Tata pocyta cionzeckę!

Wreszcie! Mimo późnej pory Felek nie śpi tylko w naszej ,,bawialni” spędza czas z tatą- na własne życzenie. Gdy słyszę ich radosne rozmowy, rośnie mi serce. Felek nie wisi na mnie, tylko dyskutuje z tatą na temat treści książeczki o figurach geometrycznych i kolorach, którą sam mu tam zaniósł z poleceniem, jakże rozkosznie brzmiącym w moich uszach: ,,Tata pocyta cionzeckę!”… Jestem w drugim pokoju i chwile te są dla mnie prawdziwym błogosławieństwem. I pomyśleć, że te radykalne zmiany nadeszły zupełnie naturalnie, po zaledwie 2 dniach, kiedy tata był, zajmował się, zabrał do lasu, pogadał, powygłupiał się z synkiem.

Dzisiejszy dzień ogólnie był lekki, jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem. Na noc był u nas Maksio, mama odebrała go ok. godz. 15. Do tego czasu po domu i ogródku buszowały dwa szkraby. Nie wchodziły mi na głowę, gdyż zbyt były zajęte zabawą ,,ze sobą”, a raczej obok siebie, ale już wyraźnie widać postępy, jeśli chodzi o społeczne zachowania mojego synka. Chłopcy bardzo różnią się od siebie pod względem charakterów, a może tylko tutaj, nie na ,,neutralnym gruncie” tak mi się wydawało. W każdym razie Felek czuje znacznie mniejszy respekt przed dorosłymi i w ogóle czymkolwiek. Raczej jak chce coś robić, to robi, natomiast Maksio pyta o pozwolenie, co zdecydowanie ułatwia współpracę. Zgadza się także na odgórnie ustalone przez dorosłych plany. Spędzanie czasu z takim dzieckiem to radość i spokój. W domu pewnie też ma swoje ,,nyki”, ale tutaj dosłownie jakby go nie było. Żadnych stresów (no dobra: nie był zbyt chętny, jeśli chodzi o jedzenie, ale nasze upodobania kulinarne też mogą nie wszystkim odpowiadać).  Ale ja już przestałam walczyć z Feliksikiem o to, by móc o nim powiedzieć to samo. Po prostu postanowiłam z pełną świadomością koniecznej odpowiedzialności za prawdopodobne konsekwencje, zaakceptować jego inność, która jest też w pewnej części efektem naszych dotychczasowych działań wychowawczych. Nie będę go hamować, po co wywoływać frustracje i brak pewności siebie. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to jak usprawiedliwianie swojego lenistwa i że niektórzy sądzą, iż to kiedyś się zemści. Wiem, że takie podejście wielu osobom kojarzy się z ,,pozwalaniem na wszystko” i serdecznie tym osobom współczuję. Ale mam to tak na prawdę, szczerze mówiąc gdzieś… Pamiętam z dzieciństwa i nastoletniego życia, że bardzo chciałam być grzeczna. Miałam kompleksy wobec koleżanek, które mama stawiała mi za przykład i wiecznie czyniłam postanowienia, że coś tam robię ostatni raz! Oczywiście nic z tego nie wychodziło, co napędzało poczucie winy i niespełniania jakichś tam oczekiwań. Mimo to nie mogłam się przemóc, by być ,,grzeczną” w ogólnym rozumieniu tego słowa, zawsze usprawiedliwiałam się jakąś misją, którą niby miałam wypełnić… Gdy słucham czasem opowieści mojego męża z ,,młodych lat”, widzę że miał to samo. Dlatego śmiem sądzić, że Feliksik odziedziczył po nas, jakby to określić, predyspozycje do niesubordynacji.  Swój wychowawczy wysiłek spróbuję zatem włożyć raczej w jak najpełniejsze rozumienie naszego syna i wspieranie go w rozwoju indywidualności, aniżeli w bezpłodną walkę. Myślę, że to banalne, ale rozwiązaniem jest bezwarunkowa akceptacja i miłość. A wiecie co? Na razie to w sumie jestem bardzo zadowolona z efektów naszych metod.

2 myśli nt. „Tata pocyta cionzeckę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>