Kolejny wielki mały cud na horyzoncie

Moja przyjaciółka Kasia, która tak aktywnie komentuje moje blogowe wyznania, urodziła dziś rano synka Wincentego. Mróz jak cholera, mi zamarzły frędzle w chuście, noski buraczane, a przez to WSZYSTKO jakoś od razu i cieplej się zrobiło, i wiosny bliżej. Co prawda nie znam zbyt wielu szczegółów w kwestii nowego Cudu na świecie, wiem, że przyszedł na świat poprzez cesarskie cięcie, więc serce pęka mi ze współczucia biednej Kasi, ale jak zobaczyłam JEGO zdjęcie na fejsie (dumny tata podzielił się natychmiast jak wrócił do domu), od razu mu wybaczyłam ten afront względem własnej mamy. Cóż, zostało trzymać kciuki za całą rodzinkę, a szczególnie za obolałą mamusię, bo to ona teraz biedna odpowiada za funkcjonowanie gromadki, a na pewno sił za dużo nie ma. Oby wróciły!
Wczoraj mieliśmy gości. Młode małżeństwo, któremu na ślubie świadkował mój Marcinek oraz wspólny kolega chłopaków. Co, którzy mogli, testowali samorobny cydr mojego męża, ja należałam do tej bardzo nielicznej, bo przy szczegółowych obliczeniach dwuosobowej grupy, która niestety nie mogła. Zażerałam się ultrazdrowymi lays’ami o smaku paprykowym. Wszedł temat dziecioróbstwa, chociaż na razie tylko my mamy się czym popisać. Agnieszka pyta, jak w mojej pracy, w związku z tym, że stan odmienny. Ja, że spoko, wszyscy mi sprzyjają, dostanę nawet zasiłek macierzyński, chociaż mam tylko umowę zlecenie. Aga- a co po zasiłku? Ja- postaram się coś pisać, bo do pracy nie pójdę, nim dziecko nie skończy roku. I tutaj okazało się, że moje podejście niekoniecznie spotyka się z całkowitym zrozumieniem. ,,DLACZEGO?”- uwielbiam to słowo. Niesie w sobie tyle ciekawości, otwartości na nowe, nieznane, dziwne, obce, a jednocześnie dla mnie z reguły stanowi żelazną bramę nastroszoną kolcami, zamkniętą na cztery zamki pod prądem. A przecież w tym kontekście nie mogę powiedzieć po prostu: ,,Nie wiem- tak sobie.”.Nie godzi się. Sprawa jest głęboka, zasługuje na wyjaśnienia. Dlaczego nie chcę po bożemu po prostu ,,zrobić czegoś z dzieckiem” i jak każdy normalny człowiek iść do pracy i zarabiać pieniądze, wszak dziecko generuje koszty? Pomyślałam chwilę, nim otworzyłam buzię. Trzeba to zrobić delikatnie, bezboleśnie, Agnieszka nie ma dzieci, ale nie mogę jej zrobić z tego powodu nieopatrznie jakiegoś wyrzutu. Zaczynam ostrożnie: ,,Bo mam już jedno dziecko i wiem, co by to znaczyło, gdybym je zostawiła, kiedy jeszcze nie umiało się komunikować, jego tryb życia był nieregularny a żywieniowe upodobania dziwaczne”. Chciałam uniknąć banalnego stwierdzenia, że taka decyzja wynika z miłości do dziecka. Co by to znaczyło dla mam, które MUSZĄ zostawić 22-tygodniowego oseska, bez mała, i ruszyć do biura, sklepu, szkoły, fabryki? Że nie kochają dziecka?! Nigdy nie odważyłabym się na takie stwierdzenie. Takim mamom z całego serca współczuję, doskonale wiem, że są w życiu takie sytuacje, gdy trzeba zacisnąć zęby. Ja dziękuję Bogu, że tych zębów aż tak zaciskać nie muszę. I prawdopodobnie będę mogła pozwolić sobie na to, by być blisko istotki, która MNIE potrzebuje najbardziej na świecie, nie będę musiała jej tego odmawiać przez ten przesadnie decydujący rok w jej życiu i narażać jej i siebie na przeżywanie dramatu. Bo jak byśmy nie oceniali, nie litowali się i nie krytykowali – rozstanie tak małego dziecka z mamą na tyle czasu dziennie to dramat. Fajnie, jak jest tata albo babcia, bo to są osoby, które kochają autentycznie i bezinteresownie, a nie za 8 zł na godz. Ale z oczywistych względów, jeśli kilkumiesięczny berbeć ląduje w żłobku albo pod skrzydłami niani, to znaczy, że żadna z tych bliskich osób nie ma możliwości z nim być. I tak niestety jest najczęściej.
Feliks poszedł do żłobka mając rok i pięć miesięcy, jeśli pamiętacie moje rozżalone wpisy, było nam strasznie ciężko. Ale wiedziałam że jeśli będzie głodny, to powie. Jeśli będzie chciał pić, to sobie weźmie. Teraz jest w stanie zakomunikować wszystko, tak się rozgadało to moje moje. Po szpitalnych perypetiach zaczyna znowu przekonywać się do nocniczka. Lubi dzieci, szczególnie sympatią darzy kolegę Julka, do innych także mówi po imieniu, nad czym rozpływały się dziś w zachwytach żłobkowe ciocie. Ucywilizował się. O jakiej cywilizacji można mówić, mając na myśli serdelkę w zmechaconych śpioszkach? Która nie pójdzie w kąt, gdy się obrazi, nie powie :,,spać”, gdy zbiera się na drzemkę, nie poczęstuje się herbatnikiem, gdy ma na to ochotę? Która jest tak przerażająco zależna… Jednak optuję, by w tych ciężkich momentach podległości, z dzieckiem był ktoś, kto je bezwarunkowo kocha, szanuje, akceptuje – tak, by miało siłę postawić się trudniejszej rzeczywistości, kiedy nóżki, język, łapki i inne elementy istnienia będą pod większą kontrolą.

5 myśli nt. „Kolejny wielki mały cud na horyzoncie

  1. kasia

    dziękujemy pięknie za cały akapit na nasz temat ;) mamy już ponad tydzień i ogólnie jest nam superkowo :) z każdym dniem poznajemy się coraz lepiej, choć przyznam, że to poznawanie Tacie idzie chyba lepiej, bo ja trochę panikuję, jak Wiciowi źle i najchętniej bym mu gwiazdkę z nieba dała teraz, zaraz, jak tylko zaczyna kwękać, żeby tylko się nie martwił… no ale może z czasem będę bardziej twarda, w końcu muszę wychować dzielnego chłopaka do Felisiowej bandy ;D
    a co do pracy, to podzielam, Maryś, Twoje zdanie – najlepiej być z dzieckiem jak najdłużej, jeśli tylko jest taka możliwość. mam nadzieję, że nam się to uda :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>