Puste szafki

Przeprowadzamy się, już większość naszych gratów pojechało do Rumi, reszta popakowana, do końca maja wynosimy się stąd, potem jeszcze jakieś sprzątanie, prace konserwatorskie, ale to już mnie w mniejszym stopniu dotyczy. Feliksik zachowuje się jakby nic się nie działo. Jakby brak mebli i mnogość chaotycznie poustawianych worków i kartonów była czymś zupełnie oczywistym. Nie zdziwiło go także to, że swoje komódki i kanapę widział ostatnio w totalnie zawalonym domku babci Małgosi, której tam nie było- bardziej interesowały go schodki do ogródka oraz hit- dziecięca koneweczka, którą mógł sobie do woli podlewać dmuchawce. Dziwię się, że po nim to wszystko spływa, ale z drugiej strony cieszę się, że chociaż on dodatkowo nie musi się denerwować. Zgrzeczniał nawet trochę ostatnio, znacznie poprawił mu się apetyt, i to na obiady a nie słodycze, co już w ogóle me serce raduje niepomiernie. Od wielu dni w domku ani na dwórku nie posikał się w majtki, nawet podczas dziennej drzemki, chociaż oczywiście noce spędza jeszcze w pampersach. Byłabym wdzięczna, gdyby mi ktoś dał pomysł, jak sprawić, by wytrzymał od wieczora do rana, ale ciśnienia nie ma. Mogę powiedzieć, że oprócz wstawania około 6 rano, Feliś nie czyni nic co by nas jakoś szczególnie wytrącało z równowagi. Zdarzy mu się oczywiście ukraść szynkę z taty kanapki albo zbić jakiś słoik czy zemdleć w tramwaju, ale wszystko w granicach przetrwania – naszego oczywiście, a właściwie mojego, bo odkąd nie pracuję, miód macierzyństwa sączę przez większość doby, za towarzystwo (oczywiście mało rozumiejące, bo towarzystwo opija się jedynie koktajlami dzieciństwa) mając jedynie dwuletniego cwaniaka oraz rybkę w otchłani mojego brzuszka i moich galopujących myśli.
Byłam wczoraj na spotkaniu z moim bratem – w interesach. Będę pisała scenariusz do gry komputerowej, długa historia, mój brat ma firmę, która realizuje takie właśnie szalone zlecenia. I świetnie na tym wychodzi, więc zaczynam dopuszczać do siebie cień myśli, że może jeszcze kiedyś zarobię jakieś pieniądze. O pójściu do pracy póki co nie marzę. Dotarło do mnie, że z pracy w portalu zrezygnowałam w ostatnim sensownym momencie- kiedy jeszcze względnie się czułam, tzn. bez zadyszki mogłam dojść na kolejkę, przesiedzieć 8 godz. w biurze i żywa wrócić do domu. Teraz uderza mnie to, z jaką łatwością się męczę, niemniej jednak stałam się mistrzynią w oszczędzaniu sił- zawsze muszę mieć bowiem jakieś w zanadrzu, na wypadek zrobienia bam przez pędzącego Felcia albo nieoczekiwanej konieczności zakupienia chleba, mleka, pietruszki, sera i jogurtu naraz w momencie nieobecności Marcina. Z dnia na dzień czuję jednak Lilkę coraz bardziej i to nie tylko w tym sensie, że muszę latać do kibla co 10 minut, bo siedzi mi na pęcherzu- będę miała córcię!!! Panna Lilianna już niebawem uzupełni naszą rodzinę o swoje niezbędne jestestwo.
Niedawno, wychodząc z Rossmanna, wzięłam jak zwykle tę ichnią darmową gazetkę, nie z promocjami, a taką do poczytania- są tam zawsze liczne porady z różnych dziedzin życia, jakieś wywiady, przepisy, do przejrzenia nad piaskownicą (o ile akurat synuś nie wpadnie na pomysł zasypywania mamie gazety piaskiem, bo to przecież rewelacyjna zabawa) w sam raz. Pierwszy raz w życiu coś mnie tak wciągnęło w gazecie, w dodatku darmowej- cały dłuuuugi artykuł, jak wychowywać dzieci, gdy ma się jednocześnie dziewczynkę i chłopca, w kontekście zachodzących zmian społecznych, równouprawnienie i te sprawy. Okazało się, że nie miałam pojęcia o wielu rzeczach. Np. nie przyszło mi do głowy, że należy w konflikcie synka z córcią zawsze brać stronę tej drugiej, by czuła kobiecą solidarność i wsparcie. Myślałam, że lepiej zostawiać wszystkie kłótnie i to olewać, ale artykuł otworzył mi oczy: przecież córcia nie dość, że będzie młodsza, to z racji swojej płci i jej miejsca w naszej kulturze (wciąż! mimo wszystko) i tak stoi na przegranej pozycji. Uświadomiłam sobie, że Lilianny jeszcze nie ma, a ja już bezwiednie faworyzuję Feliksa, jak to czyni większość matek na świecie- nawet same o tym nie wiedząc lepiej traktują synów, jeśli mają także córki. To tylko przykłady, znalazłam tam więcej przydatnych informacji, jeśli będziecie się wybierać po błyszczyk czy maszynkę do golenia, to serdecznie polecam zawinąć czytadełko. Trochę mnie przeraziło, ile pracy przede mną- głównie pracy nad sobą i zakorzenionymi w mojej głowie stereotypami. To nie tylko kwestia różowych rajstopek, trzeba będzie dotknąć sedna sprawy- co zrobić, żeby wychować kobietę pewną siebie? Bez żadnych kompleksów wobec mężczyzn, a jednocześnie zdolną do stworzenia udanego związku? Jak widzicie, zamiast spokojnie przeglądać na jutubie filmiki z bobasami, przejmuję się bolączkami całego świata. No cóż, nie potrafię inaczej, bo w moich dzieciach widzę- owszem- różowe pulchne aniołki, ale przede wszystkim żyję ze świadomością, że staną się kiedyś dorosłymi ludźmi- a wszystko, co przekażemy im z Marcinem my- rodzice, będzie rzutowało na to, jakimi są tymi dorosłymi ludźmi, jak traktować będą innych i … siebie samych. Brzmi to wszystko patetycznie, ale w tym wypadku wiąże się całkowicie z absolutnie normalnym życiem. Niestety, a może na szczęście??

5 myśli nt. „Puste szafki

  1. ewelina

    Nie czytałam tego artykułu, ale moim zdaniem to jest bez sensu, przynajmniej w pierwszych latach. Na boga, to są małe dzieci, ich świadomość płci jest znikoma (wiem, że było milion badań i że małe dziewczynki lepiej ubierają lalke a mali chłopcy buduja domki), natomiast faworyzowanie, czy też branie strony jednego może przynieść gorszy skutek, jakąś niezdrową rywalizację i inne takie. Polecam książkę „Rodzeństwo bez rywalizacji”, dla mnie biblia wychowania brata i siostry.
    W kwestii nocnego sikania Felka: procedura nudna, żmudna, ale w końcu daje efekty. Przed samym spaniem wysikać i już nic do picia. Najpierw trzeba odkryć w jakich godzinach dziecko sika w nocy, czyli położyć bez pampka (jak się posikane budzi to super, bo od razu wiadomo, w innym wypadku, trzeba jedną noc pilnować – u nas była 23 i 4 rano:)). I wtedy nastawiać budzik na te godziny i wysikiwać, najpierw na śpiocha, po tygodniu trochę przebudzać, żeby było świadome sikania. Po jakimś czasie odpuścić jedno wysikiwanie (to o świcie), a po paru tygodniach to późnowieczorne. Posikiwać od czasu do czasu i tak będzie i na to nie ma rady.
    Obecnie przechodzę nocne wysikiwanie Niuty 2 razy, ale widze już, że nad ranem mogę odpuszczać. Z Rumi do Wejrowa niedaleko, a cudny park z placem zabaw (jak w Reaganie), więc zapraszam!

    Odpowiedz
  2. Marysia Autor wpisu

    Dziękuję za wszystkie porady bardziej doświadczonej;) Muszę kupić tę książkę,bo na prawdę się martwię. A z sikaniem trochę wstawanie mnie przeraża, ale jak tylko się przeprowadzimy, zacznę trening. Pozdrawiam, jak się ukokosimy w tej Rumi to Was odwiedzimy z Felonkiem!

    Odpowiedz
  3. mamanapuszczy--1

    Planuj, planuj, i tak Ktoś za Tobą nosi kule…Jak wiesz, nie nosiłaś różowych rajstopek, lalkami bawkałaś się epizodycznie, za to dżdżownicami, pafófófami, guzikami – często…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>