Szwecja, nocnik, śledzik itd.

Piszę mimo strasznego zmęczenia. Ostatnio miałam wyczerpujący okres, duuużo pracy domowej powiązanej z wklepywaniem literek na komputer. Pisanie w moim przypadku to niestety nie tylko i wyłącznie przyjemność, ale i obowiązki. Brzmi fantastycznie, zostanie mi niedługo umrzeć na gruźlicę, jak każdemu wybitnemu talentowi. W każdym razie- ogarniam się. Muszę, bo teraz na 4 dni przestaję być dla świata- lecę z Marcinkiem oraz moją siostrą do Szwecji! Spędzimy tam cały długi weekend, spać będziemy u rodziny mojej chrzestnej, nie wszystkich znamy, ale nie przejmujemy się. Dziecko zostaje u babci i dziadzi, w tym roku już nie mam dylematów co do tego. Jest na tyle duży, rozumny i samodzielny, że 4 dni bez mamy nie zaszkodzą mu z pewnością. A i mama może na tym zyskać, bo sobie troszkę odpocznie. Wspaniałe jest to, że nasza rybka robi na nocniczek od rana do wieczora, bo oczywiście podczas snu ma pieluszkę. Cóż, zdrowe dziecko ma ponoć prawo siusiać w nocy nawet przez kilka pierwszych lat swego życia, więc nie wymagam niemożliwości, natomiast dziecko w majtkach wołające ,,siusiu” i siadające grzecznie na nocniczku, załatwiające się tam bez problemów i meldujące po wszystkim: ,,Tata! Lobiłem siusiu”, rozczula mnie i napawa dumą. No i jaka oszczędność, gdy zamiast kilkunastu pieluch na dobę zużywa się dwie- do spania. Powiem szybko zainteresowanym, jak udało nam się tego dokonać, bo jeśli ktoś uważnie czyta moje wypociny, wie, że początki były trudne- otóż kluczem do sukcesu była kwestia banalna- kupienie odpowiedniego nocniczka. Wygodnego, ładnego, niskiego. Takiego, na który maluch jest w stanie usiąść i z którego może zejść sam, bez całkowitego rozbierania. Wcześniej mieliśmy duży nocnik z głową misia- Feliks mimo prób nie potrafił z niego korzystać w sposób komfortowy,ten nocnik się wywracał, wszystko się wylewało, ponadto przy siusianiu to, co miało lecieć do środka, spływało po nogach. Kupiłam go dawno temu, jako niedoświadczona mama 10- miesięcznego smyka, bo zachęcił mnie wygląd tego sprzętu- ta nieszczęsna misiowa morda. Nieopływowy kształt ,,siedziska” też prawdopodobnie uciskał małą dupkę, bo zawsze zostawał na niej bardzo wyraźny ślad. No i raz udawało się zrobić, raz nie, ale generalnie siedzenie na tym kanciastym misiu nie należało do ulubionych zajęć naszego synka. Wkurzyłam się- po jednej z wizyt u Sabinki, kiedy to Feliks bez oporu nasikał do ślicznego nocniczka Helenki, postanowiłam kupić identyczny, chociaż nie różowy. Kupiłam żółty, miś poleciał na śmietnik, a mały chłopiec zaczął w sposób profesjonalny korzystać z nocniczka, co jak już wspomniałam- napawa mnie gamą pozytywnych odczuć. No bo… w końcu!
Z kolei niedawno przekonaliśmy się, jak małą wartość przedstawiamy sobą na rynku towarzyskim. Zorganizowaliśmy Śledzika, dla niewtajemniczonych, jest to dzień kończący karnawał, a zaczynający post. Chcieliśmy się spotkać, pogadać, Marcinek wypić piwko, więc zaprosiliśmy sporo osób. Większość nie raczyła nawet dać znać, czy przyjdzie, czy nie. Ostatecznie było nas ok. 10 osób i czas uważam za spędzony świetnie. Niestety Marcinek się nieco zdołował, bo nie przyszli ci, na których najbardziej liczył. Próbowałam mu to wytłumaczyć racjonalnie: Skarbie, jedno dziecko śpi za ścianą, drugie w drodze, co ty chcesz mieć do zaoferowania tym, którzy o takich rzeczach nawet nie próbują myśleć? Przeszliśmy do innego świata i ciesz się, bo tutaj też jest wielu fantastycznych ludzi. I wierzę w to, co mówię. Odwiedzili nas m. in. Agnieszka ze swoim chłopakiem z Hiszpanii. Nie mają długiego stażu jako związek, ona ma raptem 20 lat, a we wrześniu będzie mamą. Wszyscy mówili jej: masakra, usuń, wróć na studia (Agusia studiuje rzeźbę, dostała się jako druga na liście, typowa magiczna artystka), nie marnuj sobie życia. A ona na to: nie usunę. Z tematów podróżniczych, alkoholowych, squatowych i autostopowych przeszła na pieluchowe, lekarskie, brzuchowe. Chce wrócić na studia, chce pojechać do Australii. I chce maleństwa, które sobie ją wybrało. Repertuar ludzi, z którymi mamy na prawdę wspólne tematy, wciąż pozostaje szeroki!

4 myśli nt. „Szwecja, nocnik, śledzik itd.

  1. Anula Kosidula

    Marysiu, chyba trochę przesadzacie, ci, na których liczycie też mają swoje obowiązki, lepsze i gorsze dni… nie tylko dzieci niosą ze sobą masę obowiązków, są też w życiu inne ważne sprawy, więc bez sensu jest dokonywanie takich podziałów…

    Odpowiedz
  2. Marysia Autor wpisu

    Podziały podziałami, życie życiem, lepiej zdać sobie z czegoś sprawę niż się buntować i żalić, bo po co komu dodatkowe nerwy?

    Odpowiedz
  3. kasia

    korzystanie z nocnika +10 do lansu [zwłaszcza dla Rodziców ;p]

    a jeśli chodzi o śledzika, to my byśmy bardzo chętnie przyszli [domyślam się, że to o nas właśnie mowa jako o tych, na których najbardziej liczyliście ;DDD], ale nasz Mały jest z kolei jeszcze za mały… jednak myślę, że wkrótce powrócimy do grona :) bo coś w tym jest, że najlepiej się jednak człowiek dogaduje [nie licząc takich prawdziwych Przyjaciół na całe życie, ale takich się ma z reguły mało] z ludźmi, którzy są – jak to ja mówię – na podobnym etapie w życiu. i to jest naturalne, nie ma się czym załamywać moim zdaniem, tylko trzeba wspólnie się cieszyć z tych samych radości i wkurzać z powodu podobnych problemów – w gronie ludzi, którzy to najlepiej zrozumieją ;)

    Odpowiedz
  4. Marysia Autor wpisu

    Kasiu,dziekuje za ten komentarz na prawde… nie mam polskich znakow bo jestem jeszcze w Szwecji,ale teraz czuje prawdziwe wsparcie. A o was tu mowy akurat nie ma,jak Feliksik mial kilka dni,tez nie balowalismy nigdzie takze caluje Was i do zobaczenia jak troche urosniecie… :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>