Dzidziunia mała

Przedwczoraj po raz pierwszy poczułam figle mojego młodszego potomstwa. Myślę sobie: zaczyna się. Już niedługo będzie machało wszystkimi czterema kończynami, rozpruwało mi wątrobę, strzelało z główki w przeponę i miażdżyło płuca miedzy kolanami. Ponadto należy się spodziewać utrudnień w oddychaniu spowodowanych kopnięciami w górną część klatki piersiowej, cofania się treści żołądkowej wskutek łokci w żołądku a także zwiększenie częstotliwości oddawania moczu wyciskanego kościstą dupką z pęcherza. A potem największa radość świata: rozpoczyna się poród i koniec tej męczarni. Teraz jeszcze te muśnięcia mnie nawet rozczulają, ale niebawem nie będzie do śmiechu! A żeby nie oszaleć zgaduje się, co to tam się kotłuje ponad pępkiem: noga, ręka, główka? I czeka się najniecierpliwszym czekaniem na świecie.
Feliksik od kilku dni zachowuje się dziwnie. Jest niegrzeczny, ma problemy z zasypianiem, chce być ze mną bez przerwy, cały czas wisi na mnie, a gdy idę zrobić sobie herbatę, dostaje histerii. Mało tego. Ostatni raz usypiałam go na rękach i nuciłam kołysankę, gdy miał 10 miesięcy – potem jakoś sam zrezygnował z tych czułości. A teraz- pięknie- pakuje mi się na brzuch z kocykiem w rączkach i skomli błagalnie: ,,Mama śpiewa…”. Na pytanie, o czym mama ma zaśpiewać, słyszę listę życzeń: o kochaniu (,,Ach, śpij kochanie”), o kotku, o mamie, o Rajdku (bohater bajki z Mini Mini), o tacie, o dzieciach… Czasem coś mu się przypomni i muszę śpiewać konkretne piosenki, czasem trzeba improwizować. Bywa, że zawija się w cokolwiek i z rozbrajającym uśmiechem oznajmia: ,,Dzidziunia mała!”, co oznacza, że oto właśnie skończył 5 miesięcy i mam go nosić, tarmosić, kulać, szczebiotać miłosne wyznania do uszka. Dziwne, dzieci z reguły lubią być ,,duże”, a nasz synek na siłę chce udowodnić, jaki jest malutki. Trudno mi uwierzyć, że on tak doskonale rozumie, co go niedługo czeka, ale fakt, zdarza mi się zwrócić mu uwagę, że np. nie ma po mamie skakać, bo zrobi dzidzi ała albo nie ma krzyczeć bo dzidzia w brzuszku będzie płakała. Nie chcę teraz robić nagle z niego starszego brata, póki nim nie jest, ale na prawdę jestem okropnie zmęczona jego zachowaniem… Dziś postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel- spędzamy majówkę w domu moich rodziców, którzy wyjechali w góry – ale odprężająca nie była. Pół godziny totalnego ryku pod drzwiami. Marcin początkowo starał się wymyślić Felciowi jakieś inne zajęcie, wytłumaczyć mu, że mama zaraz przyjdzie. Zrozumiał, bo od tego momentu darł się: ,,Mama zalaz przyńdzie!” a w jego głosie nie brzmiała ulga, bynajmniej. Raczej gorycz, że to zaraz a nie teraz. Wyszłam z kibla roztrzęsiona i musiałam jeszcze uspokajać dziecko jakby właśnie było świadkiem jakiejś strasznej sceny albo ktoś je zbił. Masakra. A, i jeszcze nocnik. Znowu regres. Pytam szkraba, czy chce siusiu. Co na to Feluś? Wrzeszczy: ,,Nieeeeeeeeee!!!!!!!”, kładzie się na ziemi i drętwieje, jakbym go zmuszała do tego sikania. A ja tylko zapytałam. Widząc jego reakcję, spieszę z wyjaśnieniem, że nic się nie stało, jak mu się zachce, to niech zawoła i tyle. Za 5 minut Felek sika w majtki. Staram się zachować buddyjski spokój i mu nie trzasnąć z liścia. ,,Feliksik, nie wolno sikać w majtki! Na nocniczek! Chodź, trzeba ubrać suche, bo masz mokre majtki i spodnie.” Histeria nr 15 z najnowszego repertuaru, czyli kurczowe trzymanie gaci i wrzask: ,,Nieeeee!!! Majtki nieee!”. I ucieka. Bezwład ciała po złapaniu go za rączkę. A ja powtarzam sobie w myślach: ,,bunt dwulatka, minie, przeczekać, zero przemocy, nie denerwować się, bo wyczuje i będzie gorzej”.
Czasami jest przesłodki. Śpiewa, udaje bohaterów z bajek (np. Spajdermena, w jego języku to Pajdebent i uwielbia jeździć na kocu ciągniętym przez tatę) i zwierzątka, wydurnia się, śmieje, przedrzeźnia nas dla żartów, aż nam się humor poprawia. Siedzę sobie wtedy i tylko patrzę na niego, wykorzystując to, że nie chce, bym go goniła, uciekała mu, kopała piłkę, podnosiła coś, co on rzuca, pchała jakieś autko albo wykonywała inną dynamiczną czynność. Trochę chce mi się płakać, mam koszmarne wyrzuty sumienia, że nie mogę się z nim bawić tak jak jeszcze niedawno. Nie mogę, bo nie mogę – mimo dopiero 5 miesiąca ciąży i ogólnie niekiepskiego samopoczucia, ciężko mi się oddycha, szybko się męczę, drętwieją mi mięśnie, miewam zawroty głowy i momenty zasłabnięcia- oczywiście tylko w chwilach ,,wysiłkowych”, więc staram się ich unikać, ale jak?! A wiecznie nie mogę się tłumaczyć z tego, że dzidzię coś tam boli, bo Feliks tę dzidzię w końcu znienawidzi na amen!
Więc zaczyna się litania: mamę bolą rączki, mama jest zmęczona, mamę bolą nóżki, mama musi usiąść na chwilkę, poczytajmy książeczki (gdy on akurat chce grać w piłkę!)… Po którymś z takich tanich chwytów synek płacze a ja czuję się podle, wstaję, biorę piłkę, kopię, podbiegam, schylam się i kółko się zamyka, bo znowu okazuje się, że muszę na chwilkę odpuścić. Nie daj Boże się położyć, bo wtedy to już jest sztylet w serce dla mojego dwulatka. Podchodzi, ciągnie mnie za rękę i woła z troską: ,,Mama wstaje! Tseba pomóc mamie!” Dziękuję synku, że się tak o mamę martwisz i chcesz jej pomóc wstać. Najbardziej byś mi pomógł, jakbyś poszedł sam na godzinę i zajął się sobą w innym pokoju. Albo lepiej nie. Dzisiaj, o dziwo, gdy zrobiło mi się na prawdę słabo, powiedziałam miękko do chłopczyka: ,,Rybka, mama położy się na chwilkę, bo jest bardzo zmęczona, a ty się tutaj troszkę sam pobawisz, dobrze?” Chłopczyk: ,,Tak.” Światło w tunelu, więc nurkuję pod kołdrą i od razu zasypiam. Ocknęłam się, bo usłyszałam włączony telewizor na pierwszym piętrze (rodzice mają spory domek)- leci baja. Myślę sobie przez sen: jest u góry, nie zasypiaj, nie zasypiaj, bo jak będzie schodził to może spaść, idź do niego, idź do niego, idź… I tak powtarzałam sobie to polecenie póki ponownie nie zasnęłam. Budzi mnie rozdzierający płacz. Pędzę, wskakuję do góry, każdy skok to 4 schody, dziecka po drodze nie ma, więc nie spadło, dopadam do pokoju- nie ma go, gnam do łazienki, a tu Feluś do góry nogami tkwi w pustej wannie i nie może się wydostać. No tak, zainteresował go odpływ wody, chciał pogrzebać, przechylił się i już. Nic się nie stało, ale możecie być pewni- już spać z powrotem nie poszłam.
Problemem nie jest to, że Marcinek nie chce się zajmować dzieckiem, ale to, że ja muszę to robić, ponieważ gdy zniknę mu z oczu na 15 sekund, ryczy, kładzie się na ziemi, a z objęć taty wyrywa się i wije jak piskorz, oczywiście wydając z siebie dźwięki, o które można by posądzić chyba tylko człowieka obdzieranego żywcem ze skóry. Jest tak od całkiem niedawna, ale już zdążyłam się załamać. Co będzie, gdy urodzę? Przecież jak bym się nie starała, ileś tam razy w ciągu doby będę musiała chociażby tego noworodka nakarmić. Dziś Marcinek, widząc, że czuję się psychicznie zdołowana, przytulił mnie i działo się to na oczach Felka. Co maluch uczynił? Ano, począł mnie szarpać, włazić między nami, wymieniać wszystkie zabawy świata, w jakich mam teraz uczestniczyć, ciągnąć mnie za rękę, odpychać Marcinka ode mnie, a wszystko z takim ładunkiem emocjonalnym, że myślałam, iż to małe ciałko zaraz eksploduje. Zrobiło mi się go żal- nie dlatego, że ,,mama go zostawiła” tylko zrozumiałam, jak potworna ilość uczuć szarpie to dwuletnie serduszko a przecież dwuletnia psychika kompletnie sobie z tym nie radzi. Co robić, co robić? Nawet teraz, gdy już dawno ochłonęłam, mam łzy w oczach, gdy o tym piszę. Podwójne macierzyństwo przerasta mnie już teraz, gdy jestem w ciąży, a co będzie, gdy urodzę? Ratunku…

3 myśli nt. „Dzidziunia mała

  1. emil

    Wow! cos mniej wiecej o tym wiem bo mamy tu taka mala dwulatke co to przechodzila i dalej przechodzi taki stan,wiec wspolczuje serdecznie i tak sobie mysle przyszlosciowo ze mnie tez to czeka ale sie niemartwie bo to za dwa lata i jakby co to z liscia i do piwnicy (;
    Trzymaj sie Maryja matko polska.
    pozdrawiamy

    Odpowiedz
  2. kasia

    Maryś, pamiętaj, że jak się nowa Rybka urodzi, to „Dzidziunia Mała” będzie już o jedną czwartą swojego dotychczasowego życia starszy – to zobowiązuje ;D

    Odpowiedz
  3. mamanapuszczy--1

    Nie przypadkiem niemowlaki mają estetykę, która wszystkich binladenów świata zamienia w mómle…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>