Ile ci jeszcze zostało, bidulko?

Tytuł tego wpisu to pytanie, które ostatnimi dniami słyszę nader często. Szczególnie w sklepach, kiedy panie ekspedientki rozczulone są moimi zabiegami mającymi na celu powstrzymanie Felcia od robienia niekontrolowanych, samodzielnych zakupów oraz konsumowania ich na miejscu. Rada bym była sama znać odpowiedź, bo autentycznie zaczęło mi robić różnicę, czy urodzę bardziej 8, czy bardziej 26 września… Dzisiaj po raz pierwszy ktoś wykazał się dobrą wolą, by mnie pocieszyć, a mianowicie koleżanka Ala (mama Poluni, o której już pisałam) podczas telefonicznej pogawędki powiedziała to, co tak pragnęłam od dawna usłyszeć- że jej też się wydaje, że to będzie szybciej… Szkoda, że przez telefon nie można rozmówcy wycałować. A miałam na to ochotę, bo gdy ostrożnie wydukałam, że z badań USG od dawna wynika późniejszy termin, moja kochana Alusia zaczęła sypać przykładami, które dowodziły błędów w tego typu badaniach, tzn. historie, jak to dzieci rodziły się wcześniej, niż im to przepowiadał bezduszny ultrasonograf. Czy przeklinanie na blogu jest karalne? Bo już, k…, na prawdę zaczynam mieć dosyć.

Drugi dzień bez sił na plac zabaw. Wystarczyło ich od biedy na zakupy i kulinarne realizacje. Jutro mamy gości, więc trochę czasu spędziłam w kuchni-  pizza, tarta migdałowa, ,,sprzątanie”. Wykorzystał to mój syn i przy pomocy granatowego pisaka wykonał przepiękny fresk na ścianie w sypialni.  Gdy to zobaczyłam, zrobiło mi się słabo (może moja reakcja nie byłaby tak emocjonalna, gdyby nie fakt, że ściana i cała reszta nie należy tu do nas). ,,Kto tak ścianę porysował??!!”- krzyknęłam jak głupia, bo niby kto?!- święty Mikołaj?! Spojrzałam na dziecko. Musiałam groźnie wyglądać, bo skrucha na jego zasmarkanej i także kolorowej od pisaków buzi była oczywista i wręcz wzruszająca, chociaż mnie osobiście bardziej wzruszyła konieczność pozbycia się tej gustownej ozdoby. Wcale jednak się groźna nie czułam. Czułam się na swój sposób zdruzgotana, dopiero co uporałam się z cholernym ciastem na tartę, nogi mi drżały od długotrwałej pozycji stojącej, no i kompletnie nie miałam pojęcia, co z tym teraz. Malowidło rozpościerało się na powierzchni ok. 0,5x 0,8 metra. Nawrzeszczałam w swoim stylu na Felka, tzn. dosadnie poinformowałam go, że nie jestem zachwycona, ale to on wiedział, bo zgodne z prawdą stwierdzenie ,,Mama telaz będzie zła” usłyszałam, jak tylko mym oczom ukazał się powód tejże złości. A owszem, mama znów mało się z bezsilnego wkurzenia nie popłakała, gdy walczyła z niebieską tragedią, nie do końca skutecznie, więc czeka nas malowanie. Potem sprawca próbował być grzeczny. Słabo mu szło, bo od trzech dni dręczy go katar, nie może się wyspać a przez to cieszyć życiem a innych radować swoim jestestwem. Wczoraj zasnął po północy, obudził się o 7.30, następnie skrajnie wymęczony i zapłakany usnął w osamotnieniu 3 godziny później. I na prawdę było mi go żal. Nadal mi go żal. Nawet osoba dorosła wskutek nieżytu nosa odczuwa rozdrażnienie i ogólne rozbicie, a co dopiero taki maluch. Ale to nie zmienia faktu, że dał mi się dzisiaj strasznie we znaki. Może gdybym wymęczyła go na jakimś dłuższym spacerku albo tym nieszczęsnym placu zabaw, inaczej by to wyglądało. Koło się zamyka, bo dłuższe spacerki nie leżą obecnie w spektrum działań, na które starcza mi energii.

Wczesnym wieczorem umyłam niemiłosiernie brudne dziecko i oblekłam w piżamkę. Dużo czasu nie minęło i synuś zasnął, posapując. Gdy wdrapywał się na nasze łóżko (Superniania może mnie zj… ć za to, ale z reguły Feluś zasypia w naszym łóżku i dopiero kiedy sami się kładziemy, przekładamy pierożka na jego miejsce), pomyślałam sobie: jakie to śliczne pulchne udka i króciutkie rączki, a te dziurawe łokietki to już w ogóle, jak tego nie kochać? I po raz kolejny naszła mnie refleksja, że przecież w wielu rodzinach dzieci za takie happeningi, jak ten dzisiejszy ze ścianą, normalnie dostają w dupsko. Nie jestem święta, bo ja mam także od czasu do czasu niepomierną ochotę przetrzepać Felcia pasem albo strzelić mu w łeb z płaskiej! Czyli agresja gdzieś tam jest, mimo, iż bardzo bym chciała jej uniknąć. Kim jednak są ludzie, którzy tej agresji ulegają i wyładowują emocje na miękkim, totalnie, przerażająco bezbronnym ciałku? Co oni myślą na swój temat? Bo gdybym ja uderzyła dziecko, lekko czy mocno, to chyba bym poważnie myślała o samobójstwie, dla mnie to dno den- wykorzystywanie fizycznej siły względem kogoś słabszego do osiągnięcia jakiegokolwiek celu. I czy to jest kopnięcie psa, klaps wymierzony dziecku, gwałt czy kradzież torebki staruszce, jest to dla mnie, poza tym, że pełne bólu dla ofiary, także, a czasem przede wszystkim, żałosne przez wzgląd na sprawcę. Interesuje mnie, kogo, a raczej co, taka osoba widzi w lustrze.

Morale sobie podnoszę, a oddychać, jak nie mogłam, tak nie mogę. Słucham sobie maksymalnie energetycznych piosenek, dzięki którym rośnie mi dusza. Coś w tym jest, że muzyka reggae i jej przekaz pomagają przeskoczyć mentalnie większość, jeśli nie wszystkie problemy! Co by nie było, jestem szczęśliwa, a jest to zasługą trzech istot, które są blisko mnie. Z niedogodnościami związanymi z finiszem ciąży muszę zmagać się sama, ale to te istoty sprawiają, że łatwiej mi liczyć dni i widzę piękny sens w każdym z nich.

4 myśli nt. „Ile ci jeszcze zostało, bidulko?

  1. kasia

    jesteś bardzo mądra, moja kochana Marysio! cieszę się, że mam Cię za przyjaciółkę :) kocham Waszą rodzinę jak swoją i codziennie wysyłam dobre myśli w stronę Rumi ;D
    i też mi się wydaje, że się szybciej „posypiesz”, bo ja takie zdychanie miałam dopiero pod koniec 8. i w 9. miesiącu, a Ty już tak dość długo cierpisz, a wiadomo, że zdychanie to właśnie zapowiedź porodu :)

    Odpowiedz
  2. Ala

    Kurczę, wszystko wskazuje na to, że ja byłam jakimś ciążowym pomyleńcem. Wszystkie finiszujące ciężarne doczekać się nie mogą dnia rozwiązania, ja natomiast bardzo sobie upodobałam bycie w ciąży i za nic nie mogłam się oswoić z myślą, że ten stan się kiedyś skończy. Zapewne z paranoicznego strachu przed porodem wmówiłam sobie, że to jeszcze wyższa forma macierzyństwa mieć dziecko na zawsze przy sobie ( w sensie we własnym brzuchu). :-) Gdy w dzień określony” wyznaczonym terminem porodu” zaczęłam tak po prostu rodzić poczułam rozczarowanie i złość, że to już.
    Maryśka! Ty jeszcze nie możesz urodzić bo nie wzięłaś tej torby do szpitala:-)
    Trzymaj się! Jeszcze chwila i na świecie pojawi się mała , śliczniutka „Blockówna”.
    :-)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>