Znalezisko

Wielki dzień- mój syn znalazł dziś na placu zabaw światełko odblaskowe do roweru. Po krótkich oględzinach i uzyskaniu od mamy odpowiedzi na pytanie ,,co to jest?” uznał, że znalezisko zasługuje na większą atencję, ale… potem. Wylądowało zatem w kieszonce. Mój mały Feluś przeszedł dziś poważną inicjację, oto zaczyna się tak typowo chłopięco- brojarskie ładowanie wszystkiego do kieszeni. Jego tacie nie przeszło to do dzisiaj, zatem byłam podwójnie rozczulona. Ach, ci mężczyźni! Wydaje się, że można sobie bez nich świetnie poradzić, tymczasem pojawiają się w życiu zbuntowanej, zafascynowanej gender studies studentki dwaj tacy, dla których gotowa byłaby skoczyć w ogień, a fakt, że pakują sobie do obejrzenia na później jakieś pierdoły do kieszeni, sprawia, że z trudem powstrzymuje płacz wzruszenia w miejscu publicznym. Jestem na nich przeokropnie wrażliwa- dobrze, że będę miała córeczkę, bo siły się nieco rozłożą…
Marcinek dostał pracę (legalną, nareszcie!), wykupił dodatkowe ubezpieczenie, fundnął sobie drugą koszulę (no to ma już dwie- super!- a w tej pracy akurat tylko eleganckie ciuchy wchodzą w grę), Lilka się rozpycha, Feliksik trochę nerwowo reaguje na zmianę pogody, ale teraz już od ponad 2,5 godz. śpi, więc nie muszę z nim walczyć, zrobiłam pizzę i szykuję się psychicznie do tego, że czeka mnie dzisiaj ostatnia noc w tym mieszkaniu.Jutro na 4 dni jadę z Felciem do moich rodziców, Marcinek będzie tutaj wszystko doprowadzał do porządku. Zamówiłam dla synka sofkę do spania z nadrukowanym strażakiem, opowiedziałam maluchowi, że będzie miał nowe łóżeczko i długo potem się tym podniecał. On kompletnie nie czai, że to już nie będzie nasz domek, ale liczę na jego zdolności ubikwistyczne- w swoim krótkim życiu spał już w tylu miejscach, miał już do czynienia z tak ogromną ilością łóżeczek, przestrzeni, krzesełek i ludzi, że raczej nie powinno być większego problemu. A my- no cóż- trochę nam dziwnie, a na pewno mnie. Tutaj jednak przeżyliśmy wiele cudownych chwil. Wprowadziliśmy się, gdy byłam w 8 miesiącu ciąży, ledwie się poruszałam, ale starałam jak najaktywniej uczestniczyć w przeprowadzce. Odwiedzaliśmy z Marcinkiem markety budowlane, wybieraliśmy kolory, urządzaliśmy, biorąc pod uwagę naszą miłość do wszelkich jaskrawości, do bibelotów z całego świata, pamiątek, zdjęć. W tym obszarze Gdańska mamy mnóstwo przyjaciół i znajomych, niemal codziennie ktoś nas odwiedzał albo zapraszał do siebie, umawialiśmy się na spacery, ogniska, jakieś wypady. Będzie mi tego bardzo brakowało, ale nie rozpaczam, myślę, że czas po prostu rozpocząć pewien nowy etap w życiu. Przeprowadzamy się, a ja znowu jestem w ciąży, znowu oszalejemy ze szczęścia, gdy w końcu przywitamy się z naszą kruszynką, a ona nie będzie wiedziała, że kiedykolwiek było coś innego. Będzie miała swoje łóżeczko i bujaczek, swój wózeczek, zabawki, fotelik do szuflowania zup i kaszek, ponadto kochających rodziców i starszego brata, a te akurat elementy na pewno nigdy nie ulegną zmianie.
A więc tak to już jest. Dziś najprawdopodobniej Feluś ostatni raz zjechał ze swojej ukochanej zakręconej zjeżdżalni, bo takich nigdzie nie ma, jak tylko w (już nie) naszym nadmorskim parku. Jednak zaczynamy nowy rozdział i mimo wszystko idziemy raźno do przodu. Do zobaczenia na grillu w ogródku przed domem :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>