Refleksje na początek roku

   Patrzę na Liliannę i wiem na pewno, że jak tylko sytuacja się ustabilizuje, dosztukujemy sobie jeszcze conajmniej jedno maleństwo. Bez takiego szaleństwa, jak teraz, bez depresji, strachu, odstresowych mdłości. 12.02 br moje niebo pokryją czarne chmury i zasłonią słońce- Marcin ma już kupiony bilet do Anglii. Zatrzyma się na razie u siostry, która zaoferowała wszelką konieczną pomoc. Potem, po upływie ok. pół roku, będzie starał się o świadczenia socjalne mające umożliwić ściągnięcie tam nas. Też oczywiście na ,,jakiś czas”- celem numer 1 jest adaptacja poddasza nad obecnie zajmowanym przez nas mieszkaniem na… gniazdko. Gniazdko, w którym nikt nie będzie wtrącał się do pstrokacizny i w którym nawet umywalki będą kolorowe. Już oczami duszy widzę te szeregi bibelotów, pamiątek i prezentów z całego świata. Ściany i belki pod sufitem obwieszone zdjęciami bliskich nam osób. Wszędzie zabawki, poduszki do siedzenia, dywaniki, makatki, rzeźby. Dom, w którym każdy, kto wejdzie, najpierw będzie się rozglądał, potem otwierał piwo, a po wszystkim chwalił, że takiej atmosfery, jak u nas, to nie ma nigdzie. W Gdańsku goście z różnych stron świata fotografowali nasze skromne wnętrza, by pokazać po powrocie do domu, w jak szalonym miejscu przyszło im stacjonować… Rozmarzam się. Tak będzie! Dom otwarty, tego tak bardzo mi brakuje. Jednak Rumia to nie Gdańsk, tutaj nie ściągają tłumy couchsurferów, niektórym trudno dojechać, to mały koniec świata. Nie szkodzi. Salon urządzony będzie z myślą o tych, którzy będą nas odwiedzać, maluchy będą miały swój pokoik, do którego wara, a my antresolę z mnóstwem kocy, kap, poduszek, ozdób, ech! Znowu sobie to wyobrażam. Była u nas ostatnio pani architekt. Poddasze wydało jej się wręcz stworzone do zamieszkania. Jednak zapowiedziała, że musimy liczyć z dwa lata na wszystko, by móc się tam wprowadzić. Nie szkodzi, poczekamy, będziemy działać. Tymczasem ja zostaję sama z dzieciakami tutaj, gdzie jestem, nie myślę przyszłościowo, bo doprawdy nie wiem, na ile status quo zmieni się za dwa miesiące, cztery, sześć. Wiem jedno: Lilka to najsłodszy bobas galaktyki. Gdy wspomnę sobie mojego filozofa, pamiętam, że oprócz tego, że wszystko mu wisiało, było to dziecko niezwykle poważne. Tzn. szczęśliwe w duchu. Rzadko okazywał ten stan przy pomocy mimiki. Na pewno nie rozdziawiał się w uśmiechu tak intensywnie, jak jego siostra. A ona nie myśli za dużo, po prostu szczerzy te różowe dziąsełka jak głupi do sera, chyba że akurat płacze. Właśnie, płacze. Życie emocjonalne Lileczki zdaje się być dużo bardziej rozbuchane, niż Felka, bo on nie płakał, ale też za dużo się nie uśmiechał. Kontemplował, działał. Był i to wystarczyło mamie, by odlatywała z rozkoszy na sam jego widok. Liluś, biedactwo, już wie, że musi się bardziej postarać, by ją zauważyli, nosili, gadali do niej, bo ma poważnego konkurenta w wyścigu po uwagę rodziców, cioć, wujków, babć i dziadka. A to zupełnie inna historia. Felek, biedactwo… Serce mi czasami pęka, gdy widzę, jak straszne emocje targają moim kochanym synusiem. Przyznaję: jest nieszczęśliwy. Jest bardzo nieszczęśliwy, spięty, zazdrosny, ale też klei się jak rzep, tuli (czego wcześniej nie robił), prosi o wspólną zabawę, chce ze mną spać. Najgorsze, że byle co doprowadza go do płaczu. I to płaczu szczególnie przykrego- to jednak mały chłopczyk, a buzia wykrzywia mu się w niesłychanym bólu psychicznym, stara się nie płakać, ale łzy ciekną jak grochy, gdy akurat nie mogę podążyć za jego prośbą i bawić się z nim, bo Lilka czegoś potrzebuje. Akty autoagresji- to coś, co mnie przeraża. Nie może się wypłakać, bo tak bardzo chce nie płakać (w sumie nie wiem, dlaczego, może uważa że to coś złego? Nie radzę sobie z tym…), więc bije się po twarzy. Nie może złączyć klocków, rzuca się na ziemię, widać że na prawdę cierpi. Takie błahostki doprowadzają go do takich emocji. Dziś był u nas Wincenty z rodzicami. Wincenty ma 10,5 miesiąca, wiadomo, raczkuje, szuka na swój sposób kontaktu, chce się bawić. Długo z Felciem rozmawialiśmy na ten temat, zanim przyjechali, że absolutnie nie wolno nic Wincentemu zabierać, bo jest mały itd. Ostatnio u Wandy nie pokazał się z najlepszej strony, przyznaję się szczerze, że przestałam panować nad tym, co się dzieje- Felek zabierał Wandzie wszystko i ciągle, nie dopuszczał niespełna dwuletniej dziewczynki do jej własnych zabawek. Koszmar. W dodatku na jakieś próby poskromienia tego, reagował niemal histerycznie. Dochodziło do na prawdę niezręcznych sytuacji, więc tym razem chcieliśmy uniknąć ,,akcji”. I prawie nam się udało. Felek bardzo długo starał się być grzeczny, chociaż napięcie aż w nim skrzypiało. Wciąż te zaciśnięte usteczka i szklane oczy widzę, Boże… Dopiero pod koniec gościny Felek nie dawał rady już się powstrzymywać przed ,,pilnowaniem” mnie (bo cwany Wicuś wlazł na ciocię Marysię, co w oczach mojego synka było już przekroczeniem pewnej granicy…) i zabawek. Po wszystkim, gdy widziałam, że moje kochane wciąż nie odzyskało humoru, zaczęłam mu tłumaczyć: ,,Synku, mamusia ciebie kocha najbardziej na świecie wiesz?”- ,,Tak”- odparł nieśmiało, więc ciągnę dalej- ,,A Wincentego nie kocham, bo to nie jest mój synek, tylko kolega, wiesz?”. Reakcja Felcia na to zwierzenie przeszła moje oczekiwania. Dziki skok i wrzask ze śmiechem: ,,Taaaaaaak!!!!!!!”. Uśmiecham się nieco zawstydzona tym wybuchem szczęścia i potwierdzam: ,,No tak…”, a mój chłopczyk, brykając jak źrebak krzyczy radośnie: ,,No tak! Mama kocha mnie a nie Wincentego!”. Co do mnie, to nauczyłam się powstrzymywać łzy, napływające mi w takich chwilach do oczu. W tajemnicy powiem wam tylko, że jest coraz gorzej, bo Feliksik, miast przyzwyczaić się do niemowlęcia w domu i tego, jak bardzo potrafi być ono absorbujące, znosi je coraz boleśniej. Czy może to wynikać z faktu, że ona jest taka roześmiana i nasz stosunek też się do niej zmienił? Wcześniej nie musiał być zazdrosny, bo w sumie o co? Ryczące zawiniątko, które jakoś mało czułości w nas wzbudzało swoim permanentnym wrzaskiem. A teraz uśmiechy, grzechotki, gruchanie, a zaraz kulanie i śmianie! Coraz potężniejsze kochanie. Tylko dlaczego nie potrafię tego jakoś zsynchronizować z kochaniem o ugruntowanej pozycji kochania, dlaczego ono tej pozycji pojąć nie może?…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>