Wyższość moralna

Po co starać się wychowywać dziecko, skoro i tak społeczeństwo jest, jakie jest i wszelkie zasady, jakie pragnie się wpoić potomstwu, i tak okażą się nieaktualne, jeśli będzie ono musiało zmierzyć się z agresją, bezmyślnością, zachłannością? Od dzisiaj nie będę w piaskownicy zwracać uwagi Felciowi, że,,nie wolno zabierać”- mam na myśli chwile, kiedy ktoś jemu coś zabiera, a on stara się to odzyskać, wyrywając delikwentowi swoje skarby. Bo on, jaki by nie był, nigdy nikomu nic nie zabiera, nie pożycza od nikogo, nie świruje, błąkając się jak bezgłowy jeździec wokół czyichś klamotów- po prostu go one nie interesują, bo ma swoje. Do dzisiaj, gdy jakieś dziecko chciało się pięknie bawić z moim synem, bez pytania biorąc sobie jego zabawki i spierdzielając z wrzaskiem na drugi koniec piaskownicy, a Feluś, oburzony, starał się jakoś wpłynąć (nigdy agresją- zawsze zaczynał od ,,plosę, nie zabielaj” albo ,,to moje, ja się telaz bawię”) werbalnie na zachowanie takiego delikwenta, nie reagowałam, jednak w momencie, gdy mój syn jawnie, z użyciem większej lub mniejszej siły, pozyskiwał swój sprzęt od niesubordynowanego osobnika, przekazywałam mu komunikat, że ,,niech się dziewczynka/ chłopczyk pobawi, potem odda” i że ,,nie wolno z rączek wyrywać”. Od dziś mam to gdzieś. Dwuletnie, totalnie rozwydrzone, niegadające, z pieluchą sterczącą do ziemi, wpadło do piaskownicy i rozkokosiło się wśród zabawek mojego dziecka. Feluś był spokojny, zanim ta kreatura nie poczęła celowo pożyczać sobie tego, czym akurat chciał bawić się on. Zwykle nie obchodzi mnie przebieg takich akcji, ale to co zobaczyłam dzisiaj, zagotowało we mnie krew, po czym, gdy ostygła, przyniosło kolejny powód do zadumy nad moralną kondycją ludzkości i zniszczyło mi nastrój do końca dnia. Małe i drące się wyleciało z piaskownicy, dzierżąc łopatkę i kubeczki Felka. Felek w pogoń. Osiągnął to, że został uderzony foremką z całej siły w czółko, aż został mu różowy ślad. Wyraz twarzy mojego dziecka był nie do opisania: oburzenie, zaskoczenie, zdziwienie, wręcz szok. ,,Tak się nie lobi”- powiedział w twarz stworzeniu, które tak go urządziło. Ale stworzenie, jak najdalsze od pomysłu korzystania z mowy ludzkiej w kontaktach interpersonalnych, już pognało przed siebie z dzikim wrzaskiem. Miałam ochotę złapać je i cisnąć do rzeki między te śmierdzące kaczki, ale wciąż liczyłam, że zrobi to za mnie ta, która owego bachora wydała na świat. Nic z tego. Matka siedziała, a jej próby poskromienia pomiotu ograniczały się do beznamiętnych krzyków, które wg mnie raczej nie docierały do zamierzonego odbiorcy. Przysiadła się do mnie i zaczęła coś bredzić, że ta jej Oliwka to ,,taka zadziora”, jakby, do cholery, próbowała ją przede mną usprawiedliwić. Proszę bardzo, nich idzie teraz do mojego zszokowanego synka i jemu tłumaczy się z tego, jaka jest beznadziejna i jak beznadziejne ma dziecko, bo z miny Feliksika wynikało, że chciałby (może jeszcze nieświadomie) wiedzieć, dlaczego ktoś w ogóle go uderzył. Dzieciaki wróciły do piaskownicy, a bachor nadal zachowywał się według dwuletnich standardów skandalicznie, gromadząc cudze zabawki, drąc mordę do własnej matki i latając w kółko z otwartą gębą, przy czym trudno było dopatrzeć się w tym symptomów beztroskiej dziecięcej zabawy. W pewnym momencie zaczął okładać Felka jego własną łopatką. ,,Tak nie wolno!”- huknęłam, chociaż matka tej potępionej istoty siedziała obok mnie. Wtedy i z ust matki padło coś w rodzaju reprymendy, nawet chyba złapała to swoje dziecko za rękę i odciągnęła od Felcia, ale bynajmniej nic mu nie wytłumaczyła, nie odebrała mu tej cholernej łopatki. Odetchnęłam z autentyczną ulgą, gdy sobie poszły. Płakać mi się chciało. Felciowi powiedziałam, że miał rację- tak się nie robi.

Ładna pogoda, więc dzieciaków przez park przewinęło się dzisiaj sporo. Jedne bardziej ogarnięte, inne mniej. Jaś i Piotruś, mali śliczni braciszkowie, robili wokół siebie dużo hałasu, bo kłócili się o foremki, ale miedzy sobą. Rozgrywały się tam iście dantejskie sceny, ale nie dotyczyły nas, więc się niepotrzebnie nie denerwowałam. Coś jednak było w tej ich kłótni, że przyciągała inne dzieci jak lep muchy. Zrobiło się tłoczno i głośno. Kotłowały się wokół tych zasranych wiaderek, wyrywając je sobie zamiast się bawić w cokolwiek, wydając z siebie nieartykułowane dźwięki. Po drugiej stronie- moje dziecko. Samotne, jedno, ciche, po polsku przemawiające do mnie lub do siebie, robiące wieżyczki i ulice, przesypujące piasek z kubeczka do doniczki, samo sobie klaszczące w chwili, gdy udało mu się zrobić okazałą babę. Ten widok też mnie nie podniósł na duchu, zaczęłam się zastanawiać nad sensem tzw. ,,wyższości moralnej”. Co to w ogóle jest? W jaki sposób ma pomóc w życiu? Spostrzegłam, że babcia i dziadek Jasia- Piotrusia zaganiają wnuczków i szykują się do powrotu do domu. ,,Bardzo dobrze- pomyślałam- wypier…ć”. I wcale mnie te myśli nie rozśmieszyły.

Jeszcze tylko trzeba było zmierzyć się z Weroniczką, która mimo, jak podejrzewam, już jakiś czas temu skończonych trzech latek, wciąż nie potrafiła zrozumieć, że warto pierw poprosić o pozwolenie, zamiast czepiać się wszystkiego, co plastikowe i kolorowe w zasięgu jej wzroku. Felek był już nieco bardziej stanowczy, więc Weroniczka co kilkadziesiąt sekund prezentowała przesłodki wyraz twarzy podczas wymuszonych ataków płaczu. Sromota tego wszystkiego spowodowała, że Feluś oznajmił: ,,Idziemy jus do domku”, któremu to pomysłowi przyklasnęłam- w końcu siedzieliśmy tam już od ponad 3,5 godziny.

Uczyć dziecko, że trzeba się dzielić? Czy jeśli ktoś wyrwie mi torebkę, wrzeszcząc wniebogłosy, mam z pokorą to przyjąć i jeszcze dorabiać teorię, że biedny pan zapomniał swoich pieniążków z domku i dlatego chciałby trochę ode mnie pożyczyć? Co to za dzielenie się? Pieprzę takie wymysły. Nie trzeba się dzielić na zasadach, które głupie dzieci chcą narzucić mądrym, a bezmyślni dorośli podtrzymują. A jeśli otoczenie uważa, że trzeba- cóż, wtedy olać wyższość moralną i po prostu nie dać sobie wyrwać. I od dziś tak zamierzam uczyć moje dzieci.

13 myśli nt. „Wyższość moralna

  1. KaśkaA

    Może to głupie, ale powinnaś (mimo nieprzyjemności piaskownicowych) cieszyć się i być dumna, że wychowujesz tak wartościowego młodego człowieka :) Chociaż wyobrażam sobie jak czułaś się patrząc na zachowania małej idiotki.
    A tak z ciekawości, jeśli Marcin chodzi z Felciem (o ile chodzi) to jakoś reaguje na takie sytuacje? :)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Z tego co wiem, to bez krępacji namawia Felka na oddawanie pięknym za nadobne, chociaż jemu się jeszcze nie zdarzyła sytuacja takich jawnych rękoczynów, mnie zresztą też nie;/ A teraz jak mu zrelacjonowałam, to powiedział przed snem do synka, że następnym razem może taką głupią dziewczynkę bić… Ja nie wiem, jestem między młotem a kowadłem;[

      Odpowiedz
  2. Ewelina

    Mam takiego „bachora”: Oliwka, Piotruś, Jaś i Weroniczka w jednym… Ale nie wszystko jest tylko czarne albo białe i nawet wielkie wzburzenie chyba nie może być usprawiedliwieniem dla „wypier…ć”. Być może rodzice dzieci nie zawsze reagują tak, jakbyśmy my zareagowali, ale czy to znaczy że są złymi ludźmi a ich dzieci wyrosną na oprychów? Ja za moim podwórkowym potworkiem w ciele aniołka latam, bo wiem, co jej może przyjść do głowy i uprzedzam ataki na niewinne ofiary. Jako jedna z mniejszych walczy o swoje miejsce w grupie, a że emocjonalnie jest na poziomie zwierzaka, to są odruchy instynktowne: złapać za kłaki, szczypnąć, rozedrzeć dziób. Ale zdarza się, że nie zdążę. I co, do karceru z nią? Obóz karny? Uciąć łapę, która uderzyła? Ta agresja to wyraz wielkiej niemocy wyrażenia swojego niezadowolenia, smutku, poczucia nieszczęścia. I choć tłumaczenie, że nie wolno i karne siedzenie na ławce, daje (mizerne) rezultaty, to wiem, że dziecko nie jest złe, żadne dziecko w tym wieku nie może być złe. Bardzo kategoryczne sądy wydajesz. Powtarzam, nie wszystko jest tylko czarne albo białe.

    Odpowiedz
  3. Art

    Ja w sytuacjach takich jak z tą niegrzeczną dziewczynką pomagam swoim dzieciom – zabieram zabawki porywaczowi i oddaję poszkodowanemu. Ale lepszą metodę ma moja mama (babcia dzieci). Nie czai się, tylko od razu ochrzania rodzica/opiekuna niegrzecznego dzieciaka.

    Odpowiedz
  4. Marysia Autor wpisu

    O, jakieś komentarze:) Wczoraj pisałam pod wpływem dużego wzburzenia, ale oczywiście nie kategoryzuję dzieci (a nawet dorosłych…)jako złe albo dobre i koniec. Po prostu denerwuje mnie, że dziecko zachowuje się jak nienormalne, a rodzice NIC. I czemu mam zgadzać się na to, że ktoś bije moje po twarzy?

    Odpowiedz
  5. Marysia Autor wpisu

    A co do latania za aniołkami to właśnie o to chodzi, żeby mama, znając pomysły malucha, była w stanie w jakikolwiek sposób zareagować, bo najgorsza jest ,,olewka” i gdy okazuje się, że to ja muszę latać, chociaż moje nikogo nie bije, żeby nie doszło do ran szarpanych…

    Odpowiedz
  6. ewelina

    Nie usprawiedliwiam bicia, jak pisałam, staram się nie dopuścić, co bywa trudne, gdyż nigdy nie wiem, co akurat doprowadzi moje dziecię do chęci krwawego odwetu (a bywa, że startuje z łapami do dziecka, które ją tylko wyprzedziło w drodze do zjeżdżalni, wiem, straszne) ale tak mi się wydaje, że dzieciak tłucze tam, gdzie ma zasięg (z obserwacji mojej) a niestety głowa i buzia to cel idealny z tego punktu widzenia. Nie wydaje mi się, że dziecko świadomie uderza kogoś w twarz, żeby go poniżyć. Ale oczywiście to okropne i trudno potem wytłumaczyć niebijącemu, że jego postawa jest właściwa.
    Mam koleżanki, które dzieciom wpajają, że trzeba pięknym za nadobne. Nie jestem przekonana, że tędy droga. Choć jak się moi tłuką i co chwile przyłażą ze skargami, to niekiedy wypsnie mi się: To ty tez ją/ go szczypnij… porażka:)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Ja też nie uważam, że pięknym za nadobne to dobry sposób, ale pewnie jak Felek będzie miał siostrę, całodobową konkurentkę do wszystkiego to też mu się trochę podejście zmieni… A święty spokój rodzica to też ważna rzecz :)

      Odpowiedz
  7. Mamanapuszczy-1

    Bisy dla Eweliny. Bo wojenki, skąd się biorą, z chęci odwetu wszelako… A ma ich wszak nie być. Już niedługo dotrze do niego, że szare komórki mieszkają w czaszce, a nie we wiaderkach i że nie są demokratycznie podzielone, a tego nikt, ani NIC mu nie odbierze, nie wyrwie, nie „pożyczy”…

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Tylko mój ból polega na tym, iż wydaje mi się,że niektóre dzieci już w wieku 18 mscy to wiedzą a inne przez całe życie nie mogą tego przyswoić.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>