Podwodny świat

   Wczoraj byliśmy całą rodziną w nowootwartym oceanarium w Gdańsku. Wyprawa pod względem logistycznym oczywiście doskonała z maleńkim ,,ale”, będącym jednak nauką na przyszłość- nie wzięłam dla Felka ubrań na zmianę. Okazało się to błędem. Ostatnio żołądek mojego dziecka jest dość mocno nadwyrężony, jest to efekt szalejącego sezonu mikołajkowo- gwiazdkowego. Skutkiem tego, w połączeniu z ponaddźwiękową prędkością połknięcia ogromnego kotleta, talerza frytek plus butli soku, była, mówiąc delikatnie, ubrudzona i mokra bluza oraz koszulka… Na szczęście nieopodal w sklepie z dziecięcą odzieżą trwała promocja i wyszarpałam bluzę za 15 zł. Ale przecież nie od takich aspektów tego wyjazdu chciałam zacząć…

   Godzina w pociągu była nieco męcząca, Felek już zaczął się pokładać i marudzić, ale daliśmy radę. Chociaż na tej trasie jeździł już setki razy, wciąż udaje się go zainteresować widokiem za oknem. A to dźwigi w stoczni, a to stacja robocza z dziesiątkami różnokolorowych wagonów, mosty, drzewa, walce, koparki. Ludzie siedzący w sąsiedztwie uśmiechają się do mojego synka, gdy komentuje on w swoim stylu rzeczywistość. Liluś śpi. Dojeżdżamy, wysiadamy, powtarzając jak mantrę, że zaraz zobaczy rybki, gdy najbardziej wymagający uczestnik tylko zdradza najmniejszą ochotę do bojkotu wycieczki. Sukces za sukcesem: ,,A będzie wielka lyba -mama?”- ,,Oczywiście, Felku, będzie wielka ryba- mama.”- ,,A będą małe lybki- Felki?”- ,,Tak, będą małe rybki synki Felki.” Wystarczy, żeby zachęcić do poznawania podwodnego świata…

  Oceanarium okazało się hitem. Nie jest ono jakieś potężnie duże, dzięki czemu nie zdążyliśmy się zmęczyć przed obejrzeniem wszystkich wodnych istot. Felek latał wśród akwariów jak opętany, miejsce to dosłownie go oszołomiło. Tym bardziej, że były tam ogromne odkryte pojemniki, do których można było włożyć rękę i gdzie przy odrobinie szczęścia udawało się ,,pogłaskać” rybę. Z głaskania Felciowi za dużo nie wychodziło, ale co się nachlapał, to jego. Odkrył także, że przykładając mokrą łapkę do posadzki, robi się fantastyczne ślady i tym zajmował się przez większość czasu. Co mnie zaskoczyło i to jak najbardziej pozytywnie, to jego reakcja na inne dziecko. Była tam mała dziewczynka, mniej więcej czteroletnia córeczka przewodnika oceanarium. Od razu przylgnęła do Felcia, jak tylko go zobaczyła, najwyraźniej nieczęsto zdarzają się jej takie atrakcje, bo tak w ogóle to my byliśmy tam jedynymi gośćmi w tym momencie… Ale co ważne, Felek przylgnął do niej! Była tam sylizowana na plażę, mała piaskownica. Felek zapomniał o rybach w ferworze zabawy z zupełnie obcą dziewczynką! Byłam w szoku. Gdy skręcaliśmy w inną alejkę, Felek zrobił wielkie oczy i krzyknął: ,,Ja nie scę do domku! Zostanę tutaj z dziewcynką!” Wspaniale, myślę sobie, nareszcie moje dziecko zaczyna odkrywać potencjał twkiący w innych jemu podobnych istotach.

   ,,Co tam myjes?”- zapytało moje dziecko, widząc jak sprzątaczka czyści jedno z akwariów. Nie, bynajmniej nie wyglądała na urażoną, za to w sekunde dosłownie rozpłynęła się z sympatii do naszego syna. I znowu Felek zrobił sobie dłuższy przystanek, zamiast chodzić za nami i słuchać opowieści przewodnika na temat szpinakożernych piranii. Gadał sobie z panią sprzątaczką, oczywiście pełen luz, per ty i te sprawy! Podpatrywałam, czy grzeczny. Tylko że w jego przypadku trudno określić granice, poza którymi zaczyna się już niegrzeczność. Wcześniej wspomniane robienie śladów z mokrych rąk na całej podłodze oceanarium jest jeszcze grzeczne czy już nie? Albo wspinanie się na palcach i napieranie na akwaria… Kto wie, czy konstrukcja dość silna. Jakby tak wywalił mureny albo kraby na glebę, to ciekawe, jakimi by nas kosztami obciążyli? Na szczęście nic się nie stało. Oceanarium zwiedzone. No to na obiad!

W tym samym obiekcie skorzystaliśmy z usług niewielkiej restauracji serwującej domowe obiady. Wszystkim smakowało, niektórym aż za bardzo, o czym już na początku napisałam… Powrót był nieco bardziej problematyczny, niż droga ,,do”. Lilianna dopiero się obudziła (zasnęła po wyjściu z domu, jadła przez sen, gdy ja konsumowałam kotleta z serem) i ryk. Felek skrajnie wymęczony (on jeszcze sypia za dnia) i ryk ,,ja nie scę tu być”, któremu w ogóle się nie dziwiłam, gdyż ta podróż to był koszmar. Gorąco, ludzie ściśnięci jak sardynki. Marcinek musiał sobie z Feluniem radzić i poradził za pomocą zabranej na czarną godzinę książeczki z naklejkami. Ja na stojąco w tym tłoku bujałam Lilunię. Ludzie wyrozumiali, aż się zdziwiłam. Jedna pani nawet Marcinkowi pomagała opanować traumę Felka, też jakąś książeczkę wykombinowała i ryk ustał. Dojechaliśmy. Piękny dzień za nami.

Jedna myśl nt. „Podwodny świat

  1. Justyna

    Jak już auto będę mieć w nagrodę za to, że znam taką zdolną Małżewkowiankę (jeszcze nie przeczytałam a już wiem, że nagroda winna być twoja) to poejdzim samochodem ;D

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>