Baja kontra pisaki

Naszkicuję wam szybko, jak wygląda u nas w domu sytuacja z oglądaniem bajek. Otóż nie mamy telewizora z wyboru. Gdy Felek miał jakieś półtora roczku, czasami dla hecy puszczaliśmy mu na youtubie jakieś bajki, oczywiście uprzednio zorientowawszy się, czy się tam nie grzmocą, nie wybuchają, nie krwawią i nie klną (teraz to już nic nie wiadomo). Nie był w stanie skupić się na migających obrazkach dłużej niż 3 minuty. Jednak w okolicach 2 urodzin oglądanie zaczęło go wciągać i sprawiać mu przyjemność. Upodobania zmieniał co kilka dni, podobnie jak bohaterów, z którymi się identyfikował czy piosenki, które z lubością śpiewał. Zrobiliśmy mu zatem playlistę na youtubie- sto ileś hitów, puszczanych w sytuacjach krytycznych typu poranna kawa czy robienie obiadu. Obejrzał sobie kilka takich dziesięciominutówek i mu się nudziło, więc bez afery pozwalaliśmy sobie i jemu na chwilę wytchnienia. Bez reklam, bez przemocy, za to z jakimiś tam funkcjami edukacyjnymi (w które nie wierzę do końca, faktem jest jednak, że są fajne bajki, dzięki którym Feluś poznał wiele nowych słów, wierszyków, no i śpiewa piosenki, co uważam za przesłodkie). Po przeprowadzce jednak Felek oglądał bajki niemal nałogowo- wydaje mi się, że ,,baja”, jako jeden z nielicznych elementów przeniesionych ze starego do nowego lokum, dawała mu jakieś poczucie bezpieczeństwa. Ten sam komputer, ta sama fabuła ,,Świata małej księżniczki”, te same problemy do rozwiązania… Sytuacja chyba jednak trochę wymknęła się spod kontroli, gdyż co innego włączenie bajki na pół godziny i spokojne wypicie kawy, co innego niechęć dziecka do tego, by iść na spacerek, bo woli gapić się w ekran albo jęczenie przez sen o 6 rano, że chce oglądać Myszkę Miki. I histeria w momencie odmowy. A tak szczerze, to odmowa nie zdarzała się przesadnie często, bo przeciętny dorosły ma to zboczenie, że kusi go brak konieczności zajmowania się dzieckiem. Ja też to mam i powiem wam otwarcie, że nie wiem, czy wypada się do tego przyznawać, czy to jednak zbyt poważna porażka. No ale zaryzykowałam i się przyznałam, najwyżej nie będziecie klikać pod wpisem, że to lubicie…

Wczoraj przełom- Felek o świcie, gdy zabroniliśmy mu zwalać z półki stosy płyt CD (nie, żeby były w miejscu łatwo dostępnym dla małego dziecka- małe dziecko wdrapało się na regał, a że spaliśmy, mogliśmy zareagować dopiero, gdy kilka płyt już opadło ze szczękiem na nasze wystające spod kołdry nogi), wysypał na podłogę cały kosz pisaków i kredek. Nie krzyknęliśmy z zachwytu, ale to przynajmniej nie stwarzało bezpośredniego zagrożenia dla potomstwa i delikatnej kolekcji elektronicznego nośnika. Łudziliśmy się, że pławienie w bałaganie trochę czasu mu zajmie i uda nam się jeszcze powylegiwać z pół godziny. Jak zwykle okazało się jednak, że atrakcyjny był tylko moment wysypywania i rozwalone po całym pokoju przybory do rysowania nie interesują synka w najmniejszym stopniu- ,,Mamo, włąc baję”. I sama nie wiem, co mnie natchnęło, gdyż odwracając się z niechęcią na drugi bok, burknęłam, że włączę, jak pozbiera pisaki. Pozbierał może z trzy i mu się odechciało- ,,Mamo, ty pozbielaj”. Wybroniłam się oczywistą prawdą, że to nie ja wysypałam, tylko Felek, więc nie do mnie należy zbieranie. ,,Mamo, lazem pozbielajmy”- a więc powolna kapitulacja. Co się zdarzy dalej? Oczywiście nie zabrałam się za pomaganie. A Felek za zbieranie. I tak już do końca dnia bajki się nie domagał. Tzn. poprosił kilka razy, by mu włączyć jakiegoś kotka czy inne g…, ale zawsze była ta sama odpowiedź i spokojna reakcja dziecka, które było na tyle niechętne robieniu porządku, iż bez buntu zajmowało się natychmiast czymś innym. I było rozkoszne, grzeczne, pomysłowe i nienaprzykrzające się. Dużo sobie pogadaliśmy i bawiliśmy się razem. A dziś drugi dzień od rana bez bajki, bo pisaki leżą, jak leżały, zgarnęłam je tylko nogą na kupę w kąt pokoju, żeby można było się ruszyć. I niech tam sobie przebywają, jeśli ma to sprawić, że moje dziecko zerwie z nałogiem. Przyznaję, że mam do niego jeszcze większy szacunek- mój Feluś nie dał się złamać! Niewykonanie żmudnej czynności na polecenie matki i ojca (który całym sercem i głosem wspierał ideę) zbierania pisaków uznał za nadrzędne w stosunku do płytkiej przyjemności, jaką jest bajka na kompie. A mi te pisaki w kącie na prawdę nie przeszkadzają, ponieważ stopień umiłowania sprzątania i porządku jest u mnie na poziomie podobnym, jak u mego dziecięcia, więc wszystko pod kontrolą.

I jeszcze jeden wspólny sukces. Była u nas na noc moja siostra. Zmieniliśmy trochę spontanicznie plany i postanowiliśmy, że synek wyląduje dziś na 3 dni u babci. Trzeba było przekonać jakoś ciociunię, by bez pampersa, wózka, mamy i taty zabrała Felcia w prawie  trzygodzinną podróż, sporo na nogach plus pociąg i PKS. Oczywiście najpierw zakupy na stacji benzynowej koło dworca- zaopatrzyłam ich w książeczkę z naklejkami, soczek i paluszki, żeby jedno dało radę z drugim wytrzymać (które z którym? to już do rozważenia…), ale ostatecznie pojechali, dojechali, nie posikali się i nie ryczeli! Ciocia zadowolona i zaskoczona grzecznością siostrzeńca, maluch szczęśliwy ze spotkania z babcią. Ja odpoczywam, Marcinek spokojny, bo przynajmniej na ten czas odpada konieczność zorganizowania opieki dla pierworodnego w razie mojego porodu. A właśnie, porodu. Dzisiaj jest dzień określony dla mnie ,,terminem”. Nic się nie dzieje, więc zaczynam podejrzewać, iż płód się zmumifikował albo wchłonął. A nie, sorry, właśnie płód trzasnął mnie w żebro odnóżem. No więc nadal czekam…

6 myśli nt. „Baja kontra pisaki

  1. justyna

    Ciekawe czy ze mną by się dał w taką podróż :/ ps: jak ja czytam o tych marcińskich chlebach to choć po samą kanapkę po pracy by się chciało przyjechać. Hehe w niedzielę nawet szukałam ofert pracy w waszych okolicach i pokoju do wynajęcia ;p widzisz jak mnie tęskno… ;D [muszę się poprawić z tymi odwiedzinami, ostatnio nawalam raz po raz :( ]

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Kochana, na cały bochen zapraszam albo i pięć a nie na kanapkę!!! Poważnie myślisz o ulokowaniu się w rumskich okolicach?Bo jak tak, to też się będę rozglądać po ofertach:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>