Ale za to będzie ciepło:)

Zaczyna być wesoło, Marcinek dostał dzisiaj wypowiedzenie z pracy, a ja oblałam egzamin na prawo jazdy. Pierwszy, więc nie ma tragedii, tym bardziej, iż wyjechałam z placu na miasto i przesiadłam się z egzaminatorem dopiero po prawie 20 minutach! Od początku coś burczał pod nosem, ale przeholowałam dopiero na jakimś głupim skrzyżowaniu. Co mnie jednak rzeczywiście nieco dekoncentrowało, to ten lód wiejący od człowieka, który siedział obok mnie! Wszyscy mnie ostrzegali przed nieludzką aurą, jaką egzaminatorzy mają obowiązek roztaczać wokół siebie podczas egzaminu, tak by maksymalnie zestresować nieszczęsnego egzaminowanego i sprawdzić jego odporność na niesprzyjające warunki, ale nie sądziłam, że to prawda! Niestraszne mi rękawy, znaki i mosty, natomiast osoba o zerowym poczuciu humoru, antypatyczna do granic i jeszcze tak odpychająco profesjonalna w tym wszystkim, totalnie nieczuła na urok osobisty, uśmiech i miłe ,,dzień dobry”, wyprowadziła mnie nieco z równowagi. Ale już wiem, jak to wygląda i następny raz będzie łatwiejszy, bo będę na to gotowa. Ha!
Gorzej z Marcinkiem, bo ta sytuacja nawet mnie, urodzoną optymistkę, nieco przerasta na dzisiaj. Jutro będzie na pewno lepiej. Mój mąż zacznie szukać pracy i ją znajdzie, prędzej czy później. Ale sam sposób, w jaki szef go potraktował, mimo, że wie, jak wygląda nasza rodzinna sielanka – sprawia, że narasta we mnie gniew!!! Mam ochotę donieść na niego do skarbówki albo gdziekolwiek, bo wiem, że mieliby co sprawdzać, chętnie podpiszę się nawet imieniem i nazwiskiem, ale obawiam się, że Marcin nie byłby zachwycony. Ma swój honor, ja jestem w takich momentach bardziej emocjonalna, bo muszę od razu coś zrobić, zemścić się, powiedzieć każdemu, jaki to cham stanął na naszej usianej różami dróżce. Marcinek mieli wszystko w sobie i niechętnie się zwierza z porażek. Ja natomiast nie uważam tego za porażkę tylko efekt natrafienia na człowieka o zaburzonym przepływie dobrej i złej energii. A raczej na takiego, który tej dobrej za dużo nie ma. Cóż, nie pozostaje nic innego jak wspierać się nawzajem, bo oboje nie czujemy się komfortowo- Marcin z oczywistych względów, a ja – no cóż- nawet jak staram się o tym nie myśleć, obawiam się o byt naszych maleństw, mimo, że racjonalnie rzecz ujmując, wiem, że wszystko się ułoży, choćby skały srały. Amen na ten temat.
Pointa tego wpisu jest taka, że muszę się na chwilę położyć, bo zachciało mi się rzygać. Przepraszam za słownictwo, ale jest ono podyktowane moim wzburzeniem oraz pewnymi elementami stanu fizycznego, np. ciążą. Która na domiar nieprzyjemnego, już trzeci dzień daje się we znaki, poganiając mnie do łazienki i powodując częste omdlenia. A co fajne- już widać zalążek brzuszka. Dziwne, bo Feliks ,,pokazał się” dopiero jakieś 5 miesięcy przed porodem, ale czytałam, iż z reguły każda kolejna ciąża jest widoczna wcześniej. Tak więc, kochani, mogę pozować do natchnionych zdjęć w koszuli męża i z ręcznikiem na głowie, a wy podziwiajcie je na fejsie i trzymajcie za nas kciuki:) Ja też za Was trzymam, bo każdy (!!!) zawsze jest w takim momencie życia, że warto trzymać za niego kciuki oraz jest czego mu gratulować. A teraz- na kanapę!

6 myśli nt. „Ale za to będzie ciepło:)

  1. dorota

    No to ja też mocno trzymam kciuki :) wszystko się ułoży :) zawsze się układa.

    Wpadajcie w odwiedziny !

    Odpowiedz
  2. kasia

    no to my też – cała trójka – dołączamy się do zbiorowego trzymania kciuków, a że Wiciu ma jeszcze odruch zaciskania piąstek, to możecie sobie wyobrazić, jak mocno trzymamy!!!! zwłaszcza za Marcina!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>