Kruszynka w natarciu! Zbieramy siły!

Chciałam już iść spać, ale postanowiłam jednak podzielić się moimi uczuciami na dzisiaj. Ta noc była długa. Do północy z rodzicami Helenki (mała na podsłuchu) oblewaliśmy (ja soczkami) niewyraźny obraz pięciomilimetrowego ciałka z pikającym na monitorze serduszkiem. Wybieraliśmy też imiona, ale o ile w kwestii męskiego doszliśmy do jakiegoś kompromisu (bo okazało się, że dawniejsze ustalenia się już nieaktualne- decyzja Marcinka i po części także moja..), to zgoda na żeńskie przerasta nas. Jeśli chłopczyk, to na razie stoi na Kaziku. Tak miał na imię mój dziadek, był wybitnym człowiekiem, moim wielkim autorytetem. Marcinek Go nie poznał, ale brzmienie mu odpowiada. Natomiast co do dziewczynki, to o tyle- o ile pasuje nam obydwojgu Kasia, ale nie skaczemy sobie do oczu także, jeśli chodzi o Ewelinkę. Na dziś zakończyliśmy dyskusję na Sabince i uważam że to świetny pomysł. Dosadne w brzmieniu, ale nie pokraczne, w tym pokoleniu rzadkie no i dobrze się kojarzy, bo przecież za sąsiadkę oboje skoczylibyśmy w ogień! Tak czy owak, nie ma jeszcze ostatniego słowa w tej sprawie, a spór rozgorzeje nowy zapewne, gdy okaże się, czy to chłopiec czy dziewczynka. A obudziłam się już ok. 4.30 i nie mogłam dalej spać, bo przeżywałam wzdłuż i wszerz moje nowe rozterki i roztereczki!
Ale co ja tu o imieniu… Mówię mojej rybce: ,,Trzymaj się! Rośnij…” i czuję, że ona jest zadowolona, że zrobiła mamie psikusa i się tak długo ukrywała. A teraz, gdy już zrobiła ,,a kuku” i wiemy, że jest, już nie ma potrzeby być taka malusia i może się tuczyć. Dziś po raz pierwszy miałam konkretne nudności, tzn. nawet nie w jednej setnej takie, jak przy Feliksiku od samego początku przez 4 miesiące, ale poczułam, że JEST. I działa! Niech daje mamie w kość, co tam, byle tylko nabierało masy bo na razie nic pewnego,nic pewnego. Czuję i wiem, że jeśli się nie uda, będę bardzo smutna, ale staram się o tym nie myśleć. Powtarzam sobie, że ta rybka jest subtelna i nie chce tak mamy dręczyć, jak braciszek, więc i te objawy wszystkie ciążowe jak by ich nie było… Poza tym jestem dziwna: przy pierworodnym przeklinałam godziny spędzone w kiblu i niemożność zjedzenia czegokolwiek od rana do nocy z jednoczesnym poczuciem, że przecież muszę dbać o dietę- a teraz mi tego brakuje i zastanawiam się, czy aby wszystko w porządku, skoro tak dobrze się czuję… Paranoja.
Reakcje naszych bliskich są natomiast skrajne. Niestety nie wszyscy uważają, że zaproszenie na świat nowego człowieka i podzielenie się rodzinnym szczęściem to najlepsze, co mogliśmy uczynić. Nie interesują mnie jednak opinie bazujące na przesłankach, które mają niewiele wspólnego z prawdziwą sytuacją naszego stadła. Dziękuję natomiast wszystkim (a to zdecydowana większość opiniodawców!), którzy gratulują, cieszą się, dzwonię, piszą, udzielają rad i razem z nami nie mogą się doczekać naszego kochanego bobaska.

Jedna myśl nt. „Kruszynka w natarciu! Zbieramy siły!

  1. kasia

    Nie martw się, Maryś, brak nudności nie oznacza, że coś jest nie w porządku :) Mój Mały nie dawał mi w kość wcale a wcale (no, może za wyjątkiem spuchniętych palców, ale to przecież jeszcze nie tragedia ;p), a jego w tej chwili ponad 3-kilowego istnienia z pewnością nie da się przeoczyć ;) Dużo jedz i bądź dobrej myśli :) Ciocia Kasia zrobi dziś małej rybce razowe ciasto ^^

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>