Dzień z życia mamy z brzuszkiem

Co za dzień! Tyle emocji już dawno nie doświadczyłam w ciągu jednego okresu od poranka do wieczora. Na 8.00 udałam się na umówioną wizytę u lekarza- dr Musiała. Zdecydowałam się w uzasadnionych przypadkach operować prawdziwymi nazwiskami, ponieważ tutaj to jak polecanie towaru – warto korzystać albo nie. Poprzednia p.doktor- Mincewicz- Narloch nie nadawała się na prowadzenie ciąży i to samo przeczytacie na różnych trójmiejskich forach. Zgadzam się w pełni z negatywnymi opiniami o tej pani, jakie tam krążą. Natomiast co do dr Musiała to już na pierwszej wizycie wzbudził moje zaufanie i wiem, że to jemu chcę powierzyć mój brzuszek na pozostałe 23 tygodnie. Tak. Bo jesteśmy już w 17-stym! W końcu wiem, ile moje małe już sobie liczy i kiedy orientacyjnie przyjdzie na świat- 22 września. Już za 3 tygodnie najprawdopodobniej dowiemy się, co tam potomstwo skrywa między nóżkami. Nie mogę się doczekać. Ale łatwiej mi, milej, wiosenniej, chociaż za oknem ziąb nie do zniesienia. Widziałam ten szlachetny profil, okrągłą główkę i złożone pod bródką rączki. Słyszałam serduszko. To uczucie nie do opisania. Mam je po raz pierwszy, Felcia w brzuszku jakoś nie celebrowałam- był ciążą. Do przeżywania faktu, że noszę w sobie nowe życie dorosłam dopiero teraz, kiedy już wiem, jakim cudem jest dziecko, jaki to dar dla świata i radość, ile się zmienia. Czekam na mojego drugiego szkraba. Już za nim tęsknię!
Pokomplikowała się znowu nasza sytuacja pracowniczo- żłobkowa, Marcinek w piwnicy coś cobie rzeźbi, bo nie ma kompletnie humoru gadać. Próbuję go pocieszyć, ale nie za bardzo wiem, jak. Punkt opieki, który wybraliśmy dla Felka nie działa w wakacje. Efekt- nie możemy go tam zapisać. Więc nie wiem, co zrobimy, bo z tamtego już go wypisałam, od maja musi gdzieś pójść. Najwyżej pójdzie na 2 miesiące, a potem zrezygnuję z pracy zupełnie, bo innego rozwiązania niestety nie widzę. Wiedziałam, że może być ciężko, ale aż tak? Źle to sobie wszystko rozplanowałam, czuję, że gdzieś popełniłam błąd, tylko gdzie? Marcinek wpadł w niebezpieczny ton: ,,wszystko zawsze olewałem i się teraz mści”. A może to ja powinnam tak powiedzieć? Bo pomysłu na dzień dzisiejszy na prawdę nie mam. Teraz plany popsuło nam przedszkole, gdzie zamierzaliśmy posłać synka- Marcin był tam dzisiaj omówić szczegóły i mówi, że jest średnio. Jedna malutka sala, reklamowany na stronie www ogródek nie istnieje, no i te wakacje. Wiadomo, że coś tam się wymyśli…
Po pracy pojechałam do szpitala, bo moja bliska koleżanka Ala urodziła wczoraj Polę. Poleńka jest śliczna- jest tak cudna, że aż mi dech w piersiach zaparło z wrażenia. Jak zwykle w takich sytuacjach, spodziewałam się czerwonej, spuchniętej, całej w krostkach mordki i bezzębnej paszczy rozdziawionej w płaczu, ewentualnie śpiącego kokonika o zaciśniętych powiekach i zmierzwionej rzadkiej czuprynie. A tu gładziutka, jasnoróżowa skórka, kształtny nosek, usteczka malinowe strojące różne słodkie minki, proporcjonalna główka… Zachwyciłam się i przypomniałam sobie, jak niedawno w tej samej sali odwiedzin to ja relacjonowałam coś żywiołowo w przepoconej piżamie! A tu proszę: przyszłam podziwiać Polę, która jeszcze WTEDY nawet w planach nie była. Ala mówi, że bolało, Radek (jej mąż), że trudno było opanować emocje, ale udało się. Poród. Świat był świadkiem miliardów miliardów porodów, codziennie rodzi się ileś tam- ileś ludzi, a wciąż temat ten wywołuje szybsze bicie serca. We mnie też wywołał, a jakże. Mimo, że jeden mam już za sobą, to poczułam lekkie ukłucie- strachu? Raczej napięcia, tej świadomości, że może się posikam, może porzygam, a może zemdleję z bólu. Przecież nie jest powiedziane, że skoro rodząc Felcia, nie odczuwałam żadnych symptomów zbliżającej się śmierci, to i teraz spłynie to po mnie jak woda po kaczce. Jednak poród wymaga hospitalizacji, nie bez powodu. Ale nie boję się. Zresztą wiem, że w 9 miesiącu będę już tak bardzo miała dosyć, że na porodówkę polecę jak na skrzydłach ze szczęścia, że to już. Jutro chciałabym zabrać tam synka. Zobaczyłby dzidzię. Chciałabym go trochę oswoić z tym hard-core’ owym widokiem…
Po wizycie w szpitalu, zgodnie z rozkazem mojego męża, poszłam do centrum handlowego kupić sobie ciążowe spodnie. Kupiłam czarne rybaczki, leżą ekstra, wciąż wyglądam w miarę szczupło, chociaż waga zatrzymała się dzisiaj w gabinecie lekarskim wskazując 58,2… Czyli mam już ponad 7 kg na plusie w stosunku do stanu początkowego. Dziecko waży 150 g, więc gdzie ta reszta? A tak, zapomniałam, większa objętość krwi i wody w organizmie, łożysko, wszystko dla jak najlepszego rozwoju nowego życia. Ehh, ta nasza niezrównanie mądra kobieca fizjologia… Tylko czemu ona musi się tak kłócić z męskim poczuciem estetyki?:)
Z ,,uciech” ciążowych: napada mnie zgaga. Przez 15 pierwszych tygodni musiałam okropnie uważać co i ile jem. Dolegała mi jakaś dziwna odmiana nadkwaśności, sama nie wiem, no w każdym razie chyba tylko owoce względnie mi nie dokuczały. Przeszło niedawno. I dzisiaj czuję, że znowu będę musiała baczyć, co wrzucam do żołądka. Tylko co to da? Z Felkiem zgaga męczyła mnie nieraz i całą noc, nawet jeśli ze strachu przed tą koszmarną dolegliwością od obiadu nic nie jadłam. Więc i teraz nie spodziewam się cudu. Piszę to, żeby pocieszyć inne ciężarne, że nie są same w swoich cierpieniach, a te co już urodziły- niech Bogu dziękują. A te co nie urodziły i nie nie urodzą w najbliższym czasie niech sobie kupią coś ładnego i cieszą się, że ta rzecz nie ma fantazyjnych upięć w okolicy pępka, szerokich elastycznych pasów na brzuch ani specjalnych ściągaczy pod brzuchem, sprawiających, że odstająca piłka wygląda na jeszcze bardziej okrągłą i wypukłą.
Będąc w centrum handlowym, zaszłam do koleżanki pracującej w sklepie z ekskluzywną odzieżą dziecięcą. Dawno się nie widziałyśmy, bo mnie nie stać na łażenie po sklepach, więc ucieszyłyśmy się na swój widok. Wioletta woła od progu: ,,Drugi dzidziuś będzie?!”, ja na to, że owszem, a w duchu myślę sobie: ,,Jak fajnie, że już widać. W sumie taki brzuszek to jest miła rzecz”. A co tam porody i zgagi. Przecież już niedługo poznam płeć mojego drugiego dziecka.

3 myśli nt. „Dzień z życia mamy z brzuszkiem

  1. mamanapuszczy--1

    Brzuszki, pewnie, że są śliczne. Uniwersalna estetyka, nadprzyrodzona, ponadczasowa, w opakowaniu- każdym, sama kwintesencja seksapilu, bo niby czego są efektem…Mniej smażeństw i nie będzie zgagi.

    Odpowiedz
  2. alabama

    Właśnie odkryłam Twojego bloga! Wszystko przeczytałam jednym tchem.
    Ku mojej radości dotarłam nawet do historyjki, w której mowa o mnie o mojej, Poli no i o Radku. Wzruszyłam się. Dzięki Maryśka

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>