Zmiany, zmiany…

Przechodzę na pół etatu. Od maja będę pracować 4 godz. dziennie. Bardzo się z tego cieszę, bo będę miała więcej czasu dla dziecka, a tego mi strasznie brakowało. Niestety w związku z tym przeprowadzamy się do innego punktu opieki dla Felcia… Łza mi się w oku zakręciła, gdy wypowiadałam dzisiaj umowę. Niestety ten, gdzie zamierzamy posłać Felunia teraz ma nieco korzystniejsze warunki, jeśli chodzi o pięciogodzinny pobyt przez 3 dni w tygodniu – na tyle korzystniejsze, że nie możemy wybrać nic innego. Boję się, bo znowu będzie musiał się gdzieś aklimatyzować. Boję się, chociaż wynagrodzę mu to w końcu będąc z nim, poza tym ten klub jest 10, no może dla dwuletniego smyka 20, minut przez parczek do naszego domu. Nie trzeba będzie męczyć się w tramwaju ani w drodze do niego. W tym punkcie nie ma spania- do 14 rybka będzie musiała jakoś wytrzymać, chociaż z tym akurat nieco lepiej już u niego. Ostatnio z dużą niechęcią kładzie się za dnia, bywa, że w ogóle nie zdradza oznak zmęczenia i nie zasypia.
Zżyłam się z ciociami, Felek zna wszystkie dzieci po imieniu, ma swoje ulubione zabawki, panie przyzwyczajone są do jego wyskoków i nawyków. Teraz czeka nas ponownie proces oswajania się i płakać mi się chce, jak sobie to uzmysłowię. Fakt- Feliks jest już większy i mądrzejszy niż 7 miesięcy temu. Sam je, korzysta z nocnika, gada jak najęty i wie, że dzieci to w sumie nic strasznego. Pewnie trochę popłacze na początku. Ale mama go przecież odbierze…
Przechodzę na pół etatu, będę też w domu zajmować się jakąś dodatkową działalnością. Wczoraj dostałam propozycję dorywczego pisania artykułów na jakąś stronę, nienajgorsza stawka, idę w to. Napisałam już coś tam na próbę, mam nadzieję, że przejdzie. Ogólnie pieniądze nie są tym, w co bezkrytycznie się wpatruję, cieszę się, że odpocznę, zajmę się konstruktywnie maluchem, będę miała czas załatwiać inne sprawy. Może zabiorę się za odkładane z miesiąca na miesiąc realizacje zainteresowań, robienie kolczyków, teatrzyku, czytanie książek. Jestem spokojna i czuję się dobrze.
Pojutrze idę do lekarza. Jeszcze nie byłam u tego, ciekawe czy raczy mi zdradzić tajemnicę wszechświata- kiedy rodzę? A może, na fali wzbudzania jego zaufania, uda mi się wydobyć drugą, niemniej istotną wiadomość- Dawidek czy Emilka? Tak to,widzicie jest. Nie planujecie dziecka, a jak już się pojawia, cały świat lepicie jak plastelinę, żeby jemu było wygodniej, lepiej, ładniej. Gdy myślicie, że już nie da się kochać tak mocno nikogo ani nic, jak wy kochacie waszego gzuba, nagle na świat zstępuje drugi. A czasoprzestrzeń już jest przecież ulepiona dla tamtego i trzeba od nowa kombinować, tym razem tak, by uszczęśliwić dwójkę. Trudne, a jednak… Uszczęśliwianie własnych dzieci to misja, program naprawczy ludzkości, myślę, że się opłaci.

2 myśli nt. „Zmiany, zmiany…

  1. KaskaA

    Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
    Domyślam się, że wyjazd na wyspy się udał i odpoczęliście od spraw przyziemnych? :)
    I mam pytanie, co z ta praca w teatrze miniatura? Pisałaś o teatrzykach, to o to chodzi?
    Fajne zdjęcie brzuszka masz na facebooku (nie, nie mam konta, Szymon założył fikcyjne i trochę Cię podglądałam :) Wrzuć jakieś zdjęcia z Anglii jak masz :)

    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Marysia Autor wpisu

    Pan od teatrzyku wyjechał na razie do Toronto :) A w domu zaczęłam robić postacie do swojego teatrzyku, niestety brak czasu mnie zahamował. Sprawy przyziemne trochę ogarniamy, humor lepszy. A ze zdjęciami ciągle się noszę…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>