Różowo mi

Suszarka przed naszym domkiem zaróżowiła się cukierkowo. Doprowadzam do porządku garderobę Lilki. Dzięki uprzejmości starszych stażem ,,mam córek” (tu specjalne pozdrowienia dla rodzicielek Edytki, Elenki, Helenki, Małgosi, Poli i Wandy) nie musiałam kupować nic, a i tak udało mi się skompletować pełen zestaw. Oczywiście większość z tych słodkich śpioszków, pajacyków i kaftaników jest różowa, ale o dziwo, w ogóle mi to nie przeszkadza… Pamiętacie, jak pomstowałam na zawężanie horyzontów małych kobiet poprzez skazywanie je na obcowanie z tym jednym, jedynym, cholernym różowym kolorem? I nadal pomstuję, ale już mniej bojowo, bo wyobrażam sobie naszą ślicznotkę obleczoną w te wszystkie falbaneczki i już mi się wydaje taka cudna, przepiękna, urocza… Kobieta powinna być świadoma swoich fizycznych zalet, dlatego nie będę z Liluni robić chłopca, niech wygląda ślicznie, byle nie uważała, że jest to najważniejsze na świecie. Tak czy owak, moje wyczekiwanie jest po prostu niewyobrażalne! Gdy byłam w ciąży z Felciem, pragnęłam przede wszystkim pozbyć się już tego balastu i pożegnać dolegliwości z nim związane. Teraz-owszem, męczy mnie brzuch, ale histerycznie wręcz tęsknię za tuleniem kruszynki. Chcę poczuć ten maleńki ciężarek, ubrać go w te różowe fatałaszki, karmić piersią, pielęgnować, układać do snu, całować maleńkie rączki… Jest we mnie tyle czułości, że biedny Feliksik ucieka, jak chcę go pocałować, bo już mu się to nudzi. Mało tego! Tuląc go przed snem, mam nieodpartą ochotę przystawić go do cyca! Wiem, wiem, że to hormony szaleją, niemniej jednak ten 38 tydzień to już bezwzględnie czas, kiedy Lilianna mogłaby zaszczycić nas swoją obecnością! Oczywiście codziennie doszukuję się u siebie rozmaitych symptomów zbliżającego się porodu. Ostatnio dużo mi mówiono o ,,opadnięciu brzucha”, niezbyt optymistycznie zaznaczając, że u mnie to jeszcze hen hen, bo wysoki, jak Mount Everest. Odbierałam to jako osobiste przytyki… A dziś na prawdę poczułam coś, jakby ,,zjazd” Lilci w dół, obawiam się jednak, że to przez tę psychozę, bo wizualnie nie jestem w stanie stwierdzić, czy coś się zmieniło. Z Felkiem też czekałam na te moment ,,opadnięcia”, w końcu chyba się go nie doczekałam albo zupełnie nie wyczułam, KIEDY TO nastąpiło. W każdym razie myśli moje zajęte są już tylko i wyłącznie porodem, noworodkiem, a co fajne- myśli te są pozytywne, radosne i różowe jak skarpetki naszej córeńki. Chyba, że akurat łapie mnie depresja pt. ,,Czemu ja jeszcze nie rodzę?!”, która jest wyjątkowo uciążliwa. Kiedy atakuje, wszystko doprowadza mnie do rozpaczy, spojrzę np. na kafelki w kuchni i w oczach mam łzy. Pod względem psychicznym jestem zatem rozdarta: z jednej strony przepełnia mnie szczęście powodowane świadomością, że niebawem urodzę, z drugiej natomiast załamanie, bo jeszcze wciąż to nie następuje. Bezdzietne koleżanki pytają: ,,ale pewnie boisz się trochę bólu?”. Jak tu bać się czegokolwiek, jeśli poród w najgorszym razie trwać będzie dobę,a koszmar ciąży nawiedza mnie już prawie 9 miesięcy? Gdybym wiedziała, że na żywca obetną mi tam nogi, to bym się bała, ale już jeden zupełnie tradycyjny, naturalny poród przeżyłam i z całą odpowiedzialnością za słowa mogę powiedzieć, nawiązując do skojarzeń sportowych, że ciąża to jak maraton w najgorszych warunkach atmosferycznych, a poród to przejście szybkim krokiem z pokoju do pokoju. Nie jestem w stanie przewidzieć, czy Lilunia także postanowi pojawić się na tym świecie w felkowym stylu, czyli dla mamy zupełnie ,,na lajcie”, ale doświadczenie ludzkości wskazuje, iż to pierwszy poród jest dla kobiety z reguły najtrudniejszy. Z tego wniosek, że nie ma się czego bać… Jedyną moją porodową obawą jest zapewnienie opieki dla  synka  oraz jego ewentualny stres z tym powiązany. O córcię nie martwię się prawie wcale (zawsze jest ten cal niepewności, czy wszystko z nią będzie OK, ale staram się o tym nie myśleć, póki nie trzeba). A o siebie- nic a nic. Marzę tylko o tym, żeby Lilcia była już z nami.

2 myśli nt. „Różowo mi

  1. kasia

    Ja też nie zauważyłam jak mi brzuch opadł, tylko nagle wszystkie ciocie zaczęły: „no ale to już chyba niedługo, bo ci brzuch opadł”, więc być może u Ciebie już też jest nieźle. W sobotę w każdym razie jeszcze miałaś wysoko, ale nie chciałam Cię załamywać ;p Ja też już się nie mogę mojej przyszłej synowej doczekać! Lilka, wyłaź, już wszyscy chcą Cię tylko kochać i kochać!!!! ;)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      No właśnie o sobotę mi chodzi, bo na tym weselu mnie inni załamywali z tym brzuchem;/ wiadomo, jak ludzie pochleją, to taktu nie mają:D

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>