Relacja z Sylwestra

No i już jesteśmy nazad!! Był to niewątpliwie najpiękniejszy Sylwester w moim życiu. Rozkoszna komuna, dużo pysznego żarcia, doborowe towarzystwo, dzieciaczki, mąż, duuużo miejsca, picie, tańczenie i brak poczucie, że się cokolwiek zaniedbuje- dziecko (bo rok temu było w Sylwestra u babci, a teraz z nami!), męża (bo razem) czy przyjaciół. Nawet siebie, bo miałam okazję i powód kupić se nowe buty i świecące legginsy, ba!- nawet szminkę. Istne szaleństwo. Jestem spełniona, pełna pozytywnych myśli i radosnego nastawienia do świata i ludzi. Marcinek także wrócił w lepszym nastroju. Feliksik wcale nie chciał stamtąd wracać, miał tam multum zabawek Stasia, ludzi, którzy zwracali ciągle na niego uwagę, jedzenie, soczki, przestrzeń, której tak bardzo brakuje na harce w naszym mieszkanku. Nauczył się znowu kilku nowych słów, a nawet fraz, jak np. ,,tutaj” albo ,,mama goni”. Bo było gdzie gonić! Cały długi, szeroki korytarz był do dyspozycji dwóch dwudziestomiesięcznych bandytów oraz rzeszy mam, ojców, cioci i wujków. Po prostu raj.

Przy okazji jak dobrze poobserwować swoje dziecko na tle dwojga cudzych. Feliks jest zdecydowanie mniej społeczny niż Staś, nie stara się jak on naśladować ,,dorosłych” zachowań typu odśnieżanie, zamiatanie i gotowanie, za to mówi więcej i już nie bije mamy po twarzy, nawet nie próbuje, a zdarzało mu się to w okolicach roczku. Staś z negatywnymi emocjami troszkę gorzej sobie radzi, natomiast słodszego dziecka, kiedy jest w dobrym nastroju, nie ma na świecie. Tuli się, całuje, strzela minki, za które by się go zjadło. Jest śliczny! Helenka miała trudny orzech do zgryzienia, jeśli chodzi o wybór kandydata na męża i na razie nie podjęła decyzji. Zresztą nie było czasu na takie przemyślenia, trzeba było bronić swoich chrupek i klocków przed przesadną admiracją ze strony tychże kandydatów. Co do Helenki, to kocham ją nad życie. Też jest bardziej towarzyska niż Feliks w tym wieku, ciocia czy wujek mogą ją brać na ręce i nie dostaje hercklekotu. Ale jeszcze nie chodzi, nawet sama nie stoi, moje już dawało sobie radę z pionem mając niespełna roczek. Tak na prawdę nie ma najmniejszego sensu porównywać dzieci, chyba tylko po to, by zdać sobie sprawę, jak fascynujący jest fakt, że ludzie się różnią i jest to tak wyraźne właściwie już od chwili narodzin! Zachwycają mnie dzieci, a to, że są trzy tak inne od siebie w jednym miejscu sprawia, że nic mi już do szczęścia nie potrzeba. Wszystkie trzy pary rodziców też były z innej bajki, łączyło ich jednakże to, że miłość mamy i taty to rzecz oczywista, na porządku dziennym i nieskrywaną. Jakoś tak chyba dobrze to wpływa na dziecko, kiedy widzi, że rodzice się kochają, całują, mówią do siebie ,,skarbie” itd. Feliksik ostatnio lubi śpiewać wymyśloną przez siebie piosenkę: ,,mama-tata, mama- tata, tata- mama, mata- tama”. Zwłaszcza, gdy jesteśmy w trójkę. Czujemy się tak mocno jego światem i to, że on jest naszym. Chce się żyć, na prawdę, to niewiarygodne, jak można być szczęśliwym po prostu przebywając razem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>