Cierpienia młodej Lilianny

Które akurat w danym momencie się drze, tego mniej lubię… Nie uwierzycie, jak łatwo mojemu synowi było pójść za złym przykładem młodszej siostry! Otóż nauczył się od niej drzeć. Zrozumiał, że tylko darcie się jest niezawodnym i bezwarunkowym sposobem na zwrócenie na siebie uwagi. A każdy powód jest ku temu dobry- zarówno spektakularna wywrotka na chodniku, jak i zakaz dotyczący wychodzenia do ogródka bez ciepłej odzieży. I oto, proszę, otwarcie przyznać muszę, że czasem nie zapanuję nad nerwami i też krzyknę, np. coś w rodzaju ,,cicho być!”. Nie sądziłam, że mi się to przytrafi, a jednak. Zdarza się,że czuję poważne wyrzuty sumienia. Jak późnymi wieczorami, kiedy Felek od dawna już śpi i wydaje mi się najsłodszym, najspokojniejszym dzieciątkiem świata, bo dla odmiany wydziera się Lilunia. Z jednej strony wiem, że cierpi, bo boli ją brzuszek albo coś innego męczy (takie maleństwo!), z drugiej poddaję się- ,,Marcin, weź ją ode mnie, bo ją wyrzucę przez okno”. Całe szczęście, że Marcin ma więcej cierpliwości do córci, ja miałam do synka (i nadal mam), jednak coś w tym jest, że chłopcom łatwiej wzbudzać czułość w mamach, a dziewczynkom w tatusiach. I chociaż źle mi z tym strasznie, pocieszam się, że chwile słabości dopadają mnie właściwie tylko raz na dobę, za to z zatrważającą regularnością, zawsze ok. godziny 22, kiedy wabi mnie gorący prysznic i łóżko, a muszę im stanowczo odmawiać, bo dziecko trzeba bujać, huśtać, masować, nosić, przewijać, tarmosić, trząść i tulić. Dziecko nadal śpi całymi dniami, jakby go nie było. Śpi na rękach, na kanapie, w łóżeczku, w bujaczku, w chuście i we wózku podczas spaceru. Od biedy można uznać, że śpi także w nocy, bo fakt, że Lilka budzi się co ok. 3 godz. na jedzenie i bez większych (!) buntów idzie spać dalej, nie jest tak uciążliwy, jak ten, że każdego wieczora walczymy z jej trawiennymi niedyspozycjami. Wygląda to mniej więcej tak, że w okolicach godz. 21 bobas ni z tego, ni z owego zaczyna się drzeć. No to dawaj, bujanie, huśtanie, j.w. Zasypia na 3-5 min. i to samo. Po kilku sekwencjach kładę ją do łóżka albo daję Marcinowi, sama mając już łzy w oczach, ale jeszcze trochę siły. Po kilkunastu siedzimy załamani w kiblu, Lilka leży na przewijaku przy włączonym odkurzaczu albo suszarce, bo to sprawia, że znów kilka minut ma zamkniętą buzię. Boże, jak ja zawsze się śmiałam z tego typu cyrków. Kiedy mi ktoś mówił, że jego dziecko nie zaśnie, jeśli czegoś tam nie ma albo coś ma, to żal mi się robiło takich rodziców, że tak się dali przez dzieciaka zmanipulować. Ale teraz weryfikuję wszystkie swoje dotychczasowe sądy! Koniec wydzierania się jest wart każdego kompromisu. Co do mnie, będę spać z Lilką, gdy tylko tego zapragnie, karmić na każde żądanie i nosić po północy, żeby tylko była cicho. Najdziwniejsze jest to, że ataki prężenia się i pełnych bólu krzyków kończą się równie niespodziewanie, jak się zaczęły po upływie ok. 2 godzin, wtedy żabka nagle mięknie, przywiera do mamy i zasypia snem tak twardym, że daje się po bożemu położyć do własnego łóżeczka i w tej samej pozycji pozostaje nawet przez 5 godzin! Takie to mamy z nią atrakcje, a o świcie, kiedy Lilka śpi smacznie, budzi się Feliks (6-7 rano) i oznajmia, iż: a) chce kaszkę b) chce siusiu c) mam go ubrać d) żąda zabawy, wypuszczenia do ogrodu albo czytania książeczki. Czyni to na tyle głośno, że budzi się też Lilka. Spełniam zatem trzy pierwsze postulaty synka i tonem nie znoszącym sprzeciwu informuję go, że jeszcze idę trochę pospać. Zabieram ze sobą do łóżka Lilkę, żeby się całkiem nie rozhulała, Felka wyrzucam do drugiego pokoju, przytulam się do Marcinka i jeszcze przez godzinę mam wszystko gdzieś.

Gdy ok. 8 rano jestem już po porannej kawce, życie wydaje mi się na powrót cudem. Karmię mojego chochlika i podziwiam fałdki tłuszczyku pod bródką- jeszcze niedawno darmo było ich poszukiwać na tym wychudzonym ciałku, a teraz zadomowiły się tu i tam, co raduje mnie niepomiernie! Te usteczka cudowne, to specyficzne dyszenio- sapanie ciamkającego malucha, ciepła kluseczka przywarta do mojego brzucha- bezcenne. Przychodzi Felek i głaszcze Lilkę po cieniutkich włoskach (chyba, że akurat broi, ale też już się nauczyłam z tym żyć). Córcia zasypia, a synek woła mnie do wspólnej zabawy. Potem wychodzimy na spacer. Nie na długo, bo mały coś kicha, a na użeranie się z poważniej chorym dwuipółlatkiem z jednoczesną koniecznością nadskakiwania noworodkowi jeszcze nie ma we mnie gotowości. Lilka we wózku, Felek tym razem na nóżkach, tak wybrał, więc niech mu jest. W sklepie oczy na około głowy, bo Feliks robi zakupy, co w jego opinii najlepiej realizować, wysypując łopatką pistacje ze stojącego, otwartego worka. Wracamy do domu- obiadek. Synek samodzielnie zajada makaron, trochę mu spada, ale nawet nie reaguję. Niunia też zgłodniała, dzielę czas na tę moją rozkoszną dwójeczkę i kocham ich tak strasznie, że sama w to nie wierzę. Potem drzemka, budzimy się, podwieczorek i wszystko super, gdyby nie świadomość, że znowu będzie wieczór, noc i poranek!

Lilianka, gdy nie płacze i nie śpi, prezentuje sobą już ucieleśnione aspiracje do bycia pełnoprawnym członkiem rodziny! Swoje chwile ma w łazience, gdy mama albo tata (czasem oboje naraz) zajmują się jej pielęgnacją. Nie ma wtedy w pobliżu Felcia, który ją skutecznie przygasza i skupia uwagę raczej na sobie. Okazuje się wówczas, że nasza małpeczka już prawie- prawie się uśmiecha, gdy wywijamy nad nią jakimś grzechoczącym pluszakiem, stroimy miny albo zagadujemy ją przyjaźnie. Zupełnie zręcznie odwraca kształtny łepek w kierunku interesującego ją dźwięku i zaciska piąstki na tym, co jej się akurat nawinie pod paluszki, np. na ręczniku, moich włosach, ubranku. Jest śliczna- nabrała trochę sadełka i zrobiła się różowiutka, okrąglutka, wielkooka. Piszę teraz po małej przerwie, ponad godzinę musiałam poświęcić na reanimację mojej pięknej- znowu to samo, strajkujący układ trawienny i wydalniczy. Ale udało się. Tym razem pomogło położenie nieszczęsnego stworzenia brzuszkiem na nieco twardszej poduszce, zatkanie mordki smoczkiem, wepchnięcie mięciutkiego kocyka pod główkę i delikatne przesuwanie małego, obłego ciałka w tę i wew tę. Widzę i słyszę, że uspokoił się jej oddech, a to znak, że chyba już na dobre poszła spać. Mam chwilkę, by popatrzeć także na śpiącego, zakatarzonego Felka. Jakie to ma czarne i długie te rzęsidła, nic tylko kochać, śliczne, moje, cudne.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>