Zaszczepić się

Napisała dziś do mnie koleżanka ze studiów, która niedawno urodziła Uleńkę. Koleżanka owa była w kropce i postanowiła się mnie poradzić (jako nieco bardziej doświadczonej mamy- wszak mój chłop w tym roku skończy już 2 lata!) w kwestii szczepionek. Czy kupować, czy brać te refundowane? ,,A co z pneumokokami i rotawirusami?”- zakończyła maila młoda mama. Trudno się dziwić, obecnie decyzja nie może być dobra. Wszędzie delikatnie sugerują, że jeśli nie wykupisz szczepionek, bezwstydny rodzicu, to znaczy, że dziecka nie kochasz, bo narażasz je na ból przy milionie wkłuć i okropne powikłania, a skoro żal ci tych paru stów, to tchnie patologią! Na co chcesz wydawać, jeśli nie na komfort i zdrowie własnego dziecka? Pamiętam ten dylemat, gdy mały był mały. I złowrogie spojrzenia, a czasem i słowa ludzi, którym ośmieliliśmy się powiedzieć prosto w oczy: ,,NIE BIERZEMY PŁATNYCH SZCZEPIONEK”. Dlaczego? Dobre pytanie. Dlaczego? Teraz o tym myślę. Cofam się wstecz do dnia, w którym odwiedziła nas pani doktor obejrzeć nowe dziecko na dzielni. Feliks miał tydzień, a już biły się o niego koncerny, drukując kalendarze ze świnkami na huśtawce i plakaty z hospitalizowanymi bobasami pod kroplówką- ,,Nie pozwól by twoje dziecko spotkał taki los!”. Coś jest takiego we mnie, że gdy widzę jakąkolwiek reklamę, najpierw nastawiam się na NIE wobec promowanego produktu i muszę przemyśleć, przeanalizować wszelkie za i przeciw, pogadać z bliskimi albo kompetentnymi osobami. Jeśli chodzi o szczepionki, to wspólnie z Marcinkiem na wstępie zadecydowaliśmy tak, a nie inaczej. Żaden potentat farmaceutyczny nie będzie żerował na moich uczuciach do dziecka. Nikt mi nie wmówi, że skoro nie ulegam świni na huśtawce, to go nie kocham. Co odpisałam koleżance? Że nie lubię dawać rad, ale chętnie podzielę się swoim doświadczeniem- wiadomo, dziecko szczepionek nie lubi, ale nie sądzę, by nagle miało je pokochać tylko dlatego, że rodzice dali za jedną z nich 200 zł. Że tylko raz, gdy nasz synuś miał 16 miesięcy, zaniepokoiła nas jego reakcja, bo wymiotował po szczepionce pół nocy. Wcześniej, gdy był malusi jak Ulcia, wszystko znosił potulnie i bez sensacji. A zaszczepiony jest tak, jak byłby i po tych… jak one się nazywają… skojarzonych(?).
Pneumokoki i rotawirusy- nie neguję ich istnienia, aczkolwiek nie wyczuwałam ani przez chwilę zagrożenia z ich strony. Karmiłam dziecko piersią i dbałam o nie. Przez półtora roku swojego życia było z mamą niemal cały czas, nie zajmowały się nim osoby z zewnątrz, obce, o niewiadomych warunkach lokalowych. Wiedziałam, co je. W przypadku Felcia to wystarczyło, bo rzeczywiście- przez długi czas był okazem zdrowia. Trochę się pogorszyło, gdy poszedł do żłobka, ale mam na myśli katarki, kaszelki, zaropiałe oczki,a nie tragedie, o których trąbią w reklamach szczepionek. Stąd uważam, że należy się zaszczepić przede wszystkim przeciwko manipulowaniu firm nastawionych na zysk- przecież to nie z troski o nasze bobasy wydają one miliony złotych na reklamę (a są wszędzie, nawet w książeczkach zdrowia dziecka)- musi się im to zwracać i to wielokrotnie.
Historia z gerberkami, o których już tu pisałam i na pewno większość młodych rodziców słyszała o tym skandalu z mediów, jest bardzo podobna. Wszystko super i proste- kochasz dziecko? Kupuj mu słoiczki bo tylko tak zapewnisz mu lepszy start w przyszłość, zdrowie, powodzenie, intelekt i urodę. Jeśli nie kupujesz- oj, oj, już światowy koncern od robienia kasy kiwa paluszkiem na niesforną mamę stojącą w fartuszku przy garnuszku z marchewką z rynku! Co do mnie, uważam, że nie ma większej zależności między miłością a sposobem karmienia dziecka (no chyba że podaje się mu alkohol i narkotyki…) natomiast odwoływanie się do uczuć w reklamach powinno być karalne. Dlatego wszystkim rodzicom życzę niezależności w myśleniu. Zaszczepić się! Nie ma innego wyjścia.

13 myśli nt. „Zaszczepić się

  1. Justynka multiwitaminka ;)

    A szczepionki na uchronienie przed głupotą i pustotą ‚SOM’? ;p Bo w dzisiejszym społeczeństwie jak patrzę na rodziców zainfekowanych tym z najgroźniejszych wirusów to żal mi dzieci. Dzieci, które są narażone i czasem bezbronne na tego rodzaju niestety najczęściej nieuleczalne choroby.
    Jak dobrze, że wy w tym zakresie zdrowie iście końskie macie ;D
    No i raz jeszcze zdrowia fizycznego życzę bo o te, które pisałam wyżej jak was znam martwić się nie muszę ;D
    buziole ;* ;* ;*

    Odpowiedz
  2. Ewelina

    Też szczepiłam „państwowymi”. W ogóle szczepienia nie wzbudzają mojego entuzjazmu, dużo złego o nich czytałam, wolałabym nie szczepić wcale, poza żółtaczką, ale żal mi czasu i energii na dyskusje z urzędasami. Z tych dodatkowych, namiętnie reklamowanych w telewizji (pneumokoki i tak dostały jakąś karę za wywoływanie lęku rodziców, czy jakoś tak) wyleczyła mnie lekarka i doświadczenie. Podobno meningokoki u nas występują tak rzadko, że szczepionka (bardzo kosztowna dodam) nie jest niezbędna. A w szpitalu, kiedy byłam z Niutką, spotkałam niemowlę, szczepione na rota. Na co było chore? Na rota:)
    A co do słoików, to nie powiem, moim dzieciom zdarzało się jadać, akurat nie gerbera, przypadek zupełny i nie czuję się z tego tytułu gorszą matką. Są sytuacje (wspomniany szpital, w menu dla rocznych dzieci smażona parówa na obiad, podróż pociągiem lub autobusem ponad dobę) kiedy słoik lepszy niż inny badziew.

    Odpowiedz
  3. Marysia Autor wpisu

    Zgadzam się, sama nie mam nic przeciwko słoikom (jeśli nie zawierają trocin ani zmielonych kości :P:P) tylko sposobom ich promowania i robienia rodzicom sieczki z mózgu:) Miło mi, że Pani czyta mojego bloga :):):)

    Odpowiedz
  4. Ewelina

    aj tam pani…
    podoba mi się twój stosunek do bycia mamą, poczucie odpowiedzialności za kształtowanie nowego człowieka. No może w pewnych sprawach jesteś trochę większym ortodoksem, ale jak sobie przypomnę, że pierwsze 2 miesiące Mitek jechał na tetrowych pieluchach i nie używałam chusteczek nawilżanych , bo uważałam, że pampki to ekologiczna zbrodnia, a słodycze planowałam mu pokazać na etapie szkoły podstawowej, to chyba powinnam być cicho. Życie jednak to sztuka różnych kompromisów, tyle do tej pory nauczyło mnie mamowanie.

    Odpowiedz
  5. Marysia Autor wpisu

    Hehe:) Na pocieszenie powiem, że ja też miałam więcej ultrasuperhiperwychowawczych planów:) Też miał nie dostawać słodyczy ani nawet smoczka:P Życie to zweryfikowało:):)

    Odpowiedz
  6. kasia

    Z tymi szczepionkami to też mamy dylemat. Odnośnie „skojarzonych” jestem podobnego zdania, ale Twój argument przeciw innym płatnym szczepionkom jest moim zdaniem (z całym szacunkiem :*) kiepski. Samym przebywaniem ze swoim dzieckiem i podawaniem mu dobrego jedzenia nie uchronisz go przed chorobami, bo wirusy i bakterie są jednak trochę za małe, żeby mama mogła przed nimi dziecko uchronić w ten sposób. Mnie jedynie zastanawia właśnie, czy te choroby są faktycznie na tyle popularne w Polsce, żeby trzeba było szczepić.
    A co do siorbania pieniędzy poprzez żerowanie na uczuciach rodziców to tzw. banki komórek macierzystych są tu chyba mistrzami! Sama idea jest moim zdaniem naprawdę szczytna, ale płaci się za to takie pieniądze, że głowa boli… no ale przecież na dziecku się nie oszczędza…

    Odpowiedz
  7. Marysia Autor wpisu

    Może i kiepski, fakt faktem że nie chorowało to moje małe małe,więc chyba go jakoś radykalnie nie zaniedbałam jeśli chodzi o zdrowie:) A poza tym chodziło mi o kwestię wyrobienia naturalnej odporności, żeby ten mały organizmek sam dawał radę- a to akurat można w dużej mierze wypracować dietą, co nie?:):) Moim zdaniem po prostu nie można dać się zwariować i za każdym razem, gdy uwagę przykuje jakiś plakat czy ulotka z natchnioną mamą w białej koszuli albo bobasem pod kroplówką, zapytać samego siebie, z czego ta kampania została opłacona. Jak by tak kochali cudze dzieci, sponsorowali by leczenie a nie reklamę…

    Odpowiedz
  8. kasia

    Jeśli chodzi o wyciskające łzy kampanie, to się jak najbardziej zgadzam. Nie podlega to dyskusji, że reklamodawcy bardzo często żerują na emocjach, a to jest moim zdaniem nieetyczne. Choć oczywiście z punktu widzenia marketingowego bardzo skuteczne – zwłaszcza w przypadku dzieci. W niektórych stanach w USA reklamy kierowane do dzieci są zabronione. Działa to jednak także w drugą stronę – reklamy z udziałem dzieci, zwłaszcza chorych albo nieszczęśliwych, powinny być także zabronione. Co więcej, teraz już ciężko nawet zaufać lekarzowi, bo kto wie, czy dostawca danej szczepionki czy leku nie zasponsorował mu wakacji… No ale co zrobić? Takie są prawa rynku. Całe szczęście, jako ludzie myślący, zdajemy sobie sprawę z jego mechanizmów i nie ulegamy bezrefleksyjnie manipulacjom :) Pytanie tylko, jak wpoić dziecku takie wartości, bo przecież niewinnemu małemu człowieczkowi trudno zrozumieć, że ktoś celowo chciałby go oszukać…

    Odpowiedz
  9. Marysia Autor wpisu

    Dobre pytanie, ale mam nadzieję, że postawa rodziców ma duże znaczenie i maluch chłonie ,,refleksyjność”. Tak się pocieszam, bo sama nie wiem, od czego zacząć to wpajanie…

    Odpowiedz
    1. mamanapuszczy--1

      od przypomnienia sobie o świniach baletnicach, pafófufie uszytym przez mamę, małej nienie i bibliofilstwie pewnej półtorarocznej istoty zamieszkującej niewiarygodnie niewielką, wówczas jeszcze pegeerowską osadkę…

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>