Ja nie scę do kina…

   No i zaczęła się zima. Już zdążyłam zapomnieć, jak bolą nie do końca zakryte czapką uszy, gdy mknie się poprzez śnieżną zawieję, jak koła wózka lubią ślizgać się po lodzie i jak marzną ręce, zobowiązane do dźwigania, pchania, łapania, poprawiania i ciągnięcia, które to czynności jednak łatwiej wykonywać bez rękawiczek. Marcin wziął niedługi urlop. Ma w tym czasie nadzieję nadrobić towarzyskie zaległości, nim wyleci do obcych krajów. Dla mnie to okazja, by jeszcze lepiej zająć się przychówkiem, a to dlatego, iż przychówek jest w wieku, w którym sensowniej zajmować się nim z osobna. Postanowiłam zabrać dziś Felka do kina. Nigdy nie był, ale zachęciły mnie kreskówkowe weekendowe poranki w rumskim przybytku. Już w domu Felek miał minę niewyraźną, po drodze marudził, w centrum handlowym, w którym znajduje się kino popłakiwał, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Zawsze tak jest: zapowiedź jakiejkolwiek nowości to dla mojego synka powód do strasznego stresu. Oczywiście wspieram go, tłumaczę, że to normalne, że się wstydzi i boi tego, czego nie zna, ale że warto próbować, by przynajmniej wiedzieć, co jest fajne, a co na pewno nie. Tak uważam, a też jestem z tych wstydząco- bojących. Dlatego rybusia mojego rozumiem. Do sali kinowej zaciągnęłam go niemal siłą. Darł się, jak opętany, zesztywniał ze strachu. Kino trzęsło się od jego płaczu. Bałam się, że na prawdę będzie trzeba uciekać, bo inne dzieci nie będą nic słyszały! Zaczęła się bajka, a ten nadal ryczy: ,,Nie scę być u kina, nie będę oglądać, chcę u mamusi, chodźmy jus do domku…!!!”. No dobra, w przeciwieństwie do teatrzyka, kino chyba rzeczywiście nie przypadło mojemu synkowi do gustu. Stwierdziłam, że nie będę go dłużej dręczyć. Miał spróbować, spróbował, nie podoba mu się, to spadamy. Ale gdy brałam kurtkę i wyślizgiwałam się z siedzenia, by wyjść, nie zakłócając widoku dzieciom siedzącym za nami (dygresja: wszystkie prócz Felka były z ojcami!!! przypadek?), Felek rozsunął paluszki jednej z rączek kurczowo zasłaniających oczy. I zobaczył bajkę. Znieruchomiał na stojąco, ale jako, że go trzymałam, wciąż wyczuwałam duże napięcie. Wślizgnęłam się na powrót do siedzenia i zastygłam z nadzieją. On nic. Patrzy na ekran przez palce (wyglądało to tragikomicznie), po policzkach spływają wciąż świeże łzy, buzia czerwona. Ale nie ryczy, to najważniejsze. Po kilku minutach odważyłam się bez słowa wciągnąć go sobie na kolana, żeby nie stał jak taka sierota. Bez protestu. Ale posadzić na sąsiednim krzesełku się nie dał, a ja nie naciskałam. Cztery kreskówki przeleciały i czas było na nas. Felek niechętnie odpowiadał na pytania dotyczące całego prezdsięwzięcia, z tatą w domu nie podejmował tematu kina, z wyjątkiem chwili, gdy trochę się w jego obecności z Marcinkiem poprztykaliśmy (błąd niewybaczalny, ale mamy teraz dość nerwowy okres, zresztą co ja się tłumaczę, to było maksymalnie beznadziejne) i Felek, nienawykły, zaczął krzykliwymi relacjami z czegokolwiek, m. in. z kina, usiłować zwrócić na siebie uwagę. Uświadomił nam w ten sposób, że jednak słucha i nie podoba mu się zmiana stylu rozmowy między mamą i tatą. Przestaliśmy. Mój Boże, niech już to się skończy. Sama nie wiem za bardzo, co, ale niech się skończy. Dziś w kinie zgubiłam siatkę z portfelem i telefonem. Stres potworny, na prawdę myślałam, że zejdę. Odzyskałam, bo jakiś facet znalazł zgubę i skontaktował się z moją mamą. Ale cały dzień chorowałam po tym przykrym zdarzeniu. Najgorsze w tym było to, że po kinie obiecałam Felciowi lody. A w związku z tymczasową stratą, po kinie już nie miałam za co ich kupić. I nie poszliśmy. Ryk tragiczny, zawód, moje wyrzuty sumienia. Przez najbliższe pół roku do kina się chyba z Felinkiem nie pofatyguję!

   Jutro jedziemy na urodzinki do Helenki- naszej byłej sąsiadeczki. Pamiętacie? Gdy się urodziła, ja właściwie zaczęłam pisać tego bloga. Minęły już dwa lata- przez ten czas zdarzyło się więcej, niż jakikolwiek podręcznik historii byłby w stanie zawrzeć, opisując dzieje ludzkości! Do moich Czytelników mam jedną małą prośbę- otóż Mama Na Puszczy bierze udział w konkursie na Bloga Roku. Potrzebuje Waszych głosów, by mieć jakieś szanse, zatem proszę o wysłanie SMS-a (1 numer- 1 SMS, więcej nie można, bo oczywiście próbowałam… ) o treści A00656 na numer 7122. Koszt to 1,23 zł- niedużo, a dla mnie to wielka radość, gdy widzę chociażby jak dzięki temu konkursowi wyniki oglądalności bloga szybują w górę:) A to mój nadrzędny cel- wirtualne przesyłanie dobrej rodzicielskiej energii, rozprzestrzenianie jej po IP wzdłuż i wszerz naszego nieco zacofanego pod względem mamowo- tatowym, kraju. Więc proszę Was o wsparcie i kończę, bo mimo późnego wieczora mamy gości. Dobranoc!

3 myśli nt. „Ja nie scę do kina…

  1. Julcia

    Uwielbiam czytać Twojego bloga,dla mnie to wygraną masz już w kieszeni:)A Feliksik jest niesamowity,nie powtarzalny i jedyny w swoim rodzaju,tak bardzo chciała bym się już z wami spotkać.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>