Wiwat patologia

   Od ostatniego wpisu sporo się zmieniło, a mianowicie zostałam laureatką pewnego konkursu, w którym nagrodą była profesjonalna sesja do gazety, opieka fryzjera, stylistki i całe zamieszanie z tym związane. 2 dni byłam bez dzieci, za to zmieniono mi z pozytywnym efektem fryzurę, zyskałam trochę więcej wiary w siebie oraz dystans do wszystkiego, co składa się obecnie na moje życie. Ze wsparciem bliskich pokonałam lęk separacyjny (wiadomo- cyc; obiegowe opinie narzucają pogląd, iż karmiąca matka nie powinna się ruszać bez ukochanego dzieciątka na dłużej niż 5 minut) oraz nie dałam się życzliwym, którzy sugerowali, że ojciec nigdy nie poradzi sobie tak wspaniale z niemowlakiem jak matka… A owszem, poradził sobie wspaniale (miał tylko Lilunię, Felka odesłałam do dziadków) mała żłopała sztuczne mleko (zabijcie mnie! pojechałam się stroić a dziecko było na sztucznym- patologia) aż miło, ja odciągałam balast w momencie dyskomfortu i wylewałam do kibla (!!!- co za marnotrawstwo, wszak trzeba było nagromadzić pojemników i kupić przenośną lodówkę!), a po powrocie- nie do opisania – Lilka wydała mi się najpiękniejszym, najspokojniejszym, najsłodszym dzidziusiem galaktyki. Poczułam, że nic nie muszę, wszystko się ułożyło i absolutnie nie trzeba się przejmować. Potem przyjechał też Felek i nic na gorsze, a wręcz przeciwnie. Dużo dała mi też rozmowa z Sabinką, która zadzwoniła do mnie po całym tym robieniu się na bóstwo, zapytać jak tam. Prawie 2 godziny gadałyśmy i ona dokończyła dzieła, zapoczątkowanego przez fryzjerkę: ostatecznie przekonała mnie, by dbać przede wszystkim o swoje samopoczucie, bo niestety ten banał ,,szczęśliwa matka = szczęśliwe dziecko” zawiera w sobie wszystkie prawdy świata. Tydzień minął, niewyspana jak byłam, tak jestem, ale w głowie mi się poprzestawiało i teraz nie przejmuję się rzeczami, które delikatnie mówiąc, nie rzutują. A więc zasada numer jeden na dziś dla mnie to nie przejmować się zazdrością Felka, uwolnić natomiast ciasno skrępowane pokłady czułości dla bobasa. Już bez żadnych wyrzutów sumienia niuńkam maleństwo gdy tylko nie śpi, co sprawia, że maleństwo rozdaje cudowne uśmiechy na prawo i lewo, mi serce rośnie, a powiem że i Felek jakoś nie cierpi z tego powodu, sam jakby zmienił trochę przez to stosunek do Liluni na lepsze, głaszcze ją i przemawia pieszczotliwym tonem: ,,ojej, jaki słodziutki bobasek…”. No więc to podstawa- nie czuć się źle z potrzebą zwiększenia uwagi poświęcanej córci, nawet kosztem nienadskakiwania synkowi. Po drugie: rytm dobowy Felka, jeśli coś takiego jeszcze w ogóle funkcjonuje, olać na rzecz spontanu Lileczki. Czy Felek, dziecko niebawem trzyletnie, koniecznie musi spać w dzień, jeść obiad w południe i kłaść się o 20.00, skoro akurat potrzeby Lilki wymuszają nagięcie tego żelaznego rozkładu? Okazało się, że nie i to odkrycie również poprawiło jakość mego życia. Ponadto wyżej wspomniany dorosły człowiek nie musi generować miliarda decybeli podczas swojej zabawy, kiedy w pobliżu śpi półtoramiesięczne dziecko. I warto go o tym poinformować, a nie z miną cierpiętnicy przestawiać w nieskończoność bujaczek z rozbudzającym się bez przerwy maluszkiem i narzekać na brak synchronizacji.  Przestałam się też przejmować, gdy Felek woli oglądać bajkę, niż uskuteczniać ze mną jakieś megaedukacyjne zabawy- przecież to dobrze, bo ja se mogę poczytać w spokoju gazetę albo zjeść śniadanie- że też wcześniej na to nie wpadłam! I kolejna rzecz: im węcej czasu spędzą z ojcem, tym lepiej. Bez żadnych wyjątków od tej reguły. Jeśli będzie to wymagało podania Lilce sztucznego mleka, to co z tego. Nie umrze. A ja pójdę sobie do dentysty, do kosmetyczki, napiszę na blogu, kupię to i tamto. Ostatnio to nawet poprosiłam sąsiada (nasz przyjaciel, którego Felek bardzo lubi) żeby z Felkiem posiedział, bo był mróz, a ja musiałam mu kupić zimową kurtkę i nie mogłam go zabrać, gdyż tej kurtki jeszcze nie miał. Sąsiadowi w akcie wdzięczności przyniosłam piwo, Felek cały ten czas oglądał bajkę,ale dostał nowe duplo od mamy (oprócz kurtki…) i do nocy się nim potem bawił. Ja szczęśliwa, sąsiad też zadowolony, Felek nie zmarzł, a Lilka dotleniła się na wieczór. Absolutnie wszystko gra. Jakieś problemy z niegrzecznością Felka też mnie nie martwią szczególnie. Proszę bardzo, chcesz ryczeć to rycz, i tak cię zmuszę do wykonania polecenia, jeśli nie w trybie natychmiastowym, to kilkugodzinnym, ale co to jest w obliczu wieczności? Zbliżam się na nowo do Zen i rozpiera mnie duma…

2 myśli nt. „Wiwat patologia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>