Spacerowe objawienie

Marcinek coś ostatnio wspominał o nowym, pięknym placu zabaw koło kościoła, gdzie właściwie nie chodziliśmy dotąd, gdyż miejsce to kojarzyło mi się głównie z drogą na skróty do największego w okolicy hipermarketu. Ale dzisiaj postanowiłam zbadać grunt, tym bardziej, że ranek należał do ciężkich (wczoraj Felek był taki grzeczny, że dziś musiał to sobie odbić…) i potrzebowałam trochę oddechu. Pomyślałam, że spacerek w nowe miejsce rozładuje niepotrzebne złe emocje i jak to często bywa- nie pomyliłam się :)

Ach, co to był za plac zabaw! Nowiutki, aż błyszczący, kolorowy, rozlokowany na niewielkim terenie pokrytym bielutkim, czystym, sypkim, a jednocześnie podatnym na robienie bab piaseczkiem (pies wie, skąd oni go tam wytrzasnęli, bo nie wyglądał na morski, a przynajmniej nie na taki morski, z jakim mieliśmy dotąd w Gdańsku do czynienia). W bezpośrednim sąsiedztwie placu zorganizowana była tzw. ,,hopka”- sztucznie usypana, spora górka, z której amatorzy mocnych wrażeń mogą sobie zjeżdżać rowerami. Felka oszołomiło, jak to wszystko zobaczył. Mnie też, gdy zorientowałam się, jak diametralnie zmieniło się jego podejście do życia w ciągu minuty. Spędziliśmy tam 3 godziny, w trakcie których Feluś korzystał ze sprzętów, zjeżdżał, huśtał się, grzebał namiętnie w piasku (wierzcie mi, takiego piasku to żadne z nas wcześniej nie widziało- tu na prawdę aż się chciało te babki klepać i kopać łopatą, co nawet ja czyniłam, nie z musu a dla przyjemności!), odkrył też uroki hopki. Wspinał się na nią w najbardziej hardkorowych miejscach i potem w niemniej dziwacznych (np. torując sobie drogę przez chaszcze wyższe od niego) kulał się w dół, ślizgał się też na brzuszku albo dupce. Chyba nie muszę pisać, jak potem wyglądał, zważywszy na fakt, iż ziemia, z której górka powstała, nie miała nic wspólnego z gloryfikowanym przeze mnie piaskiem. Była gęsta, sypka, lepka i ciemnobrunatna- coś, jak moje dziecko po serii zjazdów.

Ta część Rumi to właściwie wieś. Dzieci, jakie tam zaglądały, nie przypominały czyścioszków w markowych ubrankach podrygujących nieśmiało pod opieką nianiek, z jakimi zwykle ma się do czynienia w centrach miast. Moją uwagę zwróciło trzech chłopców w wieku 8-10 lat, którzy przyszli pojeździć na deskorolce. Jednemu z nich towarzyszyła dwuletnia siostrzyczka, ruda jak marchewka, roześmiana od ucha do ucha, zaczepiająca dzieci i dorosłych, a przy tym wyglądająca jak nieboskie stworzenie, bo rozkosznie umorusana. Już dawno nie widziałam dzieci opiekujących się młodszym rodzeństwem, a widok ten był oczywisty na wsi, na której spędziłam większość życia. Dziewczynka radziła sobie świetnie. Brat pomagał jej co jakiś czas, popatrywał, czy nie ładuje się w tarapaty, w razie czego podbiegał, by ratować. Mimo to widać było, że malutka jest bardzo ufna wobec świata i samodzielna. Wykazywała ochotę zabawy z moim synkiem, czemu przyglądałam się z zainteresowaniem. I tu niespodzianka- Felkowi chyba ta okrągła pomarańczka się podobała, bo raczył z nią robić ,,akuku” pod zjeżdżalnią i nawet podzielił się akcesoriami do robienia bab! Gdy oddała mu sitko, wziął, mówiąc ,,dzięki”… Czasami mimo zmęczenia, mimo wszystkiego, co raczej zniechęca do ubawu, patrząc na smyki, po prostu parskam szczerym śmiechem. W momentach takich, jak ten dzisiejszy, na placu zabaw, przypomina mi się moje cudowne dzieciństwo. Wśród zielska, zapchlonych zwierzaków, śmieci, chlewów przerobionych na ,,kluby”, a przede wszystkich- przelicznych innych dzieciaków, czułam się częścią wszechświata i było mi dobrze. Przeprowadzka (miałam 17 lat), potem studia, w końcu życie w dużym mieście uświadomiły mi, w jaki sposób na pewno nie chcę wychowywać mojego potomstwa, chociaż jeszcze go nie miałam. Teraz mam, a widok tarzającego się w ziemi dwulatka, bandy maluchów hulających pod kuratelą starszego rodzeństwa, czy możliwość siedzenia na kępce komosy i wygodnego rdestu, sprawia, że rośnie mi serce.

4 myśli nt. „Spacerowe objawienie

  1. Dorota

    Bo Feliś wie, że rudę są fajne ;) Marysiu ponamawiam Łukasza i może w piątek popołudniu wpadlibyśmy do Was na kawkę bądź soczek :> Rano w sobote jedziemy na wesele więc w piątek będziemy w Rumi. Fajnie byłoby się wreszcie spotkać.

    Odpowiedz
  2. Paulina

    Witam :)
    Od jakiegoś czasu śledzę Twojego/Waszego bloga. Zacznę od pogratulowania Wam, prowadzenia tak fajnego życia, nie uginania się pod presją społeczeństwa i życia według własnych zasad! Pamiętam Cię z gimnazjum, ja byłam w klasie o dwa lata niżej. Czytałam,że mieszkasz od niedawna w Rumi i jeszcze dobrze jej nie poznałaś, służę Wam pomocą. W Rumi mieszkałam od 2004r(obecnie mieszkam na Filipinach), więc znam ją jak własną kieszeń,gdybyś potrzebowała coś znaleźć, załatwić, dowiedzieć się czegoś to pisz śmiało, na pewno pomogę.

    Pozdrawiam,
    Paulina Krzemińska

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>