Dzienne archiwum: 18 lutego 2012

Pięć na plusie!

   Piękny dzień. Po dłuższej przerwie udało nam się nareszcie pójść na godzinny spacerek. No tak, przez jakiś czas nasze rumskie wędrówki były dosłownie i w przenośni zamrożone, bo nikomu nie służy przebywanie na kilkunastostopniowym mrozisku, a na pewno nie dzieciom. Oczywiście wynurzaliśmy się z domu, ale odwiedzaliśmy sklep i nazad, ewentualnie zostawiałam Felcia i szłam przed dom bujać Lilkę we wózku, by zasnęła na dłużej. Takie już ma ona zboczenie, że lubi sobie pospać nawet cztery godzinki po południu, ale jeden warunek musi być spełniony- sen zaczyna się na dwórku. Potem mogę sobie ten wózek wprowadzić nawet do sauny i różnicy jej nie robi. Wspomniałam, że zostawiam Felka. Tak, bawi się ładnie i jest uważniejszy, niż gdy jestem z nim w domu. Zaglądam do niego co 5 minut. Mam wrażenie, że on bardzo się cieszy i jest dumny z zaufania, jakie mu okazuję. Zaufanie oczywiście jest mocno ograniczone, ale myślę, że w przypadku niespełna 3-letniego chłopca wystarczy. Ja wiem, co robi i że żyje, on czuje się dorosły- jak dla mnie bomba. Podobnie rzecz ma się niekiedy, ale w drugą stronę- on lata po ogródku i czasem na podwórku z drugiej strony domu, ja monitoruję sytuację przez jedno albo drugie okno. Myślę, że to w porządku. Chciałabym, żeby mocno czuł, że mu ufam. Wbrew pozorom, on rozumie takie abstrakcyjne pojęcia. Myślę, że większość dzieci w tym wieku je rozumie i trzeba tylko dać im szansę, by mogły o tym zrozumieniu zaświadczyć. A tak w ogóle to chciałam pisać o pięknym dniu. I że nareszcie udało nam się wybrać na spacerek do parku, za czym od dawna tęskniłam, bo nie byłam tam chyba od Bożego Narodzenia. Staw zamarznięty, ale rzeczka płynie, topią się gigantyczne sople pod mostkiem, gruba warstwa śniegu na piaskownicy powoli zamienia się w ażurową serwetkę, odkrywając nieestetyczne połacie mokrego, brunatnego piachu. Ja siłą rzeczy widzę w nim przepiękne lato, Felcia z taczką, otoczonego niezliczoną ilością piaskownicowego sprzętu. Wtedy jeszcze bał się dzieci, nie chciał się z nimi bawić, płakał bez sensownego (według ,,dorosłych” standardów) powodu i zdarzało mu się posikać w majtki. Dziś jest moim małym bohaterem, wspaniałym towarzyszem, starszym bratem, dzielnym chłopcem. Właśnie tego lata, po przeprowadzce zamienił się z dzidzi w chłopca, tak to oceniam. Wiele ,,dzidziowych” cech pozostało, niemniej w chwilach ich uzewnętrznienia konfrontuję osobę synka z zapakowaną w pluszowy kombinezon osobą- osóbką- córeczki. Dzidzia jest tylko jedna :)

   W parku, jak wspomniałam, zaczyna topnieć. Coraz dłużej jest jasno, a pięć stopni na termometrze powyżej złówróżbnego zera skłania do pozytywnych przemyśleń na temat kolejności występowania po sobie pór roku w naszym klimacie. To znaczy, że… Że następna musi być wiosna. I kupimy nową taczkę. I lukier na tort z trzema świeczkami. Zauważyłam, że jak życie by się nie układało, zimą ogarnia depresja, latem wszystko wydaje się proste. Dziś w parku, gdy Felek okupował zjeżdżalnię, rozganiał kaczki, huśtaliśmy się razem na huśtawce i zostawialiśmy za sobą tak wyraźne ślady na ciężkim, mokrym śniegu, dotarło do mnie, jak cudownie nieuchronna jest wiosna każdego roku i jak wiele problemów potrafi rozwiązać świadomość tego. Nie chcemy już mrozów! Niech żyją spacerki, place zabaw, huśtawki, kaczki, taczki i moje dzieciaczki.