Emilka

Urodzi nam się córcia- prawie na pewno! Więc już oszaleliśmy na jej punkcie. Już planuję, na jak wspaniałą i samodzielną kobietę ją wychowam, jak będę jej wpajać ideały (!!) feminizmu, wprowadzać w zagmatwany świat seksualności, kobiecości, miłości. Nie będę kupowała różowych rzeczy, no chyba, że w wieku kilku lat sama będzie się tego domagała. Z bratem będzie musiała sobie radzić- nie będę jej bronić w każdym wypadku, bo musi się bidulka nauczyć, że jako dziewczynka, potem dziewczyna, a następnie kobieta może polegać tylko i wyłącznie na sobie. Nie będzie to proste, ciężko w naszym społeczeństwie wziąć takie wzorce skądkolwiek. Nadal uwielbiamy stwierdzenie, że dziewczynki powinny być grzeczne, spokojne, że dziewczynkom coś tam nie przystoi, mają ładnie wyglądać i odmawiać paciorek, a w międzyczasie bawić się w sprzątanie, gotowanie i przewijanie lalek. Kupię lalę, gdy córcia mnie o to poprosi, kupię jej komplet garnuszków i miotełkę, gdy tylko świadomie powie: ,,Mamusia, to chcę”. Ale uważam za perfidne programowania w ten sposób malucha od pierwszych godzin życia: różowe pościelki, różowe ściany, różowe śpioszki, sukienki, butki, skarpetki, płaszczyki, czapeczki i szaliczki, a do tego koniki pony, laleczki, pieseczki, wszystko świecące, słodkie, bez charakteru, a więc zaczerpnięte ze świata skrajnie innego, niż ten, w którym przecież i tak przyjdzie kiedyś naszej Emilce żyć. Chcę, żeby córeczka była wychowywana identycznie, jak synuś: a więc żeby miała wybór i w każdej sekundzie swojego życia mogła liczyć na bezapelacyjną akceptację. Nie tępą ochronę przed wszelkim złem, które przecież tak często okazuje się tylko pokrzywą, większym chłopcem w piaskownicy, rączkami brudnymi od czekolady, czy wrednym kęsem obiadku, co nie chce nałożyć się na łyżkę! Uważam, że nauka samodzielności, a przez to podarowanie najpiękniejszego skarbu- wiary w siebie to najlepszy posag, jaki rodzice mogą przekazać dziecku i to na całe życie.
A moje starsze, ale wciąż malutkie, było dzisiaj na bilansie dwulatka. Czułam się dziwnie, gdy pani pielęgniarka, wypełniając formularz, pytała: czy dziecko składa dwa wyrazy? Czy dziecko potrafi pokazać 2 części ciała? Czy próbuje samo jeść? Trochę mnie to zażenowało. Odpowiadałam twierdząco skinieniami głowy- przecież nie zacznę machać rękami krzycząc, że mój Feliksik buduje zdania z 10 wyrazów, zaczął próbować jeść sam mając roczek i bodajże 2 miesiące, a teraz szufluje aż miło bez większych wpadek (no chyba, że mu nie smakuje, ale to inna historia…), a jeśli chodzi o części ciała, to zna i pokazuje co najmniej 20. Doszło do tego, że nawet się nieco w duchu ucieszyłam, gdy począł histeryzować podczas mierzenia- coś mu nie pasowało i się przestraszył, a ja pomyślałam: jednak to normalne dziecko. Takie formularze to bezsens do potęgi. Pozwalają rodzicom na porównywanie dzieci ze sobą, czego jestem stanowczą przeciwniczką, ale z drugiej strony jestem też mamą i pękam z dumy gdy mój smyk popisuje się znajomością już którejś tam piosenki… Takie to jest trudne i fascynujące zarazem- wychowywać, obserwować, uczyć, podziwiać efekty. Bez absurdalnego podnoszenia poprzeczki, bez żadnych poprzeczek w ogóle, w bezgranicznym zaufaniu do naturalnego rytmu i upodobań małego człowieka.
Mały, ale nie do końca- Feliś waży już 13,8 kg i mierzy 92 cm, co czyni go jednym z większych dwuletnich chłopców w naszym kraju… Poza leciutkim płaskostopiem, które powinno się samo niebawem zneutralizować, wszystko w idealnym porządku- zdrowy, silny byk. Przykładowy starszy brat. Moje ukochane słoneczko.
Dziś widzieliśmy naszą młodszą kruszynkę razem, Marcinek urwał się na troszkę z pracy, żeby być ze mną i przeżyć TO- bo oglądanie na monitorze obrazu swojego dziecka, które jest w brzuszku, to emocje, których nie da się opisać, trzeba przeżyć, przemyśleć, rozsmakować się w nich. Bardzo wyraźnie córcia pomachała nam rączką i posłała buziaka :) – otwierała i zamykała mordkę jak mała rybka. Feluś w tym czasie spokojnie sobie spał we wózeczku w gabinecie lekarskim. My natomiast, razem, ale każde z osobna przeżywaliśmy nasz prywatny cud.
Wieczorem odwiedzili nas na chwilkę rodzice małego Wincentego, o których już nieraz wspominałam. Kasia przywiozła mi całą torbę ciążowych ubrań. A Wiciu jest przepiękny! I ma prawdziwą, czarną, kędzierzawą czuprynę. Feluś był w tym wieku rozkosznym łysolkiem, więc te włoski nas na maksa rozczuliły. I przypomnieliśmy sobie, jak to jest, gdy dziecko jest tak niewiarygodnie maleńkie. Ale to już temat na inny rozdział, zresztą ten, który w naszym życiu znowu niebawem się zacznie!

2 myśli nt. „Emilka

  1. ewelina

    Gratulacje! I nie martw się za bardzo o los córeczki w związku z bratem. Będzie jej największym przyjacielem i wzorem (zdarzyć się może, że nie posłucha Was, ale jego tak, u nas tak jest często) choć pewnie będą się tłuc a kłaki będą fruwać. Nevena wszystkiego, co potrafi, nauczyła się od brata, obserwując go, powtarzając wszystko co robi – była m.in. faza próbowania sikania na stojąco (oczywiście brat jest tym trochę sfrustrowany, ale życie osładza mu namawianie siostry do robienia rozmaitych głupot). Z jednej strony nie potrafią z sobą wytrzymać, ale żyć bez siebie nie mogą. A w kwestii zabawek – zawsze najbardziej pożądana jest ta, którą brat/siostra akurat zaczął/ęła się bawić… choćby to był papierowy samolot…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>