Wiosna

Dużo się dzieje, a u mnie ani czasu, ani siły, żeby pisać. Aktualnie Feliks po dłużej przerwie bawi u babci i dziadzi, więc w końcu mogliśmy z Marcinkiem pójść na spacer, pogadać bez hamowania się, ja zdążyłam napisać jeden płatny artykuł i jeszcze uderzam na blogu. Nie ma co, czasami taki oddech jest potrzebny. I wcale nie czuję się złą matką głosząc takie tezy. Nie czuję się złą matką także mimo tego, że w ostatnich dniach poprzewracały mi się hormony i czuję odwrót, jeśli chodzi o uczucie do mojego nienarodzonego potomstwa. Nie niepokoi mnie to, bo z Felciem było to samo właściwie przez 9 miesięcy- był ,,ciążą”, nie ,,dzieckiem” i tylko sporadycznie głaskałam brzuch i przemawiałam do niego (z zerowym przekonaniem co do sensu takich działań)- gdy akurat trafiłam na jakiś artykuł, z którego wynikało, że trzeba, bo wtedy dziecko urodzi się zdrowe i mądre. A ja nie chciałam chorego i głupiego, bo po co mi dodatkowe problemy.
Gdy opowiadam, kiedy nadeszła płomienna MIŁOŚĆ, nikt mi nie wierzy. Ludzie, a szczególnie bezdzietne koleżanki, czują się zażenowane moimi opowieściami, że gdy Feliks wyskoczył na świat, nie raczyłam na niego spojrzeć, bo zachwycił mnie mój ,,płaski” brzuch i wykrzyknęłam przez łzy wzruszenia do Marcinka: ,,Skarbie, patrz, nie jestem już w ciąży!!”, na co mąż: ,,Ale patrz, nasz synek!”. No to patrzę: różowe to, jędrne, śliskie i podobne do mojego taty. Nie interesował mnie aż tak. Chciałam iść się wykąpać i wysikać, ale położne mi zabroniły, że niby trzeba leżeć 2 godziny. Dały mi dziecko do karmienia. Szło opornie, ale nie przejęło mnie to. W ruch poszła komórka: wszystkich trzeba obdzwonić, żeby się pochwalić, że żyję. W tym czasie Marcin 2 godziny tulił i filmował synka, był nim totalnie oszołomiony.
Później bez stresu i robienia afer przystawiałam dzidziusia do piersi i przewijałam. Smarowałam oliwką po kąpaniu, troszczyłam się, by nie zmarzł. Próbowałam się w nim dopatrzeć istoty, która zmieniła właśnie moje życie i nie udawało się. Marcin przynosił mi słodycze, pielęgniarki krzyczały, że dziecko po nich będzie miało kolki, więc przemycałam je z sali odwiedzin, by nikt nie widział. Chciałam poczęstować czekoladą koleżankę z sali, ale nie chciała. Dlaczego ona bała się tych kolek a ja nie? Dlaczego wszystko robiłam tak czule, a i tak największą radość sprawiało mi oglądanie się w dużym łazienkowym szpitalnym lustrze z tym rozpierającym poczuciem szczęścia, że nie jestem już ciężarną kobietą?!
Po 2 dniach Feliś obudził się o 5 nad ranem i powiedział, że jest głodny. Pierwsze słońce (wcześniej chmury i chmury, żadnych atrakcji za oknem!) po porodzie przepchało się w końcu i złożyło swoje majowe promienie na twarz mojego dziecka. Wtedy zeszło na niego błogosławieństwo, tak sobie myślę, to musiała być jakaś łaska, coś, co go nie opuści już do końca życia. Spojrzałam na tę nasłonecznioną okrągłą buźkę i coś mnie trafiło. Coś paraliżującego, a jednocześnie, paradoksalnie, dającego ogromną siłę, obezwładniającego i dziwnego, sama nie potrafię tego określić. ,,Boże, jaki ON piękny”- wymamrotałam do siebie. W istocie, patrzyły na mnie dwa przeogromne, nienaturalnie wielkie oczęta, wystające poza linie czaszki, jak u żaby albo jakiegoś lori. Śliczna, proporcjonalna, idealnie okrąglutka łepetynka z delikatną czuprynką, gładziutka cera, równomiernie różowa, ale już widać było, że zapowiada się raczej śniady mężczyzna, usteczka malinowe, o tak całuśnym kształcie, że zaniemówiłam, jak słodkie może być takie stworzenie. Pokochałam go. Dopiero wtedy. I nie jest to dla mnie żadne tabu, tym bardziej, że od tej chwili moja miłość nie zbladła ani o jedną setną tonu, a wręcz przeciwnie.
Wracając do spraw bardziej aktualnych, nie martwi mnie to, że na razie nie czuję powalającej miłości do dzidzi w brzuchu. Wiem, że to nadejdzie, a póki co nie będę fałszywie rozpływać się nad tymi dziesięcioma centymetrami. Są mamy, które doświadczają łaski miłości do dziecka od pierwszej myśli o tym, że może by tak zrobić dzidziusia i nawet trochę im zazdroszczę, ale nie zamierzam na siłę teraz katować się czytaniem blogów takich osób ani sama siebie przekonywać. Nie ma we mnie destrukcyjnych inklinacji, nie czuję niechęci do tego dziecka. Staram się zdrowo odżywiać, korzystam z opieki lekarskiej. W ramach tej opieki postanowiłam, że już nigdy nie pójdę do baby, której powierzyłam kilka pierwszych tygodni mojej ciąży. Jest to wulgarna krowa i następna wizyta na pewno nie będzie u niej. Dzięki jej szerokim kompetencjom nadal nie znam dokładnego terminu porodu, pani doktor nie wie bowiem, czy rodzę 8.09, czy też 4 tygodnie później. A to jednak nie aż tak mała różnica. Dlatego zdecydowałam się już u niej nie pokazywać. Ale ja o czym innym… Chodzi mi o to, że jeśli są mamy, które mają podobne rozterki, jak ja, to chciałabym je pocieszyć, że są raczej normalne i nie muszą się martwić. Mój synek nie był zbyt adorowany jako człowiek, gdy przebywał w brzuszku, mało tego, nie rozkochał mnie w sobie od pierwszego wejrzenia! A teraz sami wiecie jak jest!

3 myśli nt. „Wiosna

  1. KaskaA

    Maryś, ktoś ci coś naopowiadał, że taki potok tłumaczeń tu uskuteczniłaś? Niepotrzebnie, wszak Ci co maja wiedzieć, wiedzą, że jesteś fantastyczną matką jednego bobasa, a już niebawem dwójki. Jestem pewna, że drugie bobo dostanie od Ciebie idealną porcję miłości, z resztą Ty sama już to wiesz, więc co Ci będę gadać.
    Co do głupiej krowy, to nie chodzisz już do naszej ukochanej dr Czupryńskiej? No i kiedy w końcu będzie wiadomo co się z Ciebie wykluje? :)
    Pozdrawiam gorąco
    Twoja wierna czytelniczka :D

    Odpowiedz
  2. Marysia Autor wpisu

    Nie chodzę, bo daleko i się boję, że już mi nie przysługuje, bo nie jestem studentką :( A co się wykluje kiedyś się dowiemy, na razie usiłuję poznać tajemnicę: KIEDY. Niestety głupia krowa nie uważa, by była to istotna informacja… A co do tłumaczeń to sama siebie chciałam pocieszyć, bo miałam lekkie wyrzuty że mnie dziecko w brzuchu nie obchodzi tak jak powinno :(

    Odpowiedz
  3. mamanapuszczy--1

    Jeszcze nieraz się zdziwisz, jak rozciągliwy być potrafi, mięsień podwójnie poprzecznie prążkowany… Na tym polega jego specyfika… W końcu to nie jakiś tam biceps, albo żołądek plebejski!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>