Każdy hardkor pod kontrolą

   Kiedy Feliksik był malutki, zastanawiałam się, jak to jest, że niektórzy w ogóle mają dzieci z niewielką różnicą wieku. W sensie, dlaczego sama biologia nie ustanowiła conajmniej czteroletniej przerwy między jednym aniołkiem a drugim, tylko jedenastomiesięczną. I ze zgrozą przewlekaną ogromnym podziwem myślałam sobie o znajomych matkach, którym dzieci rodziły się np. rok po roku, albo po dwóch latach… Dla mnie np. zimowy spacerek z jednym takim ośmiomiesięcznym tucznikiem to była gehenna. Ubierałam go ciepło (wierzcie mi- CIEPŁO- duuużo cieplej, niż teraz ubieram Lilunię- człowiek mądrzeje z wiekiem), owijałam w trzy koce i znosiłam z trzeciego piętra do wózka. Wózek wynosiłam z klatki- czyli jeszcze dodatkowe trzy schodki. Gdy byłam w okolicy piętra pierwszego, słyszałam TEN dźwięk- tak, oto Felek postanowił się wypróżnić, nie bacząc na fakt, że ubieraniu go (którego nie znosił i robił wszystko, by mnie od tego zamiaru odwieźć) poświęciłam- uwaga- ok. 15 minut. Nie chce mi się nawet dodawać, iż z reguły czyniłam to po uprzednim ubraniu siebie, żeby, broń Boże, dziecko ani minuty ubrane nie spędziło w ciepłym mieszkaniu. Ale po usłyszeniu TEGO dźwięku oczywiście wracałam. Spocona jak mysz rozbierałam zadowolone dziecko, kładłam na przewijaku, ścierałam pot z czoła (mi nie opłacało się rozbierać), myłam, zmieniałam pieluchę, ubierałam, ścierałam pot, nalewałam szybko zimnej kranówy do kubka od mycia zębów, piłam jedną ręką, drugą podnosiłam dziecko, odkładałam kubek, dobra, zmywamy się. Na dwórku jeszcze trzeba było mordkę kremem posmarować i możemy iść.

   Nie mogę pojąć, co miałam z mózgiem, by urządzać spacery, mimo zalegających na chodniku i ulicach, metrowych zasp. Pierwsza zima Felinka była niesamowicie śnieżna. Zamiast pchać wózek, ciągnęłam go. Na ch….j? Właśnie nie wiem. Wydawało mi się, że muszę przestrzegać ustalonego schematu dnia, a poza tym w sklepie oddalonym od naszego lokum były ponoć (gazetki nigdy nie zawiodły- w Gdańsku codziennie miałam świeżą ,,prasówkę” i wiedziałam, co danego dnia i gdzie dostanę najtaniej) bułki aż o 6  groszy tańsze, niż w naszym osiedlaku. No to MUSIAŁAM po nie iść. I jeszcze MUSIAŁAM odwiedzić Marcinka w pracy. A jak byłam po bułki, to od razu i paprykę marynowaną z 45- groszową oszczędnością kupiłam, i cukier puder w promocji. I pakowałam ten balast do wózka, by przypadkiem nie był za lekki, i ciągnęłam go godzinę na chatę. Mimo, iż dystans ten, gdy nie było śniegu, zwykle pokonuje się w ok. 15 minut. Ale ja MUSIAŁAM. I chociaż dęło jak w środku cyklonu, nigdy nie pozwoliłabym sobie na taką rozrzutność, by wracać tramwajem. Z tej zimy pamiętam, że kilka razy zasłabłam po powrocie ze ,,spacerku z dzieckiem”, już w domu, po odłożeniu Felcia, gdy mus rozmazywał się w eterze, mi oczy zachodziły gęstą smołą.

   Gdy dochodziłam do siebie, myślałam: jak one to robią? Matki, mające ponad jedno dziecko? I proszę, sama odnalazłam odpowiedź na to trudne pytanie. Nagle okazało się bowiem, że gdy w domu pojawia się kolejny potomek, nic się nie musi. A więc: nie muszę robić dużych zakupów, będąc z wózkiem, bo zawsze MOŻNA poczekać na dzień, w którym Marcin ma wolne. Dziecko ubiera się tylko nieco cieplej niż siebie, bo ma przecież koc i budę od wózka. Gdy piździ, jak na Uralu, wołami mogliby mnie wyciągać z domu- nie pójdę. Świeże powietrze nie zając, a i przyjemność to dla dzieciaków wątpliwa, więc dla samej wzniosłej idei nie będę ich godzinę ubierać, żeby sobie kilkanaście minut poprzebywały na dworze. Mam tu na myśli głównie Felcia, bo Lilka, leżąc w wózku, ma to i tak wszystko gdzieś. Kąpiel- owszem. Kąpię Liliannę co dwa dni rano. Felek kąpie się sam. Nie zapytam, gdzie jest napisane, że dzieci należy kąpać codziennie, bo doskonale wiem, iż w każdej durnej gazecie typu ,,Twoje Maleństwo”, nawołującej do bezwględnego posłuszeństwa dziecięco- rodzicelskim rytuałom, które z jednej strony szykanują każde odejście od udeptanej, wąskiej ścieżki swoich porypanych porad, z drugiej drukują ,,strony nowoczesnej mamy”, pieprząc: ,,Nie zapomnij, że jesteś kobietą! Idź do fryzjera! Kup se jakiś ciuch!..”. Dwie strony dalej pięciostronicowy artykuł na temat poprawnej pielęgnacji niemowlaka- sorry, ale stosując się do niego, nie tylko na fryzjera, ale nawet na wys…nie się czasu by nie starczyło.

     Abstrahując od gazet, muszę pochwalić się, że już niemal do perfekcji opanowałam organizację w domu i na spacerze. Musi to na Rusi- to moje macierzyńskie hasło. Przychodzi popołudnie, Lilka pochrapuje na dwórku (potrafi tak nawet 5 godzin, ale tylko na dwórku, rozszczelniam zatem okna, by słyszeć ją w razie czego i żyję, jakbym miała jedno dziecko…), druga kawka wypita, domki z duplo ułożone i rozwalone już sto razy, facebook sprawdzony też coś koło tego. Zmaga mnie zmęczenie. Informuję synka: mama idzie spać, możesz się bawić cicho albo z mamusią położyć. I wiecie co wtedy się dzieje? Synek bawi się cicho albo kładzie z mamusią. Po godzinie jestem już zregenerowana.Wstając, widzę Felcia śpiącego obok siebie lub bawiącego się gdzieś w pobliżu. Czasami to on mnie budzi: ,,Mamo, obudź się, bo jestem głodny.” Nie zasnął?Widocznie akurat tego dnia nie potrzebował. Za to następnego podrzemie zapewne ponad trzy godziny. Dzisiaj zasnął we wózku, w drodze ze spacerku, wisząc dosłownie nad leżącą w gondoli Lilką (zabraniam mu kłaść się na dziecku). Była godzina 17.04. W domu położyłam go do łóżka, zdejmując, co się da. Późnym wieczorem ocknął się, prosząc o mleko. Dałam mu. Wypił, zasnął spowrotem. Nie umył zębów, nie wykąpał się. Trudno. Kolejnych pięćdziesiąt albo i więcej dni ząbki myte będą. Nikt nie umrze, jeśli raz go ta przyjemność ominie.

   Do  czego zmierzam? Doszłam do tego, że posiadanie więcej niż jednego malucha, nie jest hardkorem nie do ogarnięcia. Teraz wiem, że tak, jak radzę sobie z dwójką, tak poradziłabym sobie i z trójką, i z piątką. Chodzi jedynie o delikatne naginanie priorytetów, które zresztą okazują się być niezwykle plastyczne. A świadomość, że moje słoneczka mają rodzeństwo, które uważam i uważałam zawsze za największy potencjał w kategorii ,,zasoby ludzkie”- bezcenna…

17 myśli nt. „Każdy hardkor pod kontrolą

  1. emilia

    A jak !!! musi to na rusi i juz!!!!!!!!!!!!!
    Fajnie to napisalas tym razem,ja sie zgadzam choc narazie mam jedno bobo.
    lowia
    kisja

    Odpowiedz
  2. emilia

    A jak !!! musi to na rusi i juz!!!!!!!!!!!!!
    Fajnie to napisalas tym razem,ja sie zgadzam choc narazie mam jedno bobo.
    lowia
    kisja
    co?! niechce mi komentarzu dodac bo jakis duplikat wykryto,what?????????

    Odpowiedz
  3. Justyna

    rodzeństwo to je „skarb” ja coś o tym wiem ;p hehe da się ogarnąć ale trzeba mieć do tego zdolności, ja jak na razie siebie niestety nie wyobrażam w podobnej roli :/

    Odpowiedz
  4. Kasia

    Przypomnij sobie teraz, jak byłaś w ciąży i sie martwiłaś, jak się ogarniesz z tym małym majdanem i wszyscy Ci powtarzali, że dasz sobie radę :)
    Ja tam już z jednym sobie czasem odpuszczam ;p Chyba gdzieś w głębi duszy pochodzę z Południa, bo dla mnie priorytetem jest sjesta ;p Wiadomo, że dziecko musi być najedzone, przewinięte i w miarę czyste, i że się bawimy razem, ale Wicowi nie przeszkadza, jeśli od czasu do czasu mama poczyta gazetkę, a on sobie porozwala klocki w samotności. Nie wyobrażam sobie, żebym go miała nosić cały dzień na rękach i wymyślać za niego zabawy [jak to robi moja szanowna teściowa ;p], bo moim zdaniem to nieedukacyjne. Dziecko musi się nauczyć samodzielności, kreatywności i asertywności. A zatem, jak się Wicowi znudzi zabawa w pojedynkę, to „czyta” gazetkę razem z mamą i już wiem, że czas na kolejny punkt w naszym niezbyt napiętym planie dnia. A ze „świętych” gazet i poradników to ja zapamiętałam jedno: szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci! :D

    Odpowiedz
  5. Cytrynna

    a moja teściowa to kupuje wszelkie gazety, w których są artykuły zgodne z jej propagandą i mi podtyka, na przykład ostatnio dostałam gazetę o konieczności codziennego spaceru.

    Odpowiedz
    1. Marysia Autor wpisu

      no bo w sumie ja uważam,że dziecko powinno codziennie tego powietrza łyknąć,ale bez przesady,jak wieje i pada,to jaki sens?? matka się przeziębi i w ogóle się nimi nie będzie mogła zajmować;/ kiepski interes.

      Odpowiedz
  6. EwaM

    Maria, ten tekst jest super i popieram Cię:) Ja „nie musiałam” już przy moim pierwszym, i jedynym jak do tej pory, dziecku… ale może to kwestia parszywego charakteru… albo wieku;))

    Odpowiedz
  7. Julcia

    Marysiu piszesz że z 4 i 5 dzieciaczków dała byś radę to może podrzucę Ci w wakacje moją świętą trójce?Jak to się mówi im więcej tym weselej:)

    Odpowiedz
  8. marlene

    A ja taka durna -30 lat temu-nie bardzo wiedziałam jak się dostosować do wymogów babci ,teściowej i sąsiadek….a każda porada na wagę złota …hi hi. Alunia dzieckiem nie wymagającym była ale Wojteczek co 2 godziny przez okrągłą dobę sygnalizator włączał i nie wiadomo było ile pary przygotował…Spałam w przerwach między zabawą z Alunią a zadziwieniem nad Wojtasem-Ogórasem…Dopiero kiedy zapanowałam nad sobą i własną intuicją-porzuciwszy dobre rady -zapanowała rajska sielanka…i nie MUSIAŁAM…..bo nie chciałam….Czasami wydaje mi się ,że te wszystkie straszne porady są po to ,by kobiecie nie było lepiej niż tej ,która nie potrafiła im oprzeć się i koniecznie ale to koniecznie trzeba je wdrożyć w życie …bo tak! STAWIAĆ OPÓR=MĄDRA WYPOCZĘTA SZCZĘŚLIWA !!!!!!

    Odpowiedz
  9. Miszelę

    Uwaga! Koment na blogu! :)
    Ja słuchałam rad (na „szczęscie” od radzenia mam tylko mamę), ale i tak robiłam po swojemu, bo bym się wykończyła po dwóch miesiącach. Ale jesli chodzi o spacery, to doskonale Cie rozumiem. Zamiast wystawić Bobasa na podwórko jeździłam do sklepów, odwiedzać tatę w pracy i do babci do Wejherowa… Tłukłam się tymi autobusami i pociągami jak nienormalna, a potem powrót…
    Zresztą miałam o tyle dobrze, że Jagoda prawie cały czas spała, kiedy była starsza lubiła się bawić sama i generalnie nie marudziła za często, więc do fryzjera mogłam się wybrać. Kiedy byłam zmęczona, albo po prostu mi się nie chciało, a taty nie byłow domu, Jagoda miała jednodniową przerwę w kąpaniu, albo myłysmy się następnego dnia rano.
    Poradników miałam kilka, gazet kilkadziesiąt, wszystkie przeczytałam, ale było tam tyle sprzecznosci i głupot, że sobie darowałam usilne wprowadzanie ich w życie.
    Pozdrowienia dla Rodziny :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>