim proekologicznym poglądom, nie jestem przekonana do medycyny naturalnej. Być może dlatego, że kiepsko znoszę ból i wolę nafaszerować się chemią niż eksperymentować z ziółkami w chwilach kryzysu. Generalnie nie narzekam na zdrowie, choruję nader rzadko, ciąża i poród nie pozostawiły po sobie żadnej traumy, bo czułam się ogólnie dobrze. Jeśli mam porównywać 3 godz. bolesnych porodowych skurczy z ciągnącym się już szósty dzień obezwładniającym bólem kości czaszki, to sorry, ale powiem wprost, że poród to pikuś.Najgorsze, że nic nie pomaga. Na krótko- wspomniany już eferalgan. Ale nic poza tym. Dlatego dziś spróbuję z tą kapustą, jestem już poważnie zdeterminowana.
Nie wiem, jak będzie z moją pracą. Mam umowę zlecenie, za opuszczone dni nie przysługuje mi wypłata, ale chociaż bardzo bym chciała, nie mogę iść w takim stanie do pracy. Wszystko mi obojętnieje. Już właściwie nie myślę o możliwości rozwijania się w moim brzuchu nowego mistrza. Najważniejsze, żeby poduszki się dobrze układały na kanapie i żeby w porę zorientować się, że zbliża się kichnięcie, aby przygotować się na urwanie twarzy. Ale co ja będę narzekać!! Są większe problemy. Np. moje zakatarzone dziecko. Wczoraj nie mógł bidulek zasnąć za dnia, ciągle się budził z powodu kaszlu i ogólnego zasmarkania. A że ostatnio sypia z plastikowym białym konikiem z duplo, również jego wypadnięcie z łóżeczka uniemożliwia skuteczny wypoczynek. Leżymy z Marcinkiem w naszym ,,salonie”, czekając, aż w sypialni ucichnie, żebyśmy też mogli się zdrzemnąć. W pewnym momencie słyszymy złowróżbny dźwięk upadającego na drewnianą podłogę kawałka plastiku. Bo już wiadomo, co to oznacza: trzeba wstać, pójść, podnieść i podać. Jak zwykle, i teraz intuicja nas nie zmyliła. Po krótkiej chwili do naszych uszu dobiegł spazmatyczny szloch i hasło, na które dreszcz grozy przebiega po kręgosłupie każdego kochającego, acz wykończonego rodzica: ,,KONIKA NIE MA!!!!!!!” Tak, to nasz syn, zorientowawszy się w sytuacji, tak pięknie, choć z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, oznajmił, że oto brakuje mu jednego z elementów potrzebnych w danej chwili do szczęścia. A mama idzie zadowolona, że dwudziesto-, zaledwie, -miesięczny smyk, tak poprawnie skomentował rzeczywistość i nawet użył wyrazu konik w dopełniaczu, bo to już przecież wyższa szkoła jazdy! No więc, jest i radość tej morderczej zimy, jest i duma, a najważniejsze, żeby konik był.

4 myśli nt. „Na kanapie bez zmian

  1. Justynka multiwitaminka ;)

    oj moje wy bidulaki zasmarkane… no zdrowieć mi tam, co jak przyjadę bateryjki mi pozytywnie naładujecie ;) i oby radosna nowina na mnie czekała :)
    lowciam ;* ;]

    Odpowiedz
  2. KaskaA

    Marysienko!

    Przede wszystkim chciałam pogratulować nowej, profesjonalnej stronki. jest swietna. po drugie zrowia zdrowia i jeszcze raz spokoju, chociaż jak czytam Twoje wpisy wydaje mi sie, ze malo co jest w stanie wyprowadzic Ciebie z równowagi :)
    Na koniec chciałabym Ci życzyc, aby Twoje marzenie ponownego zostania mama spełniło się. Buziaki :)

    Odpowiedz
  3. Marysia Autor wpisu

    Kasiu, to prawda, opanowałam ostatnio do perfekcji nieuleganie szkodliwym emocjom:) Żeby chociaż mieć jeszcze siłę na te pozytywne, to by było fajnie :P

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>