Złośniczek

Nasz synek ostatnio wchodzi w ten osławiony bunt dwulatka, może to nieodpowiedzialne, ale mnie to rozczula. Marcinka delikatnie mówiąc wnerwia, ale on generalnie ma trochę mniej cierpliwości niż ja, co uważam za dobre, gdyż ktoś musi jakieś śladowe ilości dyscypliny wprowadzać do tej naszej miniaturowej komuny hipisów. Feliks smaruje kotletem po stole. Mama: ,,Rybka, nie smaruj kotletem po stole”. Zero reakcji. Tata: ,,Feliks! Nie wolno tak robić!”. Feliks śmieje się tacie w twarz i dalej swoje. Mruknie tylko czasami coś w stylu ,,Po tole nie!”, co ma oznaczać, że świetnie zdaje sobie sprawę z zadanych ograniczeń, ale dalej smaruje, więc widać, że nie zamierza stosować się do żadnych zasad. Tata krzyczy ponownie i zabiera kotlet. Dziecko złe jak sto piorunów, robi groźną minę, bierze co mu w rączkę pierwsze wpadnie i z impetem rzuca o ziemię! Jestem pod wrażeniem, jaka niesłychana wiara we własne możliwości drzemie w moim złotku. On chce nastraszyć tatę! Dwumetrowego tatę, który mógłby go przecież zdmuchnąć, gdyby chciał, ten mały jeżyk chce nastraszyć i zaszantażować! Mało się nie rozpłakałam ze wzruszenia, a powinnam przecież być twarda, wkurzona, ukarać i nauczyć! Tata: ,,Idziesz do kąta!”, mama: ,,Ale za co, przecież on tylko wyraża emocje!”, oczywiście starając się, żeby to było cicho, bo nie wolno przy dziecku wymieniać się uwagami na temat jego wychowania… Nie szkodzi, że nie słyszał. On doskonale wie, jak jest. Tata krzyczy, to się leci do mamy. Mama udaje z niewinną miną, że nie wie o co chodzi, więc tuli i całuje, o nic nie pytając. I tak jest zawsze. Mama do taty pod nieobecność dziecka: ,,Nie krzycz tak na niego”. Tata ripostuje: ,,Nie bierz go na ręce jak jest taki niegrzeczny”. I Bóg mi świadkiem, że jestem w 100 %ach przekonana, że to mój mąż ma rację! Ale jakoś nie potrafię inaczej…
A niegrzeczny nasz synuś bywa strasznie. Nie bije mamy, nie bije taty, nie ucieka pod samochód, ale jak tylko usłyszy delikatną uwagę, że nie ma czegoś robić, czyni to z podwójnym zapałem. Niestety uaktywniło mu się to, gdy zaczął chodzić do żłobka, częściowo łączę to więc z tym nieszczęsnym żłobkiem, częściowo z jego wiekiem. Do niedawna nie musieliśmy zastanawiać się, czy krzyczeć na niego, czy nie. Nasz aniołek powalał wszystkich swoim grzecznym zachowaniem, a teraz- szkoda gadać. Najgłupiej jest mi przed samą sobą, bo mi to właściwie nie przeszkadza. Doceniam synka za charakter (zresztą miał po kim go odziedziczyć, więc jak tu mieć większe pretensje?!) i myślę sobie: z tatą muszą się dotrzeć, tata niech wymaga, a mama jest od kochania. Jutro Feliks z premedytacją pogryzdoli kanapę pisakiem, a mama odwróci wzrok na coś innego, żeby nie było, że widzi a nic nie mówi. Tata skrzyczy i zabierze pisaki, dziecko obrażone popędzi do mamy i spojrzy na tatę z jawnym wyrzutem. A co tam. Przecież i tak za pięć minut przylgnie to dla odmiany do tatusia. A tak przynajmniej nie poczuje się niekochane i samotne tylko dlatego, że chwilowo zachciało mu się być niegrzecznym.

4 myśli nt. „Złośniczek

  1. monika

    Marysia, pamiętam Cię z UG (chodziłam z Twoją grupą na angielski) – na Twoją stronę trafiłam zupełnym przypadkiem ale będę już często odwiedzać – świetnie piszesz i świetną mamą jesteś! Zdrówka dla malucha (maluchów) i dla całej rodzinki!
    Serdeczności :)

    Monika

    Odpowiedz
  2. Marysia Autor wpisu

    Bardzo mi miło czytać takie rzeczy:) Pozdrawiam wszystkie ujawnione i nieujawnione koleżanki:) Fajnie mieć dla kogo pisać:):)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>