Mój mały jubileusik w różowej sukmance

Rano.

Lilianna Małgorzata skończyła dziś miesiąc. Powoli pakujemy się, bo po 5 dniach rozleniwiającego pobytu u babci, wracamy dzisiaj do domu. Przez te kilka dni ostatecznie zakochałam się w mojej córce, bo zajmowałam się właściwie tylko nią, a ona odwdzięczyła mi się pierwszym świadomym uśmiechem, spokojniutkimi dniami i… oczywiście wieczornymi atakami. Ale jakoś inaczej do nich zaczęłam podchodzić- przede wszystkim postrzegam je jako objawy cierpienia maleńkiej, nie zaś karę boską wymierzoną przeciwko mojej osobie! Przez to wcale nie znalazłam skutecznego sposobu na uporanie się z tą gehenną, ale wyrzuty sumienia jakby mniejsze i w ogóle życie wydaje się bardziej udane.

Wieczór- późny.

Co prawda moje dzieci jeszcze nie śpią, ale postanowiłam dokończyć dzisiejszy wpis. Muszę tylko znaleźć pozycję trzymania Lilianny, która pozwoli mi także tworzyć. Felek balanguje, ale nie siedzi mi na głowie, łał. A Lilka- nie ryczy. Nie pręży się i nie pomstuje. Ja nie płaczę z bezsilności. Czyżby pomógł ten antykolkowy preparat, który od rana jej daję przed każdym żarciem? Jeśli tak, to zrobię w aptece zaopatrzenie… Są u nas aktualnie couchsurferzy z dwuletnią Gabrysią. Jej mama opowiadała, że kolki były u małej, ale dawali radę- tak przyzwyczaili się do określonej pory występowania czterdziestopięciominutowego ryku, że na ten czas brali córcię, wyłączali się i np. czytali książkę. A po 1,5 miesiąca kolki z dnia na dzień zniknęły. Co do mnie, to nie przyzwyczaiłam się. Każdy ryk Lilki to dla mnie coś druzgocącego. Nie chodzi mi o płacz, czy ma rudzenie tylko o reakcję, o której już pisałam, a która na prawdę mrozi krew w żyłach! Dziś tego nie ma. Póki co. Przed nami wieczór (jeszcze późniejszy) i noc.

Posnęły? Felek położył się w swoim łóżku i go nie słyszę, Gabrysia w sąsiednim pokoju śpi już od dawna, Lilka uspokaja oddech na moim brzuchu (oczki zamknięte, smoczek wypadł z buzi). Jakże szybko zleciał ten miesiąc. Miesiąc utyskiwania nad cierpieniam i dziecka i własnymi, utyskiwania, które odbierało radość z obecności nowego członka rodziny i przyćmiło miłość do własnego dziecka. Miesiąc odkrywania prawdy o swojej kondycji psychicznej, która, jak się okazało, nie jest aż tak niezłomna. I pierwszy uśmiech. Prawdziwy, świadomy, delikatny, jeszcze niedopracowany, wymagający pewnego wysiłku, ale jakże wzruszający, zmieniający wszystko! Laleczko… Wyładniałaś, nabrałaś sadełka, czuć już ten słodki ciężar. Spuchnięte powieczki wygładziły się i ukazały światu dwa migdałki granatowych ślepek, większe niż zwykle u dzieci w tym wieku, ale to dziedziczne, myszko, twój tata i brat pożerają świat tymi wulkanami oczu, ty też pewnie niejednego delikwenta nimi zahipnotyzujesz. Pokazały się też długie, brązowe rzęsy i od razu wyznaczyły mi horyzont, za którym już nic nie ma. Nic tak nie ogranicza zakochanej mamie świata, jak łuk rzęsek potomstwa. Jesteś piękna, Lilianno Małgorzato. Jesteś moim cudem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>