Desert

Odcinanie pępowiny- podejście numer któryś

Tak się składa, że jutro muszę coś załatwić daleko stąd i zajmie mi to kilka godzin. Natomiast pojutrze jadę na wizytę do lekarza, a że już nie mieszkam tam, gdzie mieszkałam, i to wiąże się z eskapadą (nie chcę na tym etapie znowu zmieniać lekarza). Moi rodzice są za górami, za lasami, więc nie za bardzo jest jak pozbyć się Felcia na ich rzecz. Stanęłam w punkcie, w którym można usiąść i użalać się nad sobą albo podjąć jakąś decyzję. A nie jest to łatwe, bowiem ostatnimi czasy Felek przywarł do mnie tak ciasno, że ciężko mi nabrać powietrza. Gdy chodził do żłobka, jakoś to wyglądało, teraz chyba nadrabia stracony czas, czego efektem jest sytuacja, w której nie mogę nawet spokojnie wziąć prysznica ani pójść do sąsiadki na truskawki (oczywiście z synkiem), bo jest dramat- poświęcam uwagę komuś/ czemuś innemu niż ON, pan i władca mojego całego jestestwa. Do czego zmierzam? Zarówno jutro, jak i następnego dnia podrzucam Feliksa siostrze Marcina (mamie Maksia), chociaż serce mnie boli na myśl o tym, co ta biedna kobieta będzie musiała przejść. Ostatnio mamy do siebie blisko, co chwalę sobie niezmiernie. Niestety próby ucywilizowania Felcia, prowadzonego na rytualne zabawy z nieco starszym kuzynkiem, na razie nie powodzą się. Felek trzyma się maminej nogi albo siedzi na kolankach, piszcząc, że chce do domku, a Maks pyta cioci z zawiedzionym spojrzeniem: ,,Dlaczego Felek nie chce się ze mną kąpać w baseniku?” Dobre pytanie skarbie, też się nad tym zastanawiam i powiem szczerze, że trudno mi coś rzec na ten temat, ale niestety podejrzewam, iż to moja wina. Za bardzo chyba jestem dla Felka. Przez to on nie może nabrać tego rozkosznego dziecięcego przeświadczenia, że starzy są nudni a dzieci fajne. Cóż, jeśli mama cały dzień bawi się z nim klockami, brodzi w fontannie miejskiej i robi babki w piaskownicy, to po co mu dzieci? Dotarło do mnie, że inne matki siedzą na ławce, a dzieciaki dokazują razem, nawet jeśli się nie znają. Tylko u nas inaczej! I chciałabym to zmienić.
Po weekendzie idę na spotkanie informacyjne dla młodych mam, dotyczyć będzie ono różnych form pomocy, jakie Unia Europejska oferuje kobietom pragnącym powrócić na rynek pracy po porodzie. Trudno co prawda mówić o powrocie w moim przypadku, gdyż na wyżej wspomnianym rynku jeszcze nie byłam (a tym bardziej nie zamierzam tam na razie wracać…), aczkolwiek chyba warto w takich akcjach uczestniczyć, szczególnie, gdy nie trzeba za to płacić. Jest jeszcze jeden argument ,,za”- organizatorzy zapewniają opiekę dla dzieci powyżej 1,5 roczku, czyli Feliks się łapie. Znowu będzie musiał zostać bez mamy, za to z dziećmi- i przeżyć. I tak krok po kroku może do jego osiemnastki uda mi się odciąć mentalną pępowinę, jaka nas łączy. O ile niektórym matkom to pasuje, a wręcz na próby usamodzielnienia się dziecka reagują różnymi postaciami niechęci, to ja jestem tym ponadprzeciętnym przywiązaniem syna do mnie zmęczona i wkurzona. Liczę, że Lilka też trochę pozytywnie namiesza w tym aspekcie naszego życia rodzinnego. A teraz się kładę, bo zaraz się potwór obudzi i znowu będę musiała się tłumaczyć z każdego pójścia do kibla. No to cześć!

2 myśli nt. „Odcinanie pępowiny- podejście numer któryś

  1. mamanapuszczy--1

    jest po prostu dzieckiem swojej mamy, a nieznośna lekkość bytu bezeń, zaważy tonę prędzej niż się spodziewasz…

    Odpowiedz
  2. Marysia Autor wpisu

    Kupię najdroższego szampana w dniu, w którym wybierze świadomie coś innego niż wiszenie na mnie jako bardziej atrakcyjne zajęcie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>