Szczypiorek

Chciałam na wieczór napisać, co mnie dzisiaj bardzo rozśmieszyło, rozczuliło i ponownie dało do myślenia. Robiłam sobie rano, jak każdego dnia, kanapki do pracy. Z serkiem topionym i szczypiorkiem, którym ostatnio z pasją się zajadam, chociaż wcześniej nigdy szczypiorku surowego nie jadłam… Czynność podpatrzył Feliks- ,,Mama chlebek lobi”- stwierdził rezolutnie i już jego śmiała łepetyna pojawiła się między moim sporym bebeszkiem i meblami kuchennymi. ,,A co to?”- pulchna łapka podkłada się pod krojący nóż. ,,Szczypiorek”- odpowiada mama z ulgą, bo udało jej się nie zrobić kanapki z małymi paluszkami. Maluch nadal się kręci, sugerując swoim spojrzeniem, że odpowiedź nie do końca go usatysfakcjonowała. ,,Chcesz kanapkę z serkiem i ze szczypiorkiem, taką, jak mama lubi?” – pytam, kombinując, jak się to pozbyć natręta, tym bardziej, że obok Marcin też walczy z jakimiś śniadaniowymi produktami i miejsca zrobiło się na prawdę niewiele. ,,TAK” – słyszę i ponownie odczuwam ulgę. Łapię za kawałek chlebka, smaruję, sypię szczypiorkiem. Feliks bierze zadowolony i kieruje się w stronę pokoju.
Tym czasem pakuję kanapki, jogurt, gruszkę, musli oraz babeczkę z lukrem made by moja mama do torby i idę poszukać telefonu, gdyż nieubłaganie zbliża się godzina zero. Patrzę, a mój synek grzecznie siedzi przy swoim stoliczku do jedzenia. Powstrzymałam łzy wzruszenia- jak to człowiek od najwcześniejszych swoich chwil walczy za wszelką cenę o normalność. Rodzice jedzą byle co i gdzie popadnie, często na leżąco, stołu jako takiego do jedzenia nawet nie posiadamy, a dziecko z zamiarem zjedzenia chlebka odsunie sobie krzesełko i usiądzie przy stoliku, bo tak ma być, chociaż właściwie nikt od niego tego nie wymaga. Chwila refleksji. Tylko chwila, bo mój wzrok wylądował na wydłubanym skrupulatnie szczypiorku, złożonym na drewnianym blaciku. ,,O! Znów nie doceniłam mojego syna!”- myślę sobie. I wtedy syn mnie zauważył. Z wyrzutem, ale i z uśmiechem, który prawdopodobnie miał oznaczać, że wybacza mi gafę, wskazał ostro paluszkiem na zieloną ozdobę stołu i krzyknął: ,,Co to jest???!!!”, wyraźnie jak nigdy. Ale mi się głupio zrobiło. Jak mogłam tak bezczelnie oszukać dziecko, proponując mu jako frykas te wstrętne witaminy i sole mineralne? Jak mogłam zdradzić się z brakiem którejś klepki i w żywe oczy kłamać, że to lubię? To właśnie zdawało się mówić spojrzenie Feliksika, który po wszystkim zlizał resztki topionego serka, a poszarpaną kromkę wrzucił do brodzika pod prysznicem. Mama pozbierała pognieciony szczypiorek i wyrzuciła do śmieci. A co tam! Właśnie przeczytałam, że w rodzinie francuskich weganów jedenastomiesięczne dziecko zostało zagłodzone na śmierć…

3 myśli nt. „Szczypiorek

  1. mamanapuszczy--1

    Stół (nawet stoliczek ), muzyka, szczypiorek ( a jakże ), a przede wszystkim refleksja o tym wszystkim, łagodzą obyczaje…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>