A żołądek boli…

   Nabawiłam się dzisiaj bólu żołądka, poczułam coś jakby uderzenie tępym przedmiotem w tył głowy, nie mogłam zasnąć i nadal niedobrze mi… Wyleciałam dziś na chwilkę przed dom (małe spało, duże jadło jogurt) wyrzucić śmieci. Kilka sekund. Wystarczyło by być świadkiem następującej sytuacji: dwie kobieciny idą ulicą z małym, może trzyletnim chłopczykiem. Bynajmniej nie dostosowują tempa do możliwości dziecka, skutkiem czego żałośnie podbiega ono, by nadążyć, w czym z pewnością nie pomaga mu czapka nasunięta na oczy… Chłopczyk się potknął i przewrócił. Jedna z bab szarpnęła go do góry z tubalnym wrzaskiem, słyszanym chyba na pół Rumi: ,,Ja pierd…ę, patrz pod nogi!!!”. Było w tym tyle złości, chciałoby się powiedzieć- nienawiści, ale wolę wierzyć, że jednak matka (?) nie może dziecka nienawidzić, więc użyję tutaj wyrażenia ,,skrajnej niechęci”. Wstrząśnięta wróciłam do moich słoneczek. Myślę sobie: co zyskuje Felek, który nigdy nic podobnego nie usłyszy, nikt go nigdy nie szarpnie, a gdy się przewróci, przede wszystkim spotyka się z zainteresowaniem odnośnie stanu łapek i kolan? Jaka to niesprawiedliwość- tak na prawdę, nie biorąc pod uwagę kryteriów moich (w sensie jego mamy)- w czym on jest lepszy? Czy w ogóle sens ma kontrolowanie emocji, skoro inni mają to za nic? W dzieciństwie (zapadła wieś) płakałam nad losem psów łańcuchowych. Oswajałam je i spuszczałam z uwięzi, sąsiadki – właścicielki pomstowały, rodzice zabraniali, bo te sąsiadki oczywiście im się skarżyły… Zakopałam psią traumę gdzieś na dnie swojej podświadomości. Jest dla mnie symbolem wszystkich spraw, na które nie mam wpływu, więc nie warto się nimi przejmować, bo i tak nic się nie zrobi, a po co płakać dzień w dzień. Zawsze, gdy napotykam przeszkodę, której nie sposób pokonać, przypominam sobie te zdychające z głodu i chorób psy, tę śmierdzącą, ukochaną przeze mnie dziurę, w której się wychowałam, a gdy się z niej wyprowadziłam, zamroziłam wrażliwość na psią krzywdę- bo ,,moich” psiaków już nie było, tam, gdzie się znalazłam, chociaż od poprzedniego miejsca zamieszkania dzieliło mnie 20 km, to jak Mars, a dawne to Ziemia. Zupełnie inny świat. I ja nagle przestałam być dzieckiem. Poczułam blokadę, która nie pozwoliła mi spuszczać psów nowych ,,sąsiadów”, bo tam oczywiście także zdarzały się psiaki przy budach. I chociaż ma się zmienić prawo, chociaż uwiązywanie psów na łańcuchach ma być zakazane (to i tak nic nie pomoże), nie rusza mnie to, nie obchodzi- tak głęboko odsunęłam od siebie to, co nadało kierunek mojemu postrzeganiu ludzkości. Człowiek jako istota zdolna do znęcania się nad psami, nad słabszymi – i wstyd że też jest się człowiekiem.

   Częściej widuje się maltretowane łańcuchami psy, niż maltretowane dzieci, bo z faktu zadawania cierpenia zwierzęciu poprzez trwałe uwiązanie go nie wszyscy zdają sobie sprawę, natomiast to, że dzieci jednak bić nie wolno i że bluzganie do nich też jest społecznie oceniane jako negatywne, raczej większość rozumie, nawet w środowiskach patologicznych. No więc ci, którzy od tego nie stronią, kryją się z tym. Czasami im się coś wymsknie na ulicy.

,,Dlaczego nie drę się na dzieci?”- tak może kiedyś zatytułuję książkę na temat wychowania, jeśli jakiś szaleniec i pretendent do bankructwa zgodziłby się ją wydać. Nie mam wpływu na to, jak inni się zachowują. Nie pokonam ogólnej tendencji do narzucania słabszym istotom swojej władzy przez silniejsze osobniki. Nie spuszczę wszystkich psów z łańcucha, tak jak nie porwę okrutnie poniżonego, zastraszonego malucha z ulicy, by razem ze mną i Felkiem pobudował z duplo. Ale zgodnie z zasadą ,,sprzątanie świata zacznij od swojego biurka”, postanowiłam, że jeśli mogę być dobra przynajmniej dla dwójki dzieci to może chociaż trochę dobrej energii pójdzie w świat. A że to akurat moje dzieci? No trudno, na to, co blisko, mam największy wpływ. Otóż nie drę się na dziecko, bo sprawia mi przyjemność patrzenie, jak razem z nim, rośnie jego pewność siebie. Jak staje się coraz bardziej towarzyskie i obyte, chociaż nie chodzi do przedszkola i o rodzeństwie też jeszcze ciężko się tutaj wypowiedzieć. Czuję radość, gdy obserwuję, jak kombinuje, ocierając się o banalną niegrzeczność- i jak nie boi się, że oberwie, gdy zwietrzę jego diabelskie zamiary. Natomiast zauważyłam, że mimo wszystko jest mu trochę głupio, gdy zbroi. Ma wtedy szczerze skruszoną minę, czasami próbuje zrekompensować mi straty moralne czy sprzętowe… No i to jego bezkonkurencyjne: ,,Mamo, nie bądź jus taka zła”. Mimo, iż moja złość polega głównie na robieniu srogiej miny, czasami tylko nie wytrzymuję i podniosę głos albo czegoś zabronię… Nie jestem z kamienia. Drażni mnie, że zdarza mu się specjalnie robić coś, o czym wie doskonale, że jest zabronione. Gdy jeszcze dojdzie do tego niesubordynacja Lileczki, szlag mnie trafia. Jedno ryczy, a drugie np. wyrywa mi z ręki smoczek i rzuca pod stół. Bywa też, że używa niezgodnie z przeznaczeniem przedmiotów o dalekim polu rażenia, np. miotły, mopa, papieru toaletowego. Histeryzuje przy ubieraniu. Nie jestem aniołem, czasami mam ochotę go sprać. I może właśnie świadomość, że niektórzy nie doświadczają na codzień łaski cierpliwości wobec własnych dzieci i podziemie prania dzieci kwitnie w Polsce w najlepsze (mimo oficjalnego prawa, które tego zabrania!) sprawia, że oddycham głęboko i liczę do dziesięciu. Nie uderzę dziecka, bo jest mniejsze, głupsze, słabsze, bo ludzie uwiązują psy, a ja chciałabym chociaż troszeńkę uczynić ten świat lepszym.

9 myśli nt. „A żołądek boli…

      1. ciotka

        Witaj Marysiu, świetnie piszesz, zawsze z dużą przyjemnością czytam Twój blog. Jesteś osobą o dużej wrażliwości, no i mądrze wychowujesz swoje dzieciaczki. A z tym karmieniem psa to nie jest ”ściema”. To jest
        kontynuacja akcji – nakarm psa z Szerlokiem. Pozdrawiam.

        Odpowiedz
  1. podglądywaczka :)

    dziękuje za każde słowo, gratuluje, podziwiam i zazdroszczę tej cierpliwości, tez tak chcę :) chetnie kupię i poczytam (nawet po kikla razy) książkę ,,Dlaczego nie drę się na dzieci?”- proszę dac znac jak już będzie :) pozdarwiam i dobra życze duuuużżżżoooo!!!

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      i wzajemnie:) może kiedyś… ale nie wiadomo jeszcze, jak skutkują takie metody, bo dzieci, na których je ćwiczę, są jeszcze malutkie:) Pogadamy za 20 lat?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>