Weryfikacja

   Przez ostatnie dni jedyne co miałam ochotę napisać, to zbudowane z wielkich czerwonych liter ostrzeżenie przed rozpłodową dezynwolturą. Korciło mnie, by wszystkich, którzy już posiadają dziecko, a mimo to zachowują seksualną aktywność (co jest godne podziwu…), poinformować o zgubnych skutkach niekorzystania z nowoczesnych metod antykoncepcji. To, co mam aktualnie w domu, określa się obecnie zwykle jako ,,kongo”. Czasami czuję, że nie wytrzymam już ani dnia dłużej. Wiem, wiem, są samotne matki z pięciorgiem dzieci, są różne dramaty, a jakoś się żyje. Nie uważam, bym była w jakimś katastrofalnym położeniu, przecież w gruncie rzeczy chodzi o dzieci, które kocham do obłędu… Cóż- tutaj właśnie tkwi problem, z którym nie potrafię sobie poradzić. Nie mogę przeskoczyć wyrzutów sumienia, z którymi borykam się właściwie cały czas. Lilka ryczy, więc zaniedbuję Felcia, by ją uspokoić. On niegrzecznieje z każdym dniem. Okazuje się, że metody wychowawcze, jakim hołdowałam, można sobie wsadzić w d… Bo nie wystarczy okazywać szacunek, wdawać się w twórcze dysputy, pokazywać świat, a złe uczucia ukrywać- chłopiec najbardziej ze wszystkiego potrzebuje dyscypliny. Nie klapsów, bezsensownych zakazów, wrzasków. Twardych zasad, które też do niedawna utożsamiałam z reliktem średniowiecza. Konsekwencji. Staram się to wprowadzać, ale jego reakcja nie zawsze jest tym, o co mi chodziło. Marcina prawie że nie ma. Co mi zostaje? Z bólem serca PRZESTAŁAM DYSKUTOWAĆ Z MOIM SYNEM. Daje to jakieś tam skutki, tzn. nie powiem, by natychmiastowo zmienił się w aniołka, ale nie histeryzuje. Jest tylko permanentnie obrażony i ciągle chce jechać do babci. To od wczoraj, bo to, co zaprezentował, skłoniło mnie do refleksji nad momentem, w którym nie wytrzymam i pozabijam moje dzieci… Byłam z Felkiem w gościnie u bliskich znajomych, rodziców Stasia, o którym tu już było nieraz. Mieszkają w Gdyni, trzeba było jechać autobusem. To Staś był w szoku, że Felek nie chodzi za rączkę po chodniku. Ja jestem przyzwyczajona. Ale gdy wiozłam go na wózku, a on zaczął z całym impetem rzucać się na leżącą Lilkę i śmiał mi się w twarz, gdy usiłowałam go poskromić, nagle przestałam wierzyć w sens wdawania się w wychowawcze rozmowy z dwuipółlatkiem. Ma być tak czy tak, i koniec. Rycząc, doszedł z przystanku do domu za rękę, usiłując się kłaść, na co nie pozwoliłam, dosłownie go ciągnąc. W domu- kara, brak bajek do wieczora. Felek płacze, obiecuje, że nie będzie tak robić. Ja nieugięta. Nie ogląda, jest grzeczny, ale jeśli o mnie idzie- zero satysfakcji. Lilka ryczy, więc nie mogę się synkiem zająć, bajki nie ma, dziecko snuje się jak upiór, niewyspane, złe, a jednak moje i kochane. Lilka zasypia, pierwsza fala wyrzutów sumienia dopada mnie, gdy przebieram synka w piżamkę. Druga, gdy bez fanaberii kładzie się spać i prosi, bym go przykryła. Trzecia, gdy siedzę sama przy stole, dzieci śpią, a ja czuję się jak złamane drzewo. I ta jest najgorsza, bo niesie za sobą świadomość, że albo zaprzeczę teraz wszystkiemu, w co święcie wierzyłam, albo oszaleję.

   Czy to: kątem oka, czytając książkę, dostrzegam, że Lilka się budzi z dziennej drzemki. Pierwszy odruch: karmić, przewinąć, tulić, gadać do niej. W tym momencie pojawia się Felek. Chce siusiu, pić, jeść i naklejać naklejki. Do tego wszystkiego ja jestem mu potrzebna. O ile z naklejkami, a nawet z piciem czy obiadem może chwilkę zaczekać, to z tym głupim nocnikiem muszę mu pomóc. Idziemy. Lilka w rozpaczy, jej przemożny ryk piłuje mi mózg. Złoszczę się autentycznie na dwuletnie dziecko, że się tak grzebie z tym sikaniem, a jak coś więcej mu się nagle zachce, to już w ogóle, mam ochotę go utopić w tym kiblu. Oczywiście nie pokażę tego po sobie, bo co ten biedaczek za to może, zaspokaja potrzebę fizjologiczną, ma do tego pełne prawo i wspaniale, że tak ładnie woła, robi, jest samodzielny…- to ja jestem nienormalna. Po wszystkim lecę do czerwonej z płaczu córeczki, utulam ją, Felek znowu wyskakuje z tymi naklejkami, każę mu zaczekać, upuszcza książeczkę tam, gdzie stał i z pełnym rezygnacji wyrazem okrągłej buzi, idzie oglądać po raz setny tę samą bajkę. Kiedy opanowuję sytuację z niemowlakiem, wołam Felka żeby coś z nim razem robić. Ale on nie chce. Wzrok wbity w ekran, nawet na mnie nie spojrzy. Zagryzam zęby, kiedy męczy mnie, pytając po tysiąckroć, kiedy przyjedzie dziadek i weźmie go do babci.

    Najfajniej jest na dwórku. Lilka ma w sobie jeszcze na tyle przyzwoitości, że z reguły na świeżym powietrzu śpi. Wtedy gram z synkiem w piłkę, łazimy po jesiennych liściach, chowamy i szukamy różnych małych przedmiotów, głaszczemy kotka, opowiadamy sobie o tym i o owym. Zagłuszam histeryczne wyrzuty sumienia głośnym śmiechem i słowami wspólnie śpiewanych piosenek. Wiem, że po powrocie do domu będzie obiad a wraz z nim nowe dylematy- bo co, do cholery, jest ważniejsze- podanie synkowi obiadku czy nakarmienie córci? O sobie to nawet nie wspomnę, bo i tak zjadam na szarym końcu albo wcale, gdyż jak tylko wydaje mi się, że w sumie to mogłabym sobie coś nałożyć na ten talerz, zaraz któreś czegoś żąda. I w kółko: cyc, nocnik, pielucha, naklejki, bajka, suche śpiochy, bujanie, piłka, klocki, picie, smoczek. To się nazywa dieta! I chociaż wszystkie potrzeby moich dziecinek zaspokajam w trybie niemal ekspresowym, to i tak bez chwili wytchnienia atakuje mnie poczucie, że je zaniedbuję. Jedną albo drugą. Czasem obie naraz, bo np. myję zęby. A przecież miało być tak słodko.  Nadzwyczajnie mądry, jak na swój wiek synek i śliczna mała księżniczka, do tego szczęśliwa mama przekonana, że najważniejsze to kochać, a reszta się jakoś ułoży. Kocham a się nie układa. Może kiedyś zacznie- i to mnie trzyma przy życiu.

9 myśli nt. „Weryfikacja

  1. Art

    Może to, że dzieci nie mają 100% uwagi dla siebie spowoduje, że nie będą rozpieszczone i samolubne? Zarówno małej, jak i synkowi może to wyjść w dłuższej perspektywie na dobre. A jak podrosną, to będą mieli siebie nawzajem i dadzą mamie trochę odpocząć :) Moje bliźniaki (2,5 roku) potrafią się już ze sobą ładnie bawić przez wiele minut.
    Z domowego pola bitwy wiem, że najtrudniejsze na tym etapie jest walka nie ze zmęczeniem, ale własnymi nerwami. Jak mantrę powtarzam „nerwy to w konserwy” i próbuję zignorować niektóre zachowania swoich urwisów. Podobno od 3 roku statystyczne dziecko trochę się uspokaja :)
    „… najważniejsze to kochać, a reszta się jakoś ułoży …”

    Odpowiedz
  2. Justyna

    Ułoży się ;D tak jak i jakoś układa się do tej pory :) ja to wiem bo troszkę już waszą rodzinkę znam :) pozdrawiam gorąco, trzymam kciuki
    PS: nie masz co mieć wyrzutów sumienia, bo moim zdaniem jesteś super mamą, której inne dzieci twoim zazdrościć nie raz będą :) znasz się na „robocie”, a ja wiem co mówię, gdyż szkrabów znam i ich mamek co niemiara :)

    Odpowiedz
  3. Kasia

    Justyna, bardzo mądrze mówisz! chciałam napisać to samo! Maryś, Ty masz wyrzuty sumienia?!?!?! jesteś super mamą i naprawdę Cię podziwiam, że masz w ogóle ochotę na gotowanie obiadków i spacerki, i jeszcze jakieś zabawy! doprawdy! ja mam jednego ośmiomiesięcznego, a czasem to już tylko czekam z utęsknieniem na porę jego drzemki, żeby usiąść i pogapić się w ścianę albo położyć i odpocząć. nie wiem, skąd Ty bierzesz tę całą energię, ale też będę musiała się tam wybrać po zapas na zimę ;)

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      Ludzie,jaką energię,codzień czuję się jak koń po westernie;[ Ale dziś fryzura zmieniona, cały dzień bez dzieci, więc od razu życie się piękniejsze wydaje:):)

      Odpowiedz
  4. emil

    Ja tez uwazam ze jestem fajna mama!
    Popros kogos bliskiego o pomoc raz na jakis czas(chociazby niech zabierze jedno dziecko na spacer a ty sie odasz drugiemu lub odpoczniesz) to bedzie Tobie lzej i stusunki sie rozluznia.pozdrawiam i usmiechy wysylam

    Odpowiedz
  5. Mamanapuszczy-1

    To prawda, że 3 latka, to wspaniała magiczna granica… Lato będzie wyborne. A 2,5 roku, to najniewdzięczniejsza z różnic wieku między dziećmi, czyżbym coś o tym wiedziała?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>