Fish and chips

Od piątkowego wieczoru bawimy u jednej z dwóch sióstr Marcinka na wsi w południowej Anglii. Dziś jest niedziela, więc został nam jeszcze tydzień. Tydzień bezwarunkowego szczęścia. Staram się chłonąć każdą chwilę, nie myśleć o tym, że niebawem musimy wrócić do Polski. Celowo nie napisałam ,,do domu”, bo przestaje podobać mi się nazywanie domem miejsca, gdzie przynajmniej 12 godzin z 24 godzinnej doby poświęcamy na troskę o kwestie związane z biologicznym przetrwaniem. Nie chodzi wyłącznie o pieniądze, chociaż w dużej mierze, ale także o inne rzeczy, które tak piekielnie utrudniają życie. Chociażby to, że mając dziecko, będąc w ciąży i pracując 8 godzin dziennie w szkodliwych warunkach (ciężarne wg prawa teoretycznie nie mogą spędzać w pracy przed komputerze więcej niż 4 godziny), nie mogę w przypadku skrajnego zmęczenia pójść na zwolnienie. Mam umowę zlecenie, która nie zakłada istnienia takich skomplikowanych przypadków. O umowie o pracę mogę sobie podumać, a i na dumanie za bardzo sił nie starcza, bo gdy przed 18 ląduję w domu w stanie krytycznym, wskakuje na mnie mój mały byczek i kategorycznie domaga się zabawy w pociąg, żaby, bociany, Boba Budowniczego, pieski, rysowanie albo po prostu latanie po mieszkaniu. Po 19 kładę byczka spać i wtedy zabieram się za dodatkowe dorabianie, także przy komputerze. Myślę, że chciałabym mieć poczucie bezpieczeństwa, którego nie ma w Polsce zatrważająca ilość młodych, wykształconych ludzi, niezależnie od tego, czy pozakładali już rodziny, czy nie. Mamy z Marcinkiem pewne plany, jak to poczucie bezpieczeństwa osiągnąć, w ciągu tych 2 dni podjęliśmy pewne decyzje, które zostaną wprowadzone w życie, jak tylko przestanie przysługiwać mi zasiłek macierzyński, tj. ok. 5 miesięcy po urodzeniu naszego drugiego maleństwa. Mam dość odbierania dzieciństwa istotce, która jeszcze nikomu niczym nie podpadła, niebawem dołączy do niej druga, nie zamierzam biernie przyglądać się, jak obcy ludzie zajmują się moimi dziećmi, mąż po 12 godzinach wraca nieprzytomny z pracy, sama się katować, a mieć z tego tyle, że spokój czuję dopiero wtedy, gdy jestem daleko, daleko, daleko. Chcę być blisko, chcę być w DOMU i żyć. Jakże mocno mnie uderzyły tego typu przemyślenia dzisiaj, kiedy wybrałam się z Felciem na dłuuuugi spacer z wózeczkiem. Marcinek montował siostrze lampę, Felisia rozpierała energia, zrobiło się cieplutko na krótki rękaw, więc wyruszyliśmy. Mój Boże, pomyślałam, jaką ja potrafię być dobrą mamą, gdy nie muszę być w pracy. Gdy nie jestem wyczerpana, zła i nie muszę walczyć z odruchem wymiotnym spowodowanym niezdrowym trybem życia, brakiem snu i nieregularnymi, szybkimi posiłkami. Gdy w końcu, od rana do nocy jestem tylko dla synka, który mnie potrzebuje. Ma prawie 2 lata i uczy się świata tak intensywnie, że przeraża mnie odpowiedzialność za konsekwencje tego, jak jest. Ratunkiem dom u dziadków, którzy widzą w Felciu człowieka, od których zawsze wraca z nowymi słówkami i zachowaniami, które mnie zawstydzają. Wyciera butki przed wejściem do domku. My ze żłobka wracamy tak szybko, że wszystko mi jedno, czy butki są wytarte czy nie, nie obchodzą mnie ani jego, ani moje. Miejsca na moment refleksji brak. Tutaj oglądaliśmy gąski i owieczki, odległości przemierzając żółwim tempem. Gdy rybka nagapiła się już na jakieś interesujące zjawisko, dawała komendę: ,,Dobla, idziemy dalej!”. No to szliśmy. Zagadał nas jakiś farmer, samochody zwalniały, mijając nas na wąskiej drodze, kierowcy machali do malca. Kto mi powie, czemu ja tego nie znam, chociaż wychowałam się na zapadłej wsi? W Polsce pokutuje stereotyp, że Anglicy są chłodni w obyciu, raczej negatywnie nastawieni wobec obcych, powściągliwi, a jedyne narody, u których dotychczas zauważyłam te cechy (a już z pewną ich ilością jednak miałam do czynienia), to do pewnego stopnia Albańczycy i Ukraińcy, natomiast w pełni- Polacy.
Co będę narzekać! Synuś śpi, Marcinek robi obiad, Krystyna (siostra) krząta się z jakimś przedłużaczem. To niesłychanie aktywna osoba, dałabym wiele za energię, która z niej emanuje. Wczoraj zabrała nas na wycieczkę do niezwykle malowniczego nadmorskiego miasteczka Rye, z brukowanymi dróżkami (raj- dosłownie, ale nie dla tych, co musieli pchać wózek ze śpiącym maluchem; na szczęście mój mąż jak zawsze spisał się na medal!), pięknymi sklepowymi wystawami pełnymi rękodzieła, oryginalnych pamiątek, drewnianych i ceramicznych bibelocików. Zjedliśmy w ramach obiadu fish and chips i okazało się, że coś jest w tej plotce, która głosi, że jest to jedzenie niezdrowe… Potem lody, cały dzień właściwie folgowaliśmy sobie jak to na wycieczce, a Feliks razem z nami. Mnie i Marcinka to nie ruszyło, o młodszym potomstwie wolę w tym kontekście nie myśleć, a starsze uatrakcyjniło nam pobyt niezbyt pozytywną reakcją swojego przewodu pokarmowego, wskutek czego trzeba było walczyć z nim na dwa fronty, tyle bowiem było dróg, którymi organizm dwulatka postanowił się nagle i bezwarunkowo pozbyć starego oleju i źle pogryzionych frytek. Na szczęście pozbył się i było całkowicie w porządku, natomiast pewne jest to, że następnym razem podarujemy sobie faszerowanie pociechy tą niesamowicie wykwintną potrawą… Ale byście widzieli zapał, z jakim ją pałaszował na dwa widelce! Dobrze, że skończyło się na krótkiej niedyspozycji i w sumie na śmiechu z otłuszczonej mordki.
Czuję się cudownie. Nie męczy mnie ciąża, zmęczenie fizyczne ani psychiczne. Pojawiło się światełko w tunelu i teraz będziemy konsekwentnie za nim podążać. A póki co- siłą umysłu postaram się walczyć z wszelkimi przeciwnościami. W końcu nie każdy ma to szczęście co my- siebie. Chcę od dzisiaj celebrować posiadanie tego skarbu jeszcze bardziej.

2 myśli nt. „Fish and chips

  1. kasia

    Maryś, tylko czasem nie wyjeżdżajcie do Anglii, bo ja bez Was umrę!!!! Jak będzie ciepło, to sobie będziemy razem chodziły na spacerki i na plażę, i też będzie fajnie w tej głupiej Polsce, zobaczysz… :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>